Kilkuminutowy filmik przedstawiający 16 "łatwych testów" pozwalających sprawdzić, czy nasze jedzenie nie jest sztucznie wzbogacone, w krótkim czasie zdobył ogromną popularność w sieci. "Sztuczność" można jednak zarzucić samemu materiałowi, ponieważ większość testów jest częściowo lub zupełnie fałszywa.

Sama idea mogła wydawać się interesująca. W krótkim filmiku pokazano, jak prostymi metodami,  możliwymi do wykonania w domu, każdy z nas może sprawdzić, czy konkretne produkty spożywcze są w pełni naturalne, czy zostały w jakiś sposób "urozmaicone" chemikaliami lub sfałszowane w inny sposób.

Testów było 16. Każdy z nich odnosił się do innego produktu, a spektrum było bardzo szerokie - od sera i mleka, do batatów i kaszki dla dziecka. I tak, na przykład podpalony ser miał się topić, a nie palić, mleko pod wpływem glonów miało zmieniać kolor na niebieski, a z batatów miała schodzić farba używana do poprawiania ich wyglądu.

Sam materiał stał się niezwykle popularny. Na facebookowym profilu Blossom, który publikuje krótkie filmiki z serii "Zrób to sam", zanim został usunięty, został odtworzony przez ponad 85 milionów osób. Ponad 3 miliony użytkowników go udostępniło. Wideo ciągle jest dostępne na kanale Blossom w serwisie Instagram. Tam dotarło ono do 11 milionów osób. Przedstawiono je jednak w skróconej wersji.

Oryginalny materiał z wszystkimi 16 testami ciągle jednak jest publikowany przez różnych użytkowników serwisów społecznościowych i na forach.

"Topiony" ser: FAŁSZ

Filmik Blossom został już przeanalizowany przez kilka portali zajmujących się weryfikowaniem informacji. W swoim artykule, amerykański portal fact-checkingowy Snopes.com poprosił o konsultację Erica Deckera z Wydziału Nauk o Żywności Uniwersytetu w Massachusetts.

Pierwsze doświadczenie przedstawione w filmie rzekomo przedstawia sposób na sprawdzenie, czy mamy do czynienia z prawdziwym serem, czy też z produktem poddanym obróbce i uzupełnionym chemicznymi dodatkami. Prawdziwy ma topić się z łatwością. Sfałszowany - o wiele trudniej. W opinii Erica Deckera, w rzeczywistości możemy zaobserwować... odwrotne zjawisko.

Kadr z nagrania Blossom
Kadr z nagrania Blossom Foto: Facebook/Blossom / Facebook/Blossom

Decker wymienia dodatki, które dodawane w trakcie procesu przetwarzania żywności sprawiają, że ser łatwiej się topi. Białka w naturalnym serze są skupione, w trakcie topienia widoczne są grudki. Zjawisko można wyeliminować dodając substancje ułatwiające rozpad białek.

"Plastikowy" ryż: FAŁSZ

Podobnie jak kwestia sztucznego sera, temat plastiku dosypywanego do ryżu powraca w sieci już co najmniej od kilku lat. Takich przerażających odkryć miano dokonywać m.in. w Chinach, Nigerii i Ghanie. Za każdym razem jednak, ostatecznie dementowano te informacje. Portal Snopes pisał o tego typu doniesieniach jako o przejawie ksenofobii. Według fałszywych plotek, "plastikowy" ryż miał być importowany przez europejskie kraje właśnie z Chin czy Nigerii.

Z tego powodu stwierdzenie z materiału opublikowanego przez Blossom: "Ryż jest mieszany z kawałkami plastiku, aby zwiększyć zyski producenta" nie ma poparcia w faktach.

W samym teście pokazanym w materiale zapewniano, że fałszywe dodatki do ryżu można rozpoznać po podgrzaniu go na patelni. Plastikowe elementy miały wtedy stać się przezroczyste. Dziennikarze portalu hoax-alert.com podkreślają jednak, że wrzucony na gorącą patelnię plastik nie staje się przezroczysty, tylko topi się lub czernieje. Firma First Media, która odpowiadała za stworzenie filmiku, odmówiła portalowi Snopes wyjaśnienia, w jaki sposób uzyskała efekt przezroczystych elementów na patelni.

"Zmielone skały" w kaszce: FAŁSZ

W kolejnym fragmencie filmiku testowano kaszki dla dzieci. Produkt został zamknięty w płaskim opakowaniu, a następnie za pomocą magnesu twórca wideo ściągnął do jednego z jego narożników niewielkie czarne elementy. Opis sugerował, że są to "zmielone skały", które są "reklamowane jako dostarczające wapń".

W rzeczywistości, taki opis to zbyt daleko idące uogólnienie. Większość kaszek dla dzieci jest bogata w wapń, który można pozyskiwać ze skał, ale także z innych źródeł, np. z muszli małży. Dodawanie tego pierwiastka do kaszek nie odbywa się jednak poprzez dodawanie kawałków skał lub ich mieszanki. Wyodrębniony wapń jako dodatek do żywności można spotkać także w innych produktach spożywczych, np. płatkach owsianych.

Dlaczego czarne elementy na filmiku zebrały się jednak wokół magnesu? Jedną z opcji jest dodanie dodatkowego składniku do kaszki przed nagraniem. Firma First Media odmówiła Snopesowi komentarza w tej sprawie. Inne wytłumaczenie przytacza na Twitterze izraelski dziennikarz Arieh Kovler. Napisał on, że składnikiem przyciągniętym przez magnes mógł być nie wapń, a żelazo, które znajduje się w kaszkach i może reagować w ten sposób. Udowodniły to eksperymenty, w których płatki owsiane - bogate źródło żelaza - były przyciągane przez magnes. Żelazo w żywności również nie jest niczym niepożądanym.

Dziennikarz wskazywał, że czarne cząsteczki to nie "skały", a żelazo
Dziennikarz wskazywał, że czarne cząsteczki to nie "skały", a żelazo Foto: Twitter

"Rozpuszczające się" tabletki: NIEUDOWODNIONE

W materiale zapewniano także, że leki da się zakwalifikować jako "naturalne" i "syntetyczne" przy użyciu piekarnika. Po włożeniu do niego obu typów tabletek, te stworzone z chemicznych składników miały się rozpuścić, podczas gdy "naturalne" miały nie zmienić stanu skupienia.

Cytowany przez portal Snopes Eric Decker z Uniwersytetu Massachusetts zapewnił jednak, że nie ma żadnych dowodów naukowych potwierdzających, że syntetyczne medykamenty "topią się" pod wpływem wysokiej temperatury. - To czysta bzdura. Poza tym, większość syntetycznych suplementów jest chemicznie identyczna z naturalnymi - komentował ekspert. W filmiku nie doprecyzowano również, jakich konkretnie leków użyto do testu i nie podano dowodów, że "syntetyczne" to właśnie te, które zmieniły formę.

"Syntetyczne suplementy się palą! Naturalne nie!"
"Syntetyczne suplementy się palą! Naturalne nie!" Foto: YouTube/Blossom

"Klej" w mięsie: BŁĘDNY OPIS

W materiale pokazano, jak podczas rozdzielania kawałków ugotowanego mięsa uwidacznia się na nim kleista substancja, która zgodnie z opisem nie jest "tłuszczem", a "klejem wiążącym nieużywane kawałki mięsa".

W rzeczywistości substancja rzeczywiście jest używana w przemyśle wędliniarskim, ale określenie "klej" może wprowadzać w błąd. Naprawdę jest to enzym - transgluminaza - który zatwierdzony jest jako jadalny i dopuszczony do stosowania. Przykładowo, Amerykański Departament Rolnictwa (USDA) opisuje go jako "enzym zatwierdzony do stosowania jako środek wiążący do formowania mniejszych kawałków mięsa w większą porcję mięsa. Jest to naturalna substancja pochodząca ze sfermentowanych bakterii".

W odniesieniu do transgluminazy często stosuje się określenie "klej mięsny", które zostało użyte w filmiku w skróconej wersji. Słowo "klej" może jednak budzić skojarzenia m.in. z syntetycznymi klejami biurowymi, które są kategorycznie zakazane w produkcji żywności.

"Proszek do prania" w lodach: NIEUDOWODNIONE

Polanie lodów sokiem z cytryny spowoduje reakcję chemiczną z zawartym w nich proszkiem do prania - zapewniają autorzy filmiku. Dodatkowy składnik ma sprawiać, że słodycze wyglądają lepiej i bardziej lśnią. Rzeczywiście - proces pokazany w materiale to właśnie reakcja kwasku cytrynowego ze składnikami proszku do prania. Portal Snopes zaznacza jednak, że nie ma żadnych dowodów na to, że proszek do prania rzeczywiście jest dodawany do żywności, a obrazy z filmiku mogły powstać poprzez dodanie go do lodów przed nagraniem.

Firma First Media wyjaśniła w odpowiedzi na pytanie amerykańskiego portalu, że swoje tezy oparła na wpisie indyjskiego blogera, który zapewniał, że proszek jest dodawany do tamtejszych lodów. Snopes prześledził jednak zgłoszenia reklamacyjne, dotyczące żywności z lat 2004-2018 i zarówno w Indiach, jak i USA nie znalazł żadnych zgłoszeń dotyczących proszku do prania.

"Kawa z dodatkami" unosi się na wodzie: FAŁSZ

Fragment materiału dotyczący sypanej kawy jest przykładem prawdziwego eksperymentu, ale przedstawionego w błędny sposób. Rzeczywiście, w celu sprawdzenia, czy zmielone ziarna kawy są świeże, można wsypać je do szklanki wody.

Jeśli utrzymają się na powierzchni lub tylko niewielka część z nich opadnie na dno, delikatnie zabarwiając wodę, kawowa mieszanka jest świeża. Jeśli natomiast kawa okaże się cięższa niż woda i przy okazji zabarwi ją na mocny brązowy kolor, może to oznaczać dwie rzeczy. Albo mieszanka jest już stara i była przechowywana w nieodpowiednim miejscu (np. zawilgotniała) albo zostały do niej dodane inne składniki. Snopes podaje, że test ten jest popularny w Indiach, gdzie często kawa jest fałszowana poprzez dodawanie do niej cząsteczek cykorii.

Kadr z nagrania Blossom
Kadr z nagrania Blossom Foto: Facebook/Blossom / Facebook/Blossom

W popularnym filmiku wyciągnięto wnioski zupełnie... odwrotne. Zdaniem twórców, to właśnie "czysta" kawa opada na dno, podczas gdy ta "z dodatkami" unosi się na wodzie. Autorzy nie przedstawili też w ogóle możliwości, że mieszanka nie musi być "sfałszowana", a całkowicie "czysta", z tym że nieświeża.

"Farbowany" groszek: NIEUDOWODNIONE

Doniesienia o "farbowanym groszku" także mają swoje korzenie w konkretnych krajach - tym razem oprócz Chin są to Indie. Snopes uznaje te informacje za "niepotwierdzone", jednak odsyła do artykułów, w których lokalne media donosiły o fabrykach produkujących nienaturalny groszek, który następnie był farbowany jasnozielonym barwnikiem. Fałsz udało się udowodnić właśnie m.in. wrzucając go do wrzącej wody.

Sam proces i test przedstawiony w filmiku mogą być więc prawdziwe. Należy jednak zaznaczyć, że proces odbarwiania groszku nie musi wynikać z jego "pomalowania" barwnikiem, a może mieć związek z chlorofilem odpowiedzialnym za naturalny kolor tego warzywa. Ten związek chemiczny może stracić swoje właściwości w kontakcie z wrzącą wodą. Także z powodu braku wyjaśnień przesłanych Snopesowi przez firmę First Media, ciężko uznać ten test za stuprocentowo wiarygodny w kwestii "farbowania" groszku.

Tak wybarwiony groszek miał poświadczać o jego fałszywości
Tak wybarwiony groszek miał poświadczać o jego fałszywości Foto: YouTube/Blossom

Płonące "czyste" przyprawy: NIEUDOWODNIONE

Kolejna część nagrania dotyczy weryfikowania jakości przypraw. Zdaniem autorów filmu, "czyste" przyprawy mogą się zapalić, podczas gdy zanieczyszczone mają nie mieć tej właściwości.

W wytycznych Indyjskiego Instytutu Jakości Żywności (FSSAI), na które powołuje się Blossom, pojawia się opis doświadczenia z asafetydą, przyprawą charakterystyczną dla kuchni indyjskiej. Czysta asafetyda powinna zapłonąć jasnym ogniem, zanieczyszczona już nie. Autor artykułu na portalu Snopes zwraca jednak uwagę, że przyprawa na filmiku Blossom to kurkuma, która ma odmienne właściwości od asafetydy.

Przede wszystkim należy jednak zwrócić uwagę, że doświadczenie Blossom ma w założeniu odnosić się do wszystkich przypraw. Udowodnienie właściwości palnych różnych substancji powinno być poprzedzone wieloma doświadczeniami, czego w filmiku nie zawarto, ani nawet nie zasugerowano.

Plamiąca "zanieczyszczona" herbata: FAŁSZ

Zdaniem twórców filmu Blossom, po zalaniu suszu herbacianego zimną wodą, pozostawiona plama wyznacza, czy herbata jest "czysta", czy chemicznie "zanieczyszczona". W pełni naturalna mieszanka rzekomo nie pozostawia żadnego śladu na białym materiale.

"Zanieczyszczona herbata plami natychmiastowo!"
"Zanieczyszczona herbata plami natychmiastowo!" Foto: YouTube/Blossom

Nieprawdziwości tego twierdzenia można było nieświadomie dowieść przy każdym zaparzaniu herbaty we własnym domu. Nawet najlepsza jakościowo czarna herbata w kontakcie z wodą pozostawia brązowe plamy na białych powierzchniach. Powodują je związki chemiczne - taniny - które występują w czarnej herbacie. Ich poziom decyduje o tym, jak ciemny będzie kolor powstałej plamy. To właśnie dlatego torebka ekspresowej herbaty położona na białą powierzchnię (serwetkę, obrus) powoduje jego zabarwienie. Nie ma to związku z "czystością" lub "zanieczyszczeniem" herbaty.

Metoda na odkrycie sfałszowanego masła: NIEUDOWODNIONE

Mało wiarygodne jest również przedstawione na filmie doświadczenie dotyczące masła. Zdaniem autorów nagrania, możliwe jest sprawdzenie, czy mamy do czynienia z czystym produktem, bez domieszek oleju. W tym celu do roztopionego masła, umieszczonego w słoiku, należy dodać trochę cukru. Jeśli produkt zawiera domieszkę oleju, cukier powinien zmienić kolor na różowy.

Portal Snopes przywołuje w tym kontekście doświadczenie opisane przez byłego szefa Consumer Guidance Society of India (Indyjskie Stowarzyszenie Poradnictwa Konsumenckiego – red). Chodzi o eksperyment, który miał dowieść obecności w maśle tłuszczu roślinnego vanaspati. Do masła należało dodać równą ilość kwasu solnego i szczyptę cukru z trzciny cukrowej. Po wstrząśnięciu mieszanki przez minutę, należało odstawić ją na kolejne 5 minut. Jeśli masło zawierało dodatek vanaspati, w dolnych warstwach miał się pojawić czerwony kolor.

W doświadczeniu Blossom do roztopionego masła dodano cukier. Nie wiemy jednak, jakiego rodzaju cukru użyto. W doświadczeniu nie wspomniano również o dodaniu kwasu solnego. Opisując sprawę portal Snopes odniósł się do podobnego nieprecyzyjnego opisu doświadczenia w innych miejscach w sieci.

Pięć PRAWDZIWYCH testów

Pośród półprawd i nieprawd zawartych w poszczególnych testach przedstawionych na popularnym filmiku, pięć z nich można zakwalifikować jako "prawdziwe".

Zastosowanie roztworu wody i oleju rzeczywiście może wykazać wykorzystanie barwników do poprawy koloru np. batatów. Przykładowo w Indiach ciągle jeszcze popularną praktyką jest używanie rodaminy B - związku chemicznego nadającego czerwony kolor. Preparat w kontakcie z wodą i olejem powinien zabarwić wacik, którym przetrze się np. batata lub inne czerwone, chemicznie barwione warzywo.

Prawdziwy jest także eksperyment, w którym na filmie do szklanki mleka włożono glony, co miało wykazać, czy do napoju dodano wodę ryżową. Glony zostały wybrane do eksperymentu ze względu na dużą zawartość jodu. Ten pierwiastek chemiczny stosuje się do wykrywania skrobi w produktach. Skrobia jest jednym ze składników wody ryżowej, choć Snopes zaznacza, że nie jest on popularny jako dodatek do mleka w USA i krajach wysokorozwiniętych. Ten test, w zdecydowanie mniejszej skali, jest popularny np. na lekcjach chemii w szkole. Do wykrywania skrobi w różnych produktach używa się tam zwykle płynu Lugola, czyli roztworu jodu w jodku potasu. Barwi on pierwiastek na niebiesko, tak jak mleko w jednej ze szklanek na filmiku.

Oczywiste jest także, że jeśli do soli dodana jest kreda, zabarwi ona wodę na lekko białawy kolor, podczas gdy czysta sól się w niej rozpuści. Snopes zastrzega jednak, że dodawanie akurat kredy do soli jest niespotykaną w rozwiniętych krajach praktyką, tak więc w tych miejscach ten test może nie mieć zastosowania.

Kadr z nagrania Blossom
Kadr z nagrania Blossom Foto: Facebook/Blossom / Facebook/Blossom

Ciekawym i przydatnym testem może być ten dotyczący miodu. Zdaniem twórców filmiku Blossom, prawdziwość pochodzącego od pszczół produktu można sprawdzić za pomocą ognia. Czysty, pozbawiony dodatków miód powinien łatwo się spalić. Jakiekolwiek chemikalia dodane do produktu mogą jednak zakłócić ten proces. Niepalący się miód może być więc wiarygodnym wyznacznikiem jego nienaturalności.

Ostatnim prawdziwym eksperymentem z popularnego materiału jest zanurzanie warzyw w ciepłej wodzie. W wyniku takiego testu w wodzie może pozostać wosk, którym został pokryty produkt. Nie jest to jednak oznaka złego przygotowania warzywa. Jak mówił portalowi Snopes ekspert ds. żywności, producenci pokrywają woskami spożywczymi niektóre produkty, aby te nie ulegały szybkiej utracie wilgoci. "Wszystkie te woski są jadalne. Są zatwierdzonymi dodatkami do żywności", uspokajał cytowany przez Snopes Eric Decker.

Autor:  Michał Istel, kjab
Źródło:  Konkret24, Snopes.com, hoax-alert.com; zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Youtube

Pozostałe

Ile czeka się na operację usunięcia zaćmy? Sprawdzamy dane i słowa premiera

Podczas lipcowej konwencji PiS premier podkreślał, że kolejki do niektórych świadczeń zdrowotnych są już "znacznie skrócone". Wymienił m.in. endoprotezoplastykę i operację usunięcia zaćmy. Rzeczywiście, w przypadkach pilnych czas oczekiwania na te zabiegi skrócił się. NFZ nie przekazał Konkret24 informacji, jak wygląda sytuacja w przypadkach stabilnych. Zdaniem analityków w ujęciu zbiorczym na gwarantowane świadczenia medyczne w Polsce na początku tego roku czekało się dłużej niż na koniec 2015 roku.

Amisze nie szczepią się, więc nie ma u nich przypadków autyzmu – potrójny fejk powraca

Przykład społeczności amiszów, wśród której ma nie występować autyzm, gdyż rzekomo nie poddają się szczepieniom, jest często wykorzystywany jako argument w dyskusji przez antyszczepionkowców. Jak pokazują jednak wyniki badań, ta teoria nie ma pokrycia w rzeczywistości. Brak jest bezpośredniej zależności między występowaniem autyzmu a szczepieniami, amisze w większości się szczepią, a zaburzenie wśród nich występuje. Mimo to fejk powołujący się na te argumenty wraca i co kilka miesięcy żyje nowym życiem.

Nieistniejąca kardiolog poleca lek w zmyślonym wywiadzie, czyli fake news z rosyjskim tłem

W sieci można natrafić na wywiad z "główną kardiolog Polski". Katarzyna Garczyńska, bo tak rzekomo nazywa się kobieta, ostro krytykuje pracę swojej poprzedniczki Elżbiety Wójcik, która miała zamieścić kontrowersyjny wpis na Facebooku na temat leczenia Polaków. W rzeczywistości kobiety - tak jak i stanowisko głównego kardiologa Polski - nie istnieją, ich zdjęcia zostały pobrane z internetu, a tekst w całości przetłumaczono z języka rosyjskiego i kieruje on na reklamową stronę z rosyjską domeną.

Uwaga na słońce i... fake-newsy o kremach z filtrem

Jak chronić się przed poparzeniami słonecznymi? Stosować kremy z filtrem UV i zachować ostrożność w trakcie czytania internetowych porad. Na Facebooku można odnaleźć wpisy zachęcające do rezygnacji ze stosowania kremów z filtrem UV, czy nawet negujące związek między promieniowaniem słonecznym, a ryzykiem zachorowania na czerniaka. To fałszywe informacje. Dermatolodzy biją na alarm i zachęcają do weryfikowania informacji, które znajdujemy w sieci.

Minister rolnictwa: podejmę decyzję o uznaniu bobra i żubra jako zwierząt jadalnych

Minister rolnictwa zapowiedział decyzję, za sprawą której żubry i bobry będą mogły na stałe zagościć na stołach Polaków. Eksperci, z którymi rozmawiał Konkret24 podkreślają, że konieczne byłoby do tego zniesienie ochrony tych gatunków zarówno na poziomie krajowym, jak i wspólnotowym. Zmiana tylko prawa wewnętrznego grozi nałożeniem przez instytucje unijne na Polskę kar. Zapowiedź ministra wzburzyła sieć i ekologów.