Krótki wyciek informacji, które nie są normalnie widoczne dla użytkowników Facebooka, pozwolił zobaczyć, kto obsługuje niektóre strony na tym portalu społecznościowym. Jawne stały się dane osób prowadzących oficjalne, ale i fanowskie profile m.in. Mateusza Morawieckiego.

Przez kilka godzin w piątek użytkownicy Facebooka mogli sprawdzić, jakie osoby są odpowiedzialne za prowadzenie stron na platformie. Po kliknięciu w historię edycji danego wpisu - historia była dostępna, jeśli post był wcześniej poprawiany - portal społecznościowy wyświetlał profil osoby, która w imieniu danego fanpage'a może na nim publikować wpisy lub moderować dyskusję.

Tę możliwość zauważyli internauci oraz dziennikarze i zaczęli w sieci publikować informacje, kto zarządza jaką stroną. Wkrótce opcja przestała działać.

Biuro prasowe Facebooka przyznało się do błędu w krótkim oświadczeniu: "Błąd, na skutek którego można było zobaczyć, kto edytuje i publikuje posty w imieniu poszczególnych stron został szybko usunięty. Jesteśmy wdzięczni badaczowi bezpieczeństwa, który powiadomił nas to tej sprawie".

Dyrektor z PKO prowadzi profil premiera

W piątek okazało się, że oficjalne konto Mateusza Morawieckiego na Facebooku jest zarządzane między innymi przez Mariusza Chłopika, dyrektora do spraw marketingu w PKO BP.

Był on wcześniej przez cztery miesiące wicedyrektorem Centrum Informacyjnego Rządu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, dyrektorem biura komunikacji korporacyjnej i marketingu w Agencji Rozwoju Przemysłu. Pracował też w sztabie wyborczym Andrzeja Dudy podczas kampanii prezydenckiej oraz sztabie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości podczas kampanii parlamentarnej w 2015 roku.

Chłopik potwierdził w rozmowie z Konkret24 obecną współpracę z Mateuszem Morawieckim, ale zastrzega, że robi to za darmo.

- Rzeczywiście współprowadzę konto premiera na Facebooku, ale jest to jego konto prywatne. Robię to ze względu na starą z nim znajomość - stwierdza i podkreśla, że nie koliduje to z jego obowiązkami w państwowym banku. - Mam tam umowę menadżerską i zadaniowy czas pracy. Stanowisko to wymaga ode mnie pracy także w soboty i niedziele - mówi i zaznacza, że w sieci nie pisze żadnych hejterskich komentarzy i nie krytykuje żadnej partii.

Oficjalną stroną Mateusza Morawieckiego zarządza na Facebooku w sumie siedem osób. Lubi ją 61 tysięcy internautów.

Kto prowadzi stronę Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego?

Dzięki błędowi, redakcji Konkret24 udało się ustalić nazwy trzech kont, które posiadały uprawnienia do zarządzania stroną Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego.

Publikowane na niej treści promują polityka oraz jego działalność. Stronę śledzi ponad 44 tys. osób.

Dzięki funkcjonalności Facebooka "Transparentność strony", wiemy że stroną Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego zarządza dziś sześć facebookowych kont. Nazwa użytkownika jednego z nich jest tożsama z imieniem i nazwiskiem osoby, która jest pracownikiem biura poselskiego Adama Andruszkiewicza (PiS), wiceministra w Ministerstwie Cyfryzacji.

Marcin Zabłudowski w przeszłości był przewodniczącym Okręgu Podlaskiego Młodzieży Wszechpolskiej oraz zasiadał w radzie naczelnej na poziomie centralnym tej organizacji. Szerzej znany jest z tego, że we wrześniu 2016 roku w grupie innych osób manifestacyjnie zakłócał spotkanie prezydenta Lecha Wałęsy z przedstawicielami Komitetu Obrony Demokracji.

W 2018 roku startował w wyborach samorządowych do sejmiku województwa podlaskiego z listy Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość. Nie uzyskał mandatu radnego.

Profil z uprawnieniami do zarządzania stroną Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego publikował wspólne zdjęcia Zabłudowskiego z posłem Andruszkiewiczem. Tuż przed wyborami samorządowymi w październiku 2018 roku na profilu pojawił się baner wyborczy Zabłudowskiego.

Jak ustaliła redakcja Konkret24, użytkownik tego konta 22 listopada 2019 roku edytował post na stronie popierającej premiera Morawieckiego.

22 listopada 2019 konto o nazwie Marcin Zabłudowski edytowało wpis na stronie Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego na Facebooku.
22 listopada 2019 konto o nazwie Marcin Zabłudowski edytowało wpis na stronie Popieramy Premiera Mateusza Morawieckiego na Facebooku. Foto: facebook

Do wpisu dodano krótki fragment z programu Minęła 8, wyemitowanego w TVP Info wcześniej tego dnia. Jego gośćmi byli Adam Andruszkiewicz (PiS), Maciej Gdula (Lewica), Anna Kwiecień (PiS) oraz Dariusz Joński (KO).

"Całkowity odjazd Lewicy! Poseł Gdula stwierdził, że... Adrian Zandberg to 'polityk większego formatu' niż Premier Mateusz Morawiecki szybko na ziemię fantastę z Lewicy sprowadził minister Adam Andruszkiewicz. Zobacz koniecznie i napisz co sądzisz!" – brzmiał post.

Chcąc potwierdzić, czy konto z uprawnieniami do moderacji strony należy do współpracownika wiceministra Andruszkiewicza kilkukrotnie próbowaliśmy skontaktować się z biurem poselskim. Bez skutku. Zabłudowskiemu przesłaliśmy również wiadomość z prośbą o kontakt.

Nie udało nam się ustalić, czy dwa pozostałe konta z uprawnieniami do zarządzania stroną reprezentują prawdziwe osoby. Jedno z nich używa zdjęć kobiety, opublikowanych wcześniej na instagramowym koncie, prowadzonym w języku angielskim. Personalia podane na profilu na Facebooku z uprawnieniami do zarządzania polskim fanpagem nie pokrywają się z tymi podanymi na Instagramie. Drugie konto jako zdjęcie profilowe wykorzystało patriotyczną fotografię krążącą w sieci od co najmniej czerwca 2009 r.

Szczeciński radny z kolejnym zleceniem z resortu

W piątek okazało się też, że oficjalny profil Ministerstwa Sprawiedliwości na Facebooku nadal prowadzi szczeciński radny z klubu Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki. Jest jedną z 11 osób, które mają do tego uprawnienia. Fanpage ma 20 tysięcy fanów.

Dariusz Matecki prowadzi stronę na Facebooku Ministerstwu Sprawiedliwości
Dariusz Matecki prowadzi stronę na Facebooku Ministerstwu Sprawiedliwości

O Mateckim zrobiło się głośno w sierpniu 2018 roku. Wtedy w czasie kampanii samorządowej bardzo aktywnie w sieci wspierał kandydującego na fotel prezydenta Warszawy Patryka Jakiego, ówczesnego wiceszefa resortu sprawiedliwości, będąc jednocześnie pracownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości na bezpłatnym urlopie. 

Jego zatrudnienie wyszło jednak na jaw, gdy odkryli to internauci oraz dziennikarze. Sam Matecki nie informował o tym w swoich wpisach w mediach społecznościowych ani w publikowanych przez siebie filmikach. Mówił wówczas dziennikarzom Konkret24, że pomagał Patrykowi Jakiemu "z własnej woli".

Po przegranej Jakiego w wyborach, Matecki ponownie związał się resortem. Podpisywał kolejne, zazębiające się okresami obowiązywania umowy - zlecenia na prowadzenie resortowych mediów społecznościowych. Dostawał co miesiąc 3 tys. zł na rękę.

Jak to wygląda teraz? Zapytaliśmy o to szczecińskiego radnego.

"Prowadzę profil Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie widzę do tego żadnych przeciwwskazań. Moja umowa obejmuje nie tylko prowadzenie mediów społecznościowych resortu, ale też dyspozycyjność i doradztwo w sprawach medialnych" - potwierdza Konkret24 Matecki i dodaje, że zarabia "na rękę" 3 tys. zł.

Radny ze Szczecina poinformował także, że prowadzi dwa inne profile na Facebooku - Solidarnej Polski, której jest członkiem, oraz oficjalną stronę Zbigniewa Ziobry, szefa tej partii. Jak twierdzi Matecki, nie dostaje za to wynagrodzenia.

W piątek okazało się, że posty na profilu Ziobry były edytowane z profilu narzeczonej radnego. "Czasem, jak korzystam z jej komputera, to publikuję z jej konta na Facebooku" - twierdzi Matecki i zapewnia, że żaden z członków jego rodziny nie jest związany w żaden sposób z instytucjami publicznymi.

"Gdy miałem zablokowanego Facebooka, to mogłem coś publikować z profilu ojca czy matki, gdy u nich byłem" - przyznaje jednak Matecki.

Jego umowa skończyła się 9 stycznia. Samorządowiec nie odpowiedział na pytanie, czy po raz kolejny została przedłużona, ale wpis na fanpage'u resortu został przez niego edytowany jeszcze 10 stycznia.

W październiku 2019 roku dom szczecińskiego radnego przeszukała policja. Stało się tak na skutek wszczętego śledztwa po zawiadomieniu złożonym przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Chodzi o mowę nienawiści, jaka miała pojawiać się na zarządzanych m.in. przez Mateckiego stronach na Facebooku (m.in. Stop Islamizacji Europy).

"To fałszywe oskarżenia" - zapewnia Konkret24 samorządowiec. "Nie postawiono mi żadnych zarzutów, jestem radnym, pełnię funkcję publiczką. Nigdy nie byłem skazany" - dodaje.

Promował Jakiego w kampanii. Zarządzał stroną kpiącą z Trzaskowskiego

W czasie kampanii samorządowej w Warszawie Patryka Jakiego promował na swoim Twitterze również Marcin Rol. To były już współpracownik tego polityka, a także były opolski radny i były wiceprezydent tego miasta. Obecnie prowadzi agencję PR.

Jak zauważyła społeczność Wojownicy Klawiatury, Rol zarządzał wraz z innymi osobami kpiącą z Rafała Trzaskowskiego stroną o nazwie Trzaskowski jak Komorowski. Gdy ta informacja rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych w piątek, strona została usunięta. Nieaktywne jest już również konto na Twitterze o takiej samej nazwie.

Nieistniejące już konto @czaskowski na Twitterze
Nieistniejące już konto @czaskowski na Twitterze Foto: Twitter

Na stronie Trzaskowski jak Komorowski można było przeczytać krytyczne i kpiące wpisy o polityku PO oraz innych działaczach tej partii, takie jak: "Trololo, ile jeszcze Trzaskowski obieca niezrealizowanych obietnic HGW (Hanny Gronkiewicz Waltz - poprzedniczki Trzaskowskiego - red.)", "Pą Prezydą idzie na rekord w kategorii 'maski opadają'. Wycofuje się z obietnic", "Rafał Trzaskowski nadal kłamie". Na stronie pojawiła się również prześmiewcze memy z opozycyjnymi politykami PO.

"Podczas jesiennej kampanii wyborczej bardzo aktywnie działała na niekorzyść Rafała Trzaskowskiego, kandydata na prezydenta Warszawy, porównując go z byłym prezydentem – kojarzonym z wyborczą porażką. Aby treści z fanpage’a miały jak największy zasięg, wykupiono promocję na Facebooku, w najgorętszym momencie kampanii było to nawet kilka reklam dziennie. Ile było ich w sumie, kto za nie płacił i ile wydał? Nie wiadomo" - pisała w kwietniu 2019 roku "Gazeta Wyborcza".

W kampanii samorządowej w 2018 roku pojawiła się również strona Jaki naprawdę jest Jaki, która z kolei uderzała w polityka Solidarnej Polski, Patryka Jakiego.

- Takich "satyrycznych" fanpage’y może być na Facebooku i Twitterze tysiące. I to one dużo silniej działają w sferze politycznej niż oficjalne profile partii i polityków. Nie wiadomo, kto je prowadzi. Nie do końca wiadomo, jakie cele są w nich realizowane - komentował wówczas "GW" obydwa profile dr Dominik Batorski, socjolog specjalizujący się w internecie.

Sam Marcin Rol intensywnie promował na swoim Twitterze samorządową kampanię walczącego o prezydenturę stolicy Patryka Jakiego. Pokazywał spotkania z mieszkańcami, krytykował poczynania oponenta polityka Zjednoczonej Prawicy.

Zapytaliśmy byłego już współpracownika Patryka Jakiego, czy i kiedy zarządzał stroną Trzaskowski jak Komorowski.

"Jako jedna z kilku osób miałem dostęp do profilu i udostępniałem czasem na nim treści. Od prawie dekady zajmuję się mediami społecznościowymi, specjalizuję się w ich rozwoju. Robię to także teraz zawodowo jako właściciel agencji PR" - odpowiedział.

Dodał, że "generalnie" były to autentyczne wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego. "A to, że jego autentyczne wypowiedzi często są groteskowe, to już nie moja wina. Poza tym mój stosunek do PO, pana Trzaskowskiego i ich działań jest każdemu znany – uczestniczyłem aktywnie w polityce jako radny i wiceprezydent, zawsze miałem na ich temat takie samo zdanie i go nie zmieniam" - poinformował.

Stwierdził, że od ponad dwóch lat nie jest już osobą publiczną, więc to jakimi profilami zarządza jest to jego "prywatna sprawa". Zadaliśmy mu pytanie jakie jeszcze osoby zarządzały stroną Trzaskowski jak Komorowski. Czekamy na odpowiedź.

Kto wyciska SokzBuraka?

Niektórym internautom udało się sprawdzić, jakie konta miały możliwość zarządzania stroną SokzBuraka. Fanpage znany jest z publikowania różnych, często satyrycznych, wpisów o tematyce politycznej, zwykle nieprzychylnych obecnemu obozowi rządzącemu.

W maju zeszłego roku, redakcja Konkret24 sprawdziła jeden z wpisów SokuzBuraka. Zamieszczona tam jedna z grafik zawierała częściowo niezgodne z prawdą dane dotyczące obietnic rządu premiera Morawieckiego.

SokiemzBuraka zarządza w sumie 17 kont – 12 z nich aktywnych jest głównie na terenie Polski, trzy w Belgii, po jednym w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Zarządzający stroną mogą wyświetlać swój profil na osi czasu strony, wyświetlani są oni w sekcji "Członkowie zespołu". SokzBuraka korzysta z tej funkcjonalności. Jedynym obecnie widocznym tam kontem jest jednak użytkownik o nazwie Martin Mycielski. Ponieważ Facebook nie podaje do wiadomości publicznej, od kiedy dany użytkownik jest członkiem zespołu strony, nie możemy ustalić, kiedy ta informacja się tam pojawiła.

Do publicznej wiadomości podany jest jeden z 17 moderatorów strony SokzBuraka. Jest nim użytkownik o nazwie Martin Mycielski
Do publicznej wiadomości podany jest jeden z 17 moderatorów strony SokzBuraka. Jest nim użytkownik o nazwie Martin Mycielski Foto: facebook

Jako użytkownik tego konta ujawnił się Marcin Mycielski w swoim oświadczeniu na Facebooku. Twierdzi w nim, że "nigdy się nie ukrywał" i zarządza stroną SokzBuraka. Podaje, że jego rola "ogranicza się tam do okazjonalnego moderowania komentarzy". Podaje, że stroną zarządza "jeszcze jakieś 20 osób". Oficjalne informacje na stronie SokzBuraka wskazują, że uprawnienia ma obecnie 17 profili.

Mycielski podaje na Twitterze, że pełni funkcję dyrektora do spraw relacji publicznych w Fundacji Otwarty Dialog. W sierpniu 2018 r. szefowa tej organizacji Ludmiła Kozłowska została deportowana z Polski do Kijowa po alercie, jaki polskie władze zamieściły w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS).

Próbowaliśmy skontaktować się z Martinem Mycielskim - czekamy na odpowiedź.

Redakcja Konkret24 znalazła też trzy inne konta, które zarządzały stroną SokzBuraka. Jako zdjęcia profilowe wykorzystały fotografie z banków zdjęć. Ani to, ani podane nazwy użytkowników nie pozwoliły nam ustalić, kto prowadzi konta i czy podane dane są autentyczne.

Naczelni stron z informacjami, syn wiceszefa TK

W piątek okazało się również, że facebookową stronę TV48 prowadziło konto, którego nazwa jest niemal identyczna z imieniem i nazwiskiem redaktora naczelnego portalu TVP.Info Samuela Pereiry.

Można było sprawdzić, kto zarządzał profilem TV48
Można było sprawdzić, kto zarządzał profilem TV48

Po wycieku danych strona została usunięta. Można było tam znaleźć między innymi kpiące z opozycji memy.

Samuel Prereira na pytanie Konkret24, czy konto użytkownika widoczne na popularnym screenie należy do niego, odpowiedział:

- Nie chce się do tego odnosić, każdy ma prawo do własnego konta na Facebooku. Mam i osobiście prowadzę mój profil publiczny, nie ma powodu, żebym podawał adres mojego konta prywatnego. Szczególnie, że nie jest to istotna informacja z punktu widzenia mojej pracy.

Oficjalną stronę posła Janusza Korwin-Mikkego, szefa partii KORWiN prowadziło konto, którego nazwa użytkownika jest tożsama z imieniem i nazwiskiem redaktora naczelnego i właściciela serwisu wMeritum.pl, który to serwis określa się jako "portal informacyjno-publicystyczny". Można tam znaleźć wiadomości z kraju i ze świata. Także polityczne. Wyświetlając na Facebooku administrujące stroną konto, widać w jego opisie, że prowadzący ten profil pracuje w serwisie wMeritum.pl.

Strona posła jest zarządzana łącznie przez 25 osób. Ma 762 tys. fanów.

"Nie komentuję sprawy" - uciął Michał Wojtak, gdy próbowaliśmy z nim porozmawiać o jego współpracy z posłem sejmowego klubu Konfederacji.

Z kolei stronę innego posła Konfederacji Grzegorza Brauna prowadził użytkownik - wraz z ponad dwudziestoma innymi osobami - którego imię i nazwisko brzmi tak samo, jak imię i nazwisko redaktora naczelnego internetowej strony z informacjami magnapolonia.pl. Strona ta jest oficjalną internetową witryną kwartalnika "Magna Polonia" – ideowego pisma Obozu Narodowo-Radykalnego, który na Twitterze definiuje się jako "kwartalnik narodowo-radykalny".

Pisaliśmy o niej, m.in. gdy opublikowała wyrwany z kontekstu cytat z polskiej reżyserki Agnieszki Holland o komunizmie.

Zwróciliśmy się z prośbą o kontakt do osoby, która była wskazywana jako administrator fanpage'a Brauna. Czekamy na odpowiedź.

Portal Onet zauważył, że oficjalny fanpage posła PiS Mariusza Błaszczaka prowadził - jako jedna z pięciu osób - Sergiusz Muszyński, przewodniczący struktur PiS w powiecie piaseczyńskim, tamtejszy radny oraz syn sędziego i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego Mariusza Muszyńskiego. Zwróciliśmy się do niego z prośbą o kontakt. Czekamy na odpowiedź.

Brejza: zdecydowaną większość wpisów umieszczam ja

Internauci zastanawiali się dlaczego w piątek nie działało facebookowe konto senatora Krzysztofa Brejzy (KO). Jego fanpage założono w październiku 2009 r., śledzi go ponad 70 tys. osób.

O chwilowe zniknięcie strony zapytaliśmy samego zainteresowanego:

- Kilkukrotnie w ubiegłym roku próbowano włamać się na mój fanpage. Dyrektor mojego biura dosłownie na 10 minut zawiesiła moją stronę, gdy usłyszała o awarii Facebooka i źle zinterpretowanej informacji o możliwości zhakowania serwisu – wyjaśnia Brejza. - Nie mam nic do ukrycia w tej sprawie. Stronę na Facebooku prowadzę wyłącznie ja i pracownica mojego biura poselskiego, ale zdecydowaną większość wpisów umieszczam ja – podkreśla polityk.

Brejza przesłał nam kilka zrzutów ekranu. Widać na nich, kto edytował kilka ostatnich wpisów - była to pracownica biura i senator. Sylwestrowy wpis umieścił sam polityk.

Zrzut ekranu udostępniony redakcji Konkret24 przez senatora Krzysztofa Brejzę
Zrzut ekranu udostępniony redakcji Konkret24 przez senatora Krzysztofa Brejzę Foto: Krzysztof Brejza / facebook

Dzięki funkcjonalności Facebooka "Transparentność strony", można się jednak dowiedzieć, że w piątek stroną zarządzały cztery konta, a w sobotę już dwa.

To "konto techniczne"

Internauci sprawdzali także, z jakiego konta były edytowane wpisy na oficjalnym fanpage’u Władysława Kosiniaka-Kamysza, prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego. Część z nich zaintrygowała nazwa konta zarządzającego stroną. Ta zapisana była w języku jidysz.

O profil, który ma uprawnienia do zarządzania oficjalną facebookową Kosiniaka-Kamysza zapytaliśmy Miłosza Motykę, rzecznika PSL.

- Tylko ja i prezes PSL mamy dostęp do tego fanpage'a. Konto o nazwie użytkownika w języku jidysz to konto techniczne. Służy nam do administrowania strony – poinformował redakcję Konkret24. - Nie chcieliśmy, żeby było to konto jakiejś osoby. Byłaby wtedy zapraszana do znajomych, pojawiłyby się niepotrzebne pytania – twierdzi Motyka.

Strona Władysława Kosiniaka-Kamysza powstała w lipcu 2014 r., a jej aktywność śledzi dziś prawie 48 tys. osób. Obecnie fanpagem mogą zarządzać cztery profile.

- Sprzeczne z regulaminem Facebooka jest zakładanie kont na dane nieistniejących osób - mówi Marcin Żukowski, partner w firmie konsultingowej Nieagencja. Ekspert zauważa, że portal może na przykład poprosić użytkownika takiego profilu o skan dokumentu potwierdzającego tożsamość, by zweryfikować kim jest. Według Facebooka jedno konto użytkownika oznacza jedną prawdziwą osobę.

Młody współpracownik

W piątek można było też sprawdzić, że konto posła Antoniego Macierewicza prowadził Edmund Janniger.

W 2015 roku, gdy miał niecałe 20 lat został doradcą ówczesnego szefa MON. Portal Onet opisywał, jak poleciał z posłem Macierewiczem do Stanów Zjednoczonych na konferencję w Chicago. Wydarzenia organizowała amerykańska firma White House Writers Group, która na mocy podpisanej z Polską Fundacją Narodową umowy ma pomagać promować Polskę w USA.

Fanpage posła Macierewicza ma 44 tysiące fanów. Obecnie zrządza nim jedna osoba ze Stanów Zjednoczonych.

Ekspert: wyciek może dotyczyć kilkudziesięciu milionów Polaków

- Kryzysy na Facebooku zazwyczaj wybuchają w weekend - komentuje dla Konkret24 Marcin Żukowski. Dodaje, że większość z nich jest nieistotna, ponieważ "swoje życie zaczyna i kończy na danym fanpage'u".

- Jednak ten piątkowy kryzys, związany z wyciekiem informacji o administratorach profili możemy uznać za istotny. Po raz kolejny okazało się bowiem, że jedno z najważniejszych miejsc na świecie nie jest idealne. Mimo że dba o prywatność jak mało kto, to jednak jako użytkownicy musimy pamiętać, że nigdy nie mamy gwarancji bezpieczeństwa na sto procent. Tego typu błędy, wycieki zdarzają się i będą się zdarzać - ocenia Żukowski. - Ten wyciek mógł nie dotyczyć tylko garstki, ale nawet kilkunastu milionów Polek i Polaków mających konta na Facebooku - dodaje.

Dane adminów powinny być jawne

- Według mnie administratorzy stron podmiotów publicznych, takich jak na przykład Ministerstwo Sprawiedliwości powinni podpisywać się pod każdym postem (pierwsza litera imienia i nazwiska), a w zakładce Informacje, powinny być podane personalia osób, które odpowiadają za treść na danym fanpage'u - uważa Wojciech Kardyś, ekspert do spraw social media i marketingu internetowego Wyższej Szkoły Handlowej we Wrocławiu.

"Dzięki temu będziemy (my, podatnicy) mieć pewność, że za informację na fanpage'ach podmiotów publicznych odpowiadają osoby kompetentne, a nie hejterzy, czy osoby karane" - zauważa. Jego zdaniem dyskusyjną jest jednak sprawa podawania personaliów w przypadku prowadzenia prywatnych stron.

"Jeżeli mamy ochotę komentować sobie filmy, anonimowo, to powinniśmy mieć do tego prawo. To jest w końcu fundament Internetu, Netykieta. Każdy ma prawo do anonimowości. Z drugiej jednak strony, co jeżeli to prawo jest wykorzystywane do opluwania i hejtowania innych? Jeżeli masz coś do mnie, do mojej strony/portalu czy usługi - powiedz to wprost, pod swoim imieniem i nazwiskiem. Jeżeli się boisz, to lepiej zamilknij. Tak to powinno działać" - komentuje dla Konkret24 Kardaś.

Autor:  Jan Kunert, Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24, TVN24; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

Instagram oznacza retuszowane zdjęcia i sztukę jako fałsz? Nie automatycznie

Po oznaczeniu na Instagramie zdjęcia kolorowych gór jako fałszu, w sieci pojawiły się artykuły sugerujące, że przez nowe rozwiązania stosowane na platformie wszystkie retuszowane zdjęcia oraz prace artystyczne będą automatycznie w ten sposób ukrywane przed użytkownikami. Przedstawiciele serwisu wyjaśniają, że ich niezależni weryfikatorzy sprawdzają wszystkie zgłoszone materiały i to od nich zależy, co zostanie zakwalifikowane jako nieprawda. Niedawno wdrożony system prowadzi jednak do różnych nieporozumień.

Deep fake? Proste manipulacje wideo "prawdopodobnie bardziej szkodliwe w 2020 r."

W mediach społecznościowych zyskuje popularność krótkie nagranie wypowiedzi Joe Bidena, polityka ubiegającego się o poparcie Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Wbrew twierdzeniom internautów, Biden nie zasugerował, że amerykańska kultura nie opiera się na wzorcach afrykańskich czy azjatyckich. Jego słowa zostały wyrwane z kontekstu. Zdaniem ekspertów, w 2020 r. zmanipulowane nagrania wideo i fragmenty wypowiedzi bez kontekstu mogą okazać się potężną bronią w rękach osób rozpowszechniających fałszywe informacje.

Nigdy nie istnieli, mogli być Twoimi znajomymi na Facebooku

Facebook poinformował o usunięciu setek kont, których administratorzy złamali reguły serwisu. Chodzi między innymi o tworzenie fikcyjnych kont, rozsyłanie spamu czy treści mogących wprowadzać w błąd, głównie na temat wydarzeń w USA. Na niektórych kontach wykorzystano zdjęcia profilowe wygenerowane przez sztuczną inteligencję.

Nie, nie trzeba pisać oświadczeń w związku z nową polityką Twittera

Twitter zapowiedział zmianę swojej polityki prywatności i m.in. usuwanie nieaktywnych kont. W odpowiedzi użytkownicy, głównie tzw. fanowskich profili, zaczęli zamieszczać specjalne oświadczenia, mające ich rzekomo uchronić przed stratą dostępu do konta. Nie są potrzebne. Konta fanowskie od dawna muszą być odpowiednio przez użytkowników oznaczone.

Coraz więcej państw prosi i dostaje dane użytkowników mediów społecznościowych

W połowie listopada Facebook opublikował czwarty raport pokazujący, jak firma radzi sobie z moderacją treści i przestrzeganiem polityk społeczności. Platforma chwali się, że w ostatnim kwartale usunęła 3,2 miliarda fałszywych kont na Facebooku. Rośnie liczba usuwanych postów na Instagramie, związanych z organizacjami terrorystycznymi, ale także liczba wniosków władz państwowych o dane użytkowników. Jak się okazuje, w większości przypadków Facebook zgadza na ich przekazanie. Tak też jest w przypadku Polski.

Nie, Facebook nie zakazał używania emotikonów brzoskwiń i bakłażanów

Internauci rozpowszechniają fałszywą informację o rzekomym zakazie używania ikonek brzoskwini i bakłażanów na Facebooku i Instagramie. W rzeczywistości platformy zabraniają publikowania materiałów, które noszą znamiona nagabywania seksualnego. Nie można publikować treści, które są napastliwe seksualnie i które jednocześnie zawierają emotikony uważane za nacechowane seksualnie. Żadne konkretne ikony nie są jednak wskazane.