Marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL) i poseł Borys Budka po Marszu Suwerenności środowisk narodowych w Warszawie opublikowali na Twitterze zdjęcie hajlujących mężczyzn. Okazało się jednak, że fotografia pochodzi z jesieni 2015 roku, a więc z czasów rządu PO-PSL, i dokumentuje wydarzenie z Łodzi. Konkret24 ustalił, jaka kara spotkała obu uwiecznionych na zdjęciu mężczyzn.

Marsz Suwerenności był organizowany przez wystawiającą listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego koalicję Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy, stowarzyszenie Marsz Niepodległości oraz Młodzież Wszechpolską w związku z 15. rocznicą wejścia Polski do Unii Europejskiej.

1 maja marsz przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele uczestnicy trzymali baner z hasłem "Nie dla UE". Mieli ze sobą także transparenty z hasłami "Chwała bohaterom, śmierć komunistom" oraz przekreśloną czarną flagę z gwiazdami Unii Europejskiej. Wznosili okrzyki: "Raz sierpem raz młotem unijną hołotę", "Precz z Unią Europejską", "PiS, PO jedno zło", czy "Tu jest Polska, nie POLIN".

"Śpicie spokojnie?"

Następnego dnia rano marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (Polskie Stronnictwo Ludowe) zapytał polityków Prawa i Sprawiedliwości na Twitterze: "Kolejny raz kieruję pytanie do Jarosława Kaczyńskiego (prezes PiS - red.), Joachima Brudzińskiego (wiceszef PiS i minister MSWiA - red.) i Macieja Wąsika (zastępca koordynatora służb specjalnych - red.)! Czy śpicie spokojnie?".

Do wpisu dołączył zdjęcie. Widać na nim marsz środowisk narodowych. Na jego czele dwóch młodych mężczyzn w charakterystycznym nazistowskim geście podnosi prawe ręce. Marszałek Struzik nie napisał z jakiego okresu jest to fotografia.

To samo zdjęcie zamieścił na Twitterze poseł PO Borys Budka. Wpis był odpowiedzią na komentarz publicysty Łukasza Warzechy, który stwierdził, że "za nazywanie 'neonazistami' czy 'neofaszystami' organizatorzy zgromadzenia (Marszu Suwerenności - red.) powinni twardo pozywać".

"Tak to Panu zostawię. Zdjęcie od Adama Struzika" - odpisał Warzesze Budka. Również poseł PO nie napisał, z jakiego okresu jest to fotografia.

Zdjęcie pojawiło się także na Facebooku. Wstawił je na kilka dni przed warszawskim Marszem Suwerenności użytkownik Bogdan Kucharski. Post udostępniło ponad cztery tysiące osób, w tym - dzień po marszu - Krystyna Janda.

"Jak długo jeszcze pozwolimy , wszyscy , na tego typu nazistowskie zachowania ? Na co czekacie , że ktoś za was odwali brudną robotę , a może zaczniecie reagować , jak te nazistowskie pomioty , bez waszej wiedzy i zgody , zaczną wchodzić do Waszych domów , bić Was i Wasze dzieci za niewłaściwe poglądy , podpalać Wasze małe interesy , wybijać szyby w oknach i znakować nazistowskimi symbolami?" - skomentował Bogdan Kucharski (pisownia oryginalna).

"To zdjęcie może przerażać"

Jak jednak szybko wskazywali pod wpisami obu polityków opozycji internauci, zdjęcie nie zostało zrobione podczas Marszu Suwerenności. Fotografia pochodzi z Łodzi i dokumentuje marsz środowisk narodowych, który przeszedł ulicami tego miasta 26 września 2015 roku, a więc za czasów drugiego rządu koalicji PO-PSL, w mieście, którego prezydentem była wówczas i obecnie Hanna Zdanowska (PO).

Gest dwóch młodych mężczyzn oburzył wówczas opinię publiczną i media. Niektórzy nie dowierzali autentyczności zdjęcia. Dziennik "Fakt" sprawdził wówczas jego autentyczność.

Pojawiło się ono na okładce jednego z tygodników. "Na okładce „Angory” jest zdjęcie, którego autorem jest nasz fotoreporter Piotr Kamionka, co też jest zaznaczone na fotce. Wykonał dwa podobne ujęcia. W tak istotnej sprawie nie pozwolilibyśmy sobie na robienie fotomontażu, a nawet gdyby, to na pewno byśmy to zaznaczyli. Fotografia została wykonana w sobotę (26 września 2015 roku - red.) w Łodzi, co uwidocznione jest w podpisie pod zdjęciem. Rozumiem, że to zdjęcie może przerażać!" - odpisał wówczas "Faktowi" sekretarz redakcji tygodnika "Angora" Maciej Wilczek.

Dodatkowo okładkę z tym zdjęciem może każdy teraz zobaczyć na stronie wydawcy tygodnika w sekcji "Archiwum".

"Fakt" przytoczył też wówczas opinię Marii Dmochowskiej, nieżyjącej już rzeczniczki Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, harcerki Szarych Szeregów, a także działaczki opozycji: "My, weterani, niejedno już widzieliśmy, ale żadna moja opowieść nie powie tego, co mówi to zdjęcie. Pochód, na którego czele idzie dwóch hajlujacych młodzieńców, przeczy wszelkim zasadom, o które walczyliśmy w czasach okupacji i w Powstaniu Warszawskim. My walczyliśmy o wolność. Walczyliśmy z faszyzmem!".

"Chcemy repatrianta, nie imigranta"

We wrześniu 2015 roku w kilku miastach w Polsce Młodzież Wszechpolska organizowała marsze pod hasłem "Chcemy repatrianta, nie imigranta".

Wydarzenie w Łodzi, mające na celu również wyrażenie sprzeciwu wobec polityki migracyjnej Unii Europejskiej, zostało zarejestrowane przez urzędników jako zgromadzenie publiczne, o czym można przeczytać na stronie łódzkiego magistratu przez ówczesnego wiceprezesa Młodzieży Wszechpolskiej, członka Rady Politycznej Ruchu Narodowego oraz lidera środowiska narodowego w województwie łódzkim Adam Małecki.

Śledztwo, zarzuty i wyrok

W łódzkim marszu wzięło udział kilkaset osób. Po jego zakończeniu tamtejsza prokuratura wszczęła postępowanie. Śledczy zostali zaalarmowani przez osobę, która była oburzona zachowaniem uczestników marszu. W zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa poinformowała, że uczestnicy publicznie odwoływali się do ideologii faszystowskiej. Do zawiadomienia załączony był egzemplarz tygodnika "Angora".

Łódzcy prokuratorzy ustalili personalia obu mężczyzn. - Postawiliśmy dwóm 19-letnim mężczyznom zarzut przestępstwa polegającego na publicznym propagowaniu faszyzmu - informował w grudniu 2015 roku Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Jak poinformował Konkret24 Tomasz Szczepanek z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, sprawa w kwietniu 2016 roku trafiła do sądu. Oskarżonym groziła kara grzywny, ograniczenia wolności albo nawet do dwóch lat więzienia. Ostatecznie prawomocnym wyrokiem Emil K. i Andrzej W. zostali skazani na karę pięciu miesięcy prac społecznych.

W toku śledztwa dotyczącego obu mężczyzn 29 kwietnia 2016 do innej sprawy wyłączono kwestię nawoływania do nienawiści i publicznego znieważania z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej podczas łódzkiego marszu w 2015 roku. To postępowanie zostało jednak tego samego dnia umorzone z powodu "niewykrycia sprawcy".

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24, Fakt, tvnwarszawa.pl; zdjęcie główne: Twitter; Piotr Kamionka/Reporter

Pozostałe

Nie, w podręczniku do wychowania do życia w rodzinie nikt nie pyta: "Ile masz tatusiów dziecko?"

W sieci pojawiło się zdjęcie ilustracji rzekomo pochodzącej z jednego ze szkolnych podręczników. Są na niej narysowane dzieci, które mają mówić o swoich rozbitych rodzinach. Umieszczający ten wpis stwierdził, że "tak wyglądają podręczniki do wychowania w rodzinie za PiS-u". Jednak obrazek został przerobiony. Oryginał znajduje się w bezpłatnym elementarzu, który wprowadziła koalicja PO-PSL, a w umieszczonych tam cytatach dzieci mówią o swoich umiejętnościach.

Rzecznik KRS: poparła mnie jedna osoba z ministerstwa. Na liście jest ich 21

Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Mitera pytany jesienią 2019 roku, ile osób z Ministerstwa Sprawiedliwości podpisało się pod jego listą poparcia do KRS, odpowiedział: "było jedno nazwisko". Na opublikowanym przez Kancelarię Sejmu dokumencie są podpisy 21 sędziów, którzy w miesiącu składania list byli delegowani do pracy w resorcie.

Jak weryfikować niezależność sądu powszechnego? Wskazówki Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy opublikował pisemne uzasadnienie uchwały dotyczącej powołanej przez polityków Krajowej Rady Sądownictwa. Stwierdził, że nie jest ona niezależna, a to z kolei może budzić wątpliwości co do opiniowanych i awansowanych przez nią sędziów. Równocześnie wskazał, jak można sprawdzić niezależność takich osób, biorąc pod uwagę ich funkcjonowanie oraz okoliczności ich powołania bądź awansu.