"Lokalna półka", czyli jak PiS już to planował i dlaczego nic z tego nie wyszło

Źródło:
Konkret24
Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych o kontrolach owoców i warzyw w sklepach (wypowiedź z sierpnia 2023 roku)
Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych o kontrolach owoców i warzyw w sklepach (wypowiedź z sierpnia 2023 roku)TVN24
wideo 2/5
Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych o kontrolach owoców i warzyw w sklepachTVN24

Promowanie lokalnych dostawców Mateusz Morawiecki zapowiadał już cztery lata temu. Pomysły wprowadzenia minimum na sprzedaż polskich produktów rolno-spożywczych też były - lecz rząd Zjednoczonej Prawicy wiedział, że to "budzi wątpliwości w zakresie zgodności z przepisami prawa UE". Realizacja programu "Lokalna półka" groziłaby kolejną skargą na Polskę do Komisji Europejskiej.

Kolejną propozycję w ramach ofensywy programowej Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło spotem wyemitowanym 6 września na platformie X. Post brzmiał: "3 konkret PiS to program 'Lokalna półka', czyli obowiązek, aby markety w swojej ofercie miały minimum 2/3 owoców, warzyw, produktów mlecznych i mięsnych oraz pieczywa pochodzących od lokalnych dostawców. Wzmocni to pozycję lokalnych dostawców względem innych ogniw łańcucha dostaw żywności, a także ułatwi dostęp konsumentów do produktów wytworzonych przez mniejszych, również lokalnych producentów". W spocie były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski opowiadał o głównych założeniach nowego "konkretu" (jak partia nazywa swoje propozycje) PiS.

Podobnie jak w przypadku zapowiedzi modernizacji osiedli z wielkiej płyty i poprawy jakości posiłków w szpitalach obietnica "lokalnej półki" nie jest nowym pomysłem. Mało tego - do jego autorstwa przyznają się i Lewica, i Agrounia, i PSL.

Opozycja reaguje: "robienie idiotów", "złodziej pomysłów"

Opozycyjni politycy ostro krytykują pomysł PiS dotyczący lokalnych produktów - ale dlatego, że jest zły, tylko że powielony i przez dwie kadencje rządów PiS podobnego rozwiązania nie wprowadził. Na konferencji prasowej 6 września pod Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi lider Agrounii (kandydujący do Sejmu z list KO) Michał Kołodziejczak mówił: "Ministrze Telus, mam do ciebie pytanie: jak dzisiaj zapewnić dwie trzecie schabu na półkach sklepowych, skoro dziś Polacy nie produkują nawet połowy mięsa schabowego, które jest jedzone w Polsce?" - pytał. Na platformie X napisał: "Chodziłem, protestowałem, przesiadywałem w ministerstwie na rozmowach. Po to, by wprowadzili 51 proc. polskich produktów w sklepach. Czterech PiS-owskich ministrów mówiło że się nie da. Dziś z całym aparatem propagandy, kolejny raz robiąc z siebie i nas idiotów obiecują, że to zrobią. To postulat Agrounii" (pisownia oryginalna).

Z kolei lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty na konferencji prasowej 6 września zarzucił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że kradnie pomysły Lewicy. "Jest pan złodziejem pomysłów. (…) Pan poseł Arkadiusz Iwaniak półtora roku temu złożył w imieniu Lewicy ustawę, z której jasno i wyraźnie wynika, że chcemy, żeby polskie produkty stanowiły w sklepach, jeżeli chodzi o polską żywność, 70 procent; żeby były oznaczane, że są polskimi produktami, żeby również był oznaczony poziom cukru" – powiedział Czarzasty.

A szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz tego samego dnia w Radiu Zet mówił: "Jeśli chodzi o ten pomysł, dobrze, że PiS realizuje nie dość, że nasze postulaty, to jest postulat zapisany w Krajowym Planie Odbudowy - skrócenie łańcucha dostaw. Nie wiedziałem, że w tej kampanii umiłowanie do Unii Europejskiej wyjdzie z ust PiS-u" – ironizował prezes PSL. Po czym zaznaczył: "Muszą być te gospodarstwa, one nie mogą upaść. I muszą być małe sklepy. Ile sklepów upadło, małych? 10 tysięcy małych sklepów zawiesiło działalność w 2022 roku, cztery tysiące małych sklepów przestało istnieć w ubiegłym roku".

Z kontekstu wypowiedzi Kosiniaka-Kamysza można wnioskować, że chodzi mu o małe sklepy spożywcze. Danych na temat zamykających się takich sklepów nie udało nam się znaleźć. O sklepach zawieszających działalność i likwidowanych w 2022 roku pisała w styczniu "Rzeczpospolita", bazując na danych wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet. Podała jednak dane dotyczące wszystkich sklepów, nie tylko spożywczych: według nich w 2022 roku zlikwidowano 4 tys. sklepów, a 10 tys. zawiesiło swoją działalność. To te same liczby, o których mówił prezes PSL. Natomiast według Głównego Urzędu Statystycznego w 2021 roku (ostatnie dane) wszystkich sklepów było 331 tys., o 11 tys. więcej niż w 2020 roku.

Sprzedaż bezpośrednia produktów przez rolników: jak zmieniano prawo

PSL przypomina swój pomysł o handlu detalicznym rolników. Na tym mniej więcej PiS buduje swoją obietnicę na trzecią kadencję. 9 kwietnia 2015 roku (czyli za rządów PO-PSL) Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Umożliwiła rolnikom nieopodatkowaną i odformalizowaną produkcję oraz sprzedaż przetworzonych produktów rolnych, np. pieczywa, wędlin, dżemów, kompotów serów.

Zjednoczona Prawica po objęciu władzy kontynuowała politykę poprzedników. 16 listopada 2016 roku Sejm uchwalił ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników. Mogli sprzedawać swoje produkty "konsumentom finalnym", ale nie sklepom. Taką możliwość od 2019 roku – czyli sprzedaży przez rolników produktów rolnych "na rzecz zakładów prowadzących handel detaliczny z przeznaczaniem dla konsumenta finalnego", a więc sklepom, restauracjom, stołówkom - dała dopiero ustawa z 9 listopada 2018 roku o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników do sklepów i restauracji.

2019 rok, Morawiecki: "chcemy, aby rolnicy mogli budować siłę swojej marki". Zmian nie wprowadzono

Kilka miesięcy później, w marcu 2019 roku, premier Mateusz Morawiecki na Europejskim Forum Rolniczym zorganizowanym w Jasionce pod Rzeszowem zapowiedział, że rząd chce "doprowadzić do tego, żeby na półkach były towary z markami polskimi, a nie tylko z markami sklepów wielkopowierzchniowych". "Chcemy, aby w ten sposób rolnicy mogli budować siłę swojej marki" – mówił premier. "Chcemy zaproponować ustawę, która w sposób obligatoryjny i realny obniży możliwość sprzedaży przez sieci wielkopowierzchniowe ich własnych produktów, pod ich własną marką. To szalenie utrudnia osiągnięcie przyzwoitej marży przez polskich producentów" - dodał.

Skończyło się na zapowiedziach. Ustawa nie powstała, ale sprawa miała ciąg dalszy.

2020 rok, ministerstwo rozwoju: rozwiązanie niezgodne z unijnymi traktatami

Premier Morawiecki obiecywał ograniczenie sprzedaży towarów pod markami własnymi marketów, a nie określenie, ile lokalnych, polskich produktów mają sprzedawać sieci handlowe. Natomiast o konieczności wprowadzenia minimum na sprzedaż polskich produktów rolno-spożywczych pisał 19 kwietnia 2020 roku w interpelacji poseł PiS Michał Cieślak. Na platformie X przypomniał o tym 6 września dziennikarz serwisu Wiadomoscihandlowe.pl Paweł Jachowski.

Zdaniem posła Cieślaka w sieciach handlowych "powinien się znaleźć określony przez państwo polskie procent asortymentu rolno-spożywczego pochodzący od krajowych producentów, w tym z lokalnej gospodarki". Ten udział w "konkrecie" PiS określono na 2/3, czyli 66 proc.

Parlamentarzysta pytał: "Czy istnieją przeciwwskazania do wprowadzenia przepisów obligujących wszystkie sieci handlowe w Polsce do zaopatrzenia swoich placówek w artykuły rolno-spożywcze pochodzące od lokalnych producentów - producentów z powiatu, w którym znajduje się market, lub w przypadku braku takiego producenta z powiatów sąsiadujących, lub od najbliżej położonego zakładu? Oczywiście chodzi o artykuły rolno-spożywcze, takie jak: pieczywo, mleko, jaja, nabiał, wędliny, mięso, warzywa i owoce, przetwory i soki warzywne i owocowe, wyroby mączne itp.".

Poseł Cieślak jako przykłady podawał rozwiązania z Rumunii i Bułgarii. W odpowiedzi z 26 maja 2020 roku Marek Niedużak, ówczesny podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, odpisał, że takie rozwiązanie "budzi wątpliwości w zakresie zgodności z przepisami prawa UE, w tym swobodą przepływu towarów (art. 34 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej) i swobodą przedsiębiorczości (art. 49 TFUE)" (pisownia oryginalna, wytłuszczenie od redakcji). Poinformował też posła, że rozwiązania przyjęte w Rumunii w 2016 roku "skutkowały wszczęciem przeciw Rumunii postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Przepisy te w praktyce nigdy nie zostały w pełni w wdrożone i ostatecznie w bieżącym roku zmienione przez Parlament Rumunii".

Rzeczywiście, parlament rumuński w 2016 roku uchwalił ustawę zobowiązującą sieci handlowe do sprzedaży co najmniej 51 proc. rumuńskich produktów rolno-spożywczych. Komisja Europejska 15 lutego 2017 roku wszczęła przeciwko Rumunii postępowanie o naruszenie art. 34 i 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. 2 lipca 2020 roku - po tym jak Rumunia wycofała się z wcześniejszych przepisów - Komisja Europejska zamknęła postępowanie (więcej o sprawie w dalszej części tekstu).

Prawnicy: "Lokalni producenci" czyli jacy?

Również zdaniem prawników, z którymi rozmawiał Konkret24, zapowiedź "Lokalna półka" może być niezgodna z prawem europejskim.

- "Lokalni producenci" czyli jacy? – zastanawia się dr hab. Piotr Bogdanowicz, profesor z Katedry Prawa Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Zakłada, że w projektowanych przepisach termin zostałby doprecyzowany poprzez np. wyznaczenie określonej odległości od sklepu. Z tak wyznaczonego obszaru sklep miałby brać 2/3 produktów spożywczych. Zdaniem eksperta taki obowiązek dla marketów naruszałby jednak Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. - Nie mówiąc już o wskazaniu, że przez określenie "lokalne" rozumiemy "polskie" – ocenia prof. Bogdanowicz. "Chodzi o swobodę przepływu towarów. Wszak dwie trzecie, a to znacząca wielkość, produktów lokalnych na półkach może oznaczać jednocześnie o dwie trzecie produktów innych producentów, także z innych państw, mniej. Może to zatem wpłynąć poważnie na wymianę handlową z nimi – zauważa prawnik. Przyznaje, że rząd mógłby zacząć od działań promocyjnych i zachęcać Polaków do kupowania lokalnych produktów bez żadnych obowiązków dla sklepów - lecz i w tym zakresie, patrząc na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości, rząd musiałby zachować ostrożność. Albowiem:

Ograniczenia ilościowe w przywozie oraz wszelkie środki o skutku równoważnym są zakazane między Państwami Członkowskimi.

- Myślę, że tę "lokalność" na pewno bardzo łatwo można przekuć na konkretny przepis, na przykład określić dany obszar: gmina, powiat czy odległość od sklepu – mówi w rozmowie z Konkret24 dr hab. Aleksander Cieśliński, profesor z Katedry Prawa Międzynarodowego i Europejskiego Uniwersytetu Wrocławskiego. Ale i on uważa, że wprowadzenie takich ogólnokrajowych zasad zrodzi całą masę problemów. – Może się okazać, że w danym powiecie to działa, ale w innym na przykład nie będzie mleczarni albo jedyny producent pomidorów będzie w jakiejś gminie poza wyznaczonym obszarem – podaje przykładowo. No i podkreśla kwestię prawa europejskiego. – Bez znaczenia, czy będziemy rozumieć "lokalność" jako produkty regionalne, czy polskie, wprowadzenie takiej preferencji będzie oznaczało ograniczenie swobody dla sklepów i funkcjonowania prowadzonych przez nich kanałów dystrybucji. Przecież te podmioty mają popodpisywane jakieś umowy. Taki obowiązek kupowania lokalnego będzie naruszał artykuł 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, czyli naruszał swobodę przedsiębiorczości ocenia ekspert (wytłuszczenie od redakcji). Chodzi o przepis:

Ograniczenia swobody przedsiębiorczości obywateli jednego Państwa Członkowskiego na terytorium innego Państwa Członkowskiego są zakazane w ramach poniższych postanowień. Zakaz ten obejmuje również ograniczenia w tworzeniu agencji, oddziałów lub filii przez obywateli danego Państwa Członkowskiego, ustanowionych na terytorium innego Państwa Członkowskiego.

Oczywiście, PiS nie zaproponował nowych przepisów, przedstawił na razie ogólną zapowiedź. - Jednak wszelkie kanalizowanie dystrybucji towarów w sposób dyskryminujący producentów z innych państw Unii Europejskiej jest oczywistym naruszeniem swobody przepływu towarów określonej w artykule 34 TFUE – zaznacza profesor Cieśliński.

Jest to jeden z fundamentów unii celnej oraz rynku wewnętrznego, aby każdy mógł nabywać towary pochodzące z któregokolwiek państwa członkowskiego, a każdy producent unijny miał równy dostęp do rynków krajowych pozostałych państw i oczywiście konkretnych sklepów. - Natomiast proponowane rozwiązanie oznacza wypchnięcie towarów importowanych z polskiego rynku. Oczywiście, politycznie to bardzo atrakcyjnie brzmi w kampanii wyborczej, ale autorzy projektu muszą uświadomić sobie, że ofiarami takich rozwiązań stać się mogą, paradoksalnie, polscy producenci rolni i nie tylko – ocenia prawnik. I kończy: - Jeżeli proponowane rozwiązanie nie rozejdzie się po kościach jak wiele innych haseł wyborczych i rzeczywiście zostaną przyjęte tego rodzaju przepisy, należy spodziewać się skargi Komisji Europejskiej do TSUE.

Rumunia się wycofuje, Irlandia przegrywa przed TSUE

Niemal analogiczne zasady do tych proponowanych teraz przez PiS chciała wprowadzić Rumunia. Gdy na jej przykład powołał się w interpelacji poseł Cieślak, wiceminister Niedużak odpowiedział mu: "Rozwiązania wprowadzone w tym kraju w 2016 r. skutkowały wszczęciem przeciw Rumunii postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Przepisy te w praktyce nigdy nie zostały w pełni w wdrożone i ostatecznie w bieżącym roku zmienione przez Parlament Rumunii".

W lutym 2020 roku serwis Wiadomoscihandlowe.pl opisywał, że w Rumunii wprowadzono prawo zobowiązujące sieci handlowe do stosowania tzw. krótkiego łańcucha dystrybucji. Detaliści musieli przynajmniej połowę żywności zamawiać bezpośrednio u miejscowych producentów, ewentualnie ze zrzeszeń producenckich. Takie regulacje zostały uznane przez Komisję Europejską za naruszające zasady wolnej konkurencji, swobodnego wybierania produktów przez konsumentów i naruszające fundamentalną zasadę w Unii – wolnego przepływu towarów. Po zakończeniu postępowania naruszeniowego KE zażądała od Rumunii zmiany dyskryminujących przepisów. Rumuński parlament zmienił prawo na początku 2020 roku.

Profesor Cieśliński w rozmowie z Konkret24 przytacza jeszcze przykład Irlandii. Na początku lat 80., czyli zaraz po tym jak ten kraj dołączył do UE, irlandzki rząd przygotował i sfinansował kampanię "Buy Irish" ("Kupuj irlandzkie"). Zaplanowano szeroką kampanię promocyjną – specjalne etykiety, serwis internetowy, działania reklamowe. Jednak wszystko to zostało zakwalifikowane przez Komisję Europejską jako naruszenie prawa wspólnotowego.

Jednak Irlandia w 1982 roku przegrała sprawę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, który uznał, kampanię "za środek o skutku podobnym do ograniczeń ilościowych w swobodnym przepływie towarów". Według TSUE kampania ograniczała wewnątrzwspólnotową wymianę towarów. – W tym przypadku nie było obowiązku dla sklepów, tak jak proponuje teraz to PiS, a zaledwie nikogo niewiążąca kampania promocyjna – zauważa profesor Cieśliński.

Autorka/Autor:

Źródło: Konkret24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Pozostałe wiadomości

"Patrol konfidentów", "cały kraj zamienia się w kraj donosicieli" - takie komentarze wzburzonych internautów można przeczytać pod ogłoszeniami o naborze do samozwańczej "służby sąsiedzkiej" w wielu polskich miastach. Zaczęliśmy więc jej szukać - i przestrzegamy przed tymi ogłoszeniami.

"Służba sąsiedzka. Kto chętny dołączyć?". Uwaga na te ogłoszenia

"Służba sąsiedzka. Kto chętny dołączyć?". Uwaga na te ogłoszenia

Źródło:
Konkret24

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro twierdzi, że jego wyjazd na Węgry nie był ucieczką. I że ze zdziwieniem dowiedział się - będąc już za granicą - że planowano przeciwko niemu jakieś postępowanie. Przypominamy więc, o czym i kiedy informowano publicznie w jego sprawie.

Ziobro: "nie wiedziałem, że uruchomią postępowanie". Przypominamy sekwencję zdarzeń

Ziobro: "nie wiedziałem, że uruchomią postępowanie". Przypominamy sekwencję zdarzeń

Źródło:
Konkret24

Nagranie, na którym amerykański biskup zabrania rzekomo agentom ICE wejść do kościoła, obiegło media społecznościowe - za granicą i w Polsce. Jest gorąco komentowane w związku z tragedią w Minneapolis. W tym filmie nie chodzi o prawdę, ale może chodzić o pieniądze.

"Nie jesteście tu mile widziani". Starcie biskupa z agentem ICE - czy z rzeczywistością?

"Nie jesteście tu mile widziani". Starcie biskupa z agentem ICE - czy z rzeczywistością?

Źródło:
Konkret24

Setki tysięcy wyświetleń generuje w internecie nagranie pokazujące zamieszki na ulicach, podczas których podpalane są samochody. Rozpowszechniający je internauci twierdzą, że to Iran podczas trwających tam teraz przeciwrządowych manifestacji. Inni podają jednak, że to Paryż albo Los Angeles. Nikt z nich nie ma racji.

Tak, Irańczycy "walczą na ulicach". Ale na tym filmie tego nie widać

Tak, Irańczycy "walczą na ulicach". Ale na tym filmie tego nie widać

Źródło:
Konkret24

Wielka Brytania na czele, Polska w czołówce - tak wyglądać ma "ranking" krajów z największą liczbą aresztowanych za wpisy w internecie. Gdy jednak zajrzeć do źródeł, ta efektowna narracja szybko się rozpada.

"Polska w światowej czołówce aresztowań za wpisy" w sieci. "Skąd to wzięli"

"Polska w światowej czołówce aresztowań za wpisy" w sieci. "Skąd to wzięli"

Źródło:
Konkret24

Internauci chwalą rzekome "odchudzenie" kalendarza szczepień dzieci w USA - i jednocześnie krytykują aż "88 szczepionek" w polskim kalendarzu. Na dokładkę snują teorie spiskowe o nazistowskiej symbolice. Cała ta narracja to zlepek nieporozumień i błędnego porównywania liczby zastrzyków do liczby podawanych szczepionek.

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Źródło:
Konkret24

Unia Europejska "przyjęła nas do swojego grona, aby doić z kasy" - tak internauci komentują informację o horrendalnej kwocie 2,5 biliona złotych, które Polska miałaby rzekomo zapłacić za unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. To jednak podwójna manipulacja związana z raportem pewnej fundacji. Pokazujemy, kto za nią stoi.

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

Źródło:
Konkret24

W Niemczech zarabia się lepiej, a że ceny w Polsce mamy już podobne jak tam, to poziom życia Polaków jest trzykrotnie niższy niż Niemców - taką ekonomiczną tezę ogłosił sędzia Kamil Zaradkiewicz. Tylko że posłużył się złymi wskaźnikami i starymi danymi. Co więc dane ekonomiczne mówią o życiu w Polsce i Niemczech?

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

Źródło:
Konkret24

Tysiące wyświetleń generuje w sieci nagranie z polskimi dziećmi śpiewającymi ukraiński hymn. Sprawę nagłośnił poseł PiS Dariusz Matecki - wraz z przekazem, że "dzieci zmuszane są do śpiewania hymnu Ukrainy". Nie ma na to potwierdzenia, nagranie jest stare, a publikowanie go teraz ma zapewne służyć wzmacnianiu antyukraińskich nastrojów.

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Źródło:
Konkret24

Amerykańskie działania w Wenezueli miały wywołać masowe protesty w Stanach Zjednoczonych - twierdzi poseł Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej. Tylko że nagrania, które ma potwierdzać jego tezę, nie mają związku z aktualnymi wydarzeniami.

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

Źródło:
Konkret24

Tłumowi ludzi na ulicach Madrytu towarzyszy podniosła muzyka w tle. To nagranie, które zdobywa popularność w sieci, ma być dowodem na "chrześcijańskie przebudzenie" Hiszpanii. W rzeczywistości filmik nie pokazuje żadnej manifestacji religijnej.

Wyszli na ulice i "ogłaszają Hiszpanię narodem chrześcijańskim"? Nie po to się zebrali

Wyszli na ulice i "ogłaszają Hiszpanię narodem chrześcijańskim"? Nie po to się zebrali

Źródło:
Konkret24

"Maduro jest wożony po Nowym Jorku i pokazywany mieszkańcom miasta", "Trump woził go po ulicach jak schwytane zwierzę" - twierdzą internauci, którzy zamieszczają i komentują nagranie pokazujące przejazd otwartej furgonetki. Nic nie wskazuje, że był w niej przewożony wenezuelski dyktator.

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Źródło:
Konkret24

Prezydent USA Donald Trump mówi o "doktrynie Donroego", która ma być czymś więcej niż słynna doktryna Monroego. Eksperci dostrzegają podobieństwa, ale też wskazują różnice. Co takiego ogłosił piąty prezydent Stanów Zjednoczonych James Monroe?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Źródło:
Konkret24

"Zobacz Donaldzie Tusku, jak kończą dyktatorzy" - napisał na platformie X były minister w rządzie Zjednoczonej Prawicy Mariusz Kamiński, zamieszczając rzekome zdjęcie Nicolasa Maduro pojmanego przez żołnierzy USA. To nie tylko "przekroczenie kolejnych granic", lecz przede wszystkim fałszywka.

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Źródło:
Konkret24

Zdaniem części wojskowych opublikowanie tych zdjęć było "absolutnie niedopuszczalne" i "kompromitujące". Według ekspertów wojskowości - na pewno niepotrzebne. I choć Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ripostuje, że zdjęcia z wizyty prezydenta na wschodniej granicy nie ujawniają wrażliwych danych, to pewne informacje zawierają. Komu i do czego przydatne?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Źródło:
TVN24+

Witajcie w roku, w którym świat będą wam objaśniać już niekoniecznie eksperci, tylko sztuczna inteligencja. Gdy algorytmy staną się tak potężne jak rządy - a te będą się mierzyć z masowym eksportem chaosu, nie tylko ze strony Kremla. Przedstawiamy pięć głównych zagrożeń w sferze dezinformacji w 2026 roku, których trzeba być świadomym.

"Eksport chaosu". Co nam grozi w 2026 roku

"Eksport chaosu". Co nam grozi w 2026 roku

Źródło:
TVN24+

To nie przypadek, że kolejne incydenty dotyczące bezpieczeństwa Polski szybko stają się paliwem do podsycania antyukraińskich nastrojów. I że treści takie pojawiają się na profilach niemających nic wspólnego z polityką. Kto sądzi, że to tylko opinie "zwykłych Polaków" - jest w błędzie. To skoordynowane akcje sieci fałszywych kont, których mechanizm ujawnili właśnie analitycy DFRLab.

Jesteś na grupie dla biegaczy? Albo o nieruchomościach? Oni też tam są

Jesteś na grupie dla biegaczy? Albo o nieruchomościach? Oni też tam są

Źródło:
Konkret24, DFRLab

Setki tysięcy wyświetleń generuje w mediach społecznościowych nagranie mające pokazywać, jak zachowywali się mieszkańcy Niemiec - głównie przybysze z innych krajów - w ostatnią sylwestrową noc. Film rozpowszechniają zarówno polscy, jak i zagraniczni internauci, pisząc na przykład, że to Berlin. Sprawdziliśmy, skąd i z kiedy on pochodzi.

"Wczoraj przejęli miasto"? Ani to "wczoraj", ani Berlin

"Wczoraj przejęli miasto"? Ani to "wczoraj", ani Berlin

Źródło:
Konkret24

Poseł PiS Michał Wójcik ostrzega, że rząd "prowadzi kraj na ścianę". Przekonuje, że "nikt nie chce kupować polskiego długu" mimo tego, że polskie obligacje są oprocentowane wyżej niż obligacje innych państw UE. A jak jest naprawdę?

Wójcik: nikt nie chce kupować polskich obligacji. "Bzdura"

Wójcik: nikt nie chce kupować polskich obligacji. "Bzdura"

Źródło:
Konkret24

Doszło do tego, że odczłowieczamy wyimaginowanego wroga. Że reagujemy stadnie na mentalne kotwice, które zostały sprytnie aktywowane w debacie publicznej. I że tezy dotychczas wątpliwe zaczęliśmy uznawać za prawdę, bo legitymizują je politycy. To, co się wydarzyło w dezinformacji w 2025 roku, pokazuje, że wystarczy zmodyfikować metody i przesunąć granice, by polityka strachu zbierała swoje żniwo.

Osiem trendów dezinformacji w 2025 roku. Jak pękały kolejne granice

Osiem trendów dezinformacji w 2025 roku. Jak pękały kolejne granice

Źródło:
TVN24+

Po zakończeniu wojny z Rosją Polska i Ukraina mogłyby się połączyć - informacja o petycji z takim postulatem wywołuje falę oburzenia w sieci, podsycając antyukraińskie nastroje. Bo taki właśnie jest cel tego manipulacyjnego przekazu.

"Petycja o połączeniu Polski i Ukrainy". Tak się sieje zamęt

"Petycja o połączeniu Polski i Ukrainy". Tak się sieje zamęt

Źródło:
Konkret24

Politycy piszą o "sięganiu do kieszeni Polaków", internauci o planowanym wzroście VAT z 5 do 23 procent. Krążące w sieci komentarze o decyzji co do "gigantycznej podwyżki" podatku w handlu i gastronomii generują kolejne spekulacje. Sprawdziliśmy, o co chodzi.

"Gigantyczna podwyżka podatku VAT"? O jaką decyzję chodzi

"Gigantyczna podwyżka podatku VAT"? O jaką decyzję chodzi

Źródło:
Konkret24

Młode, atrakcyjne Polki zachwalają w sieci korzyści z wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Od początku wygląda to podejrzanie, ale generuje setki tysięcy wyświetleń. To "wejście na nowy poziom" z antyunijnym przekazem.

"Prawilne Polki", eurokołchoz i polexit. Antyunijna propaganda napędzana przez AI

"Prawilne Polki", eurokołchoz i polexit. Antyunijna propaganda napędzana przez AI

Źródło:
Konkret24

Poruszająca historia 91-letniej Amerykanki, którą postawiono przed sądem w szpitalnej koszuli i skutą kajdankami, obiegła media społecznościowe jako dowód okrucieństwa systemu. Gdy jednak się jej przyjrzeć bliżej, narracja przestaje się kleić.

91-letnia Helen "aresztowana za kradzież leków". Coś tu się nie klei

91-letnia Helen "aresztowana za kradzież leków". Coś tu się nie klei

Źródło:
Konkret24

Minister energii od miesięcy obiecuje, że koniec mrożenia cen prądu nie oznacza gwałtownej podwyżki rachunków. Ale opozycja straszy, że drożej będzie nawet o 10 procent. Politycy się sprzeczają - my z ekspertami liczymy, jak odmrożenie cen energii może wpłynąć na wysokość naszych rachunków. Kluczowe są ich składowe.

Koniec mrożenia cen prądu. "Zapłacimy więcej?" Policzyliśmy

Koniec mrożenia cen prądu. "Zapłacimy więcej?" Policzyliśmy

Źródło:
Konkret24

170 milionów złotych miał według internautów wydać polski Narodowy Fundusz Zdrowia na leczenie HIV w Ukrainie. Przekaz niesie się w sieci szeroko, lecz chodzi o zupełnie inne pieniądze. Mamy wyjaśnienie NFZ.

"Okradli Polaków ze składek zdrowotnych"? NFZ wyjaśnia

"Okradli Polaków ze składek zdrowotnych"? NFZ wyjaśnia

Źródło:
Konkret24

Unijni sędziowie stawiają się ponad polskim systemem konstytucyjnym, Trybunał Sprawiedliwości "zakazał Polsce powoływania się na swoją konstytucję" - tak politycy PiS przedstawiają wyrok TSUE dotyczący Trybunału Konstytucyjnego. Grzmią, że to próba odebrania Polsce suwerenności. Konstytucjonaliści tłumaczą: to nieprawda.

Politycy PiS: TSUE "zakazał powoływać się na konstytucję". Nieprawda

Politycy PiS: TSUE "zakazał powoływać się na konstytucję". Nieprawda

Źródło:
Konkret24