Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział przedstawienie do najbliższych wyborów propozycji porozumienia "kończącego wojnę na polskiej scenie politycznej". Nie podał jednak żadnych szczegółów. Konkret24 przypomina podobny pomysł sprzed lat. Tak zwany pakiet demokratyczny Prawa i Sprawiedliwości miał zwiększyć uprawnienia opozycji. Utknął w sejmowej podkomisji ponad trzy lata temu.

W połowie lipca prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wziął udział w niedzielnym pikniku rodzinnym w gminie Gózd. Partia zainaugurowała tym samym objazd liderów PiS po kraju.

Podczas wystąpienia prezes podkreślał między innymi, że Polska jest na pierwszym miejscu w Europie, jeśli chodzi o tempo rozwoju. Zapewniał, że PiS nie chce wojny z opozycją. Podawał przykład Irlandii, która jego zdaniem, także dzięki porozumieniu na poziomie politycznym, osiągnęła sukces gospodarczy.

- Czy tak może być z Polską? - pytał zebranych. - Oczywiście może tak być. Tylko nam jest potrzebne, by było to porozumienie, ta zgoda. My musimy tę szansę wykorzystać - stwierdził.

Lider PiS podkreślił też, że ci, "którzy mówią o jakichś śmietnikach, ciągle stosują ten agresywny język, naprawdę Polsce nie służą". - Kończmy z tym. Naprawdę kończmy z tym. Potrzebne jest porozumienie. Potrzebna jest sytuacja, w której razem wykorzystamy tę wielką szansę, która dzisiaj dla Polski naprawdę istnieje - powiedział.

Propozycja pojawi się do wyborów

Dopytywany dwa dni później w rozmowie z Polską Agencją Prasową o konkrety, odpowiedział, że jego ugrupowanie będzie się nad tym zastanawiać, gdyż "druga strona wyraźnie nie wykazuje ochoty do takiego porozumienia".

- Nie chcę w tej chwili niczego uprzedzać, tym bardziej, że chciałbym dać chwilę drugiej stronie do namysłu, aby nie odrzucała tego w pierwszym odruchu, który jest wobec nas repulsywny. Zobaczymy. Uważam, że nawet jeśli w tej chwili szansa na takie porozumienie jest naprawdę niewielka, bo tak to oceniam, to trzeba próbować iść w tym kierunku - powiedział szef PiS.

- To jest sprawa niełatwa, ale z naszej strony jakaś tego rodzaju inicjatywa będzie miała miejsce, chociaż po pewnym uspokojeniu nastrojów. Nam chodzi po prostu o pewną propozycję, chcemy ją dopracować i złożyć w momencie, kiedy emocje trochę opadną - podkreślił. Dopytywany, kiedy można spodziewać się przedstawienia przez PiS propozycji, Kaczyński stwierdził, że będzie to zależało od sytuacji. - Sądzę, że do wyborów tego rodzaju propozycja się pojawi, chyba że druga strona popadnie w taką agresję, że to już zupełnie nie będzie miało sensu. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie - powiedział Kaczyński.

Od tej rozmowy nie są znane żadne szczegóły inicjatywy Jarosława Kaczyńskiego. Jednak w przeszłości wysuwał już podobne propozycje. Żadna z nich nie została zrealizowana.

"Zwiększymy uprawnienia opozycji"

Najbardziej znanym pomysłem był tak zwany pakiet demokratyczny. Zmiany w sejmowym regulaminie zaproponowane pod koniec 2015 roku, po wygranych wówczas przez PiS wyborach parlamentarnych, nie opuściły jednak do tej pory sejmowej podkomisji.

Jesienią 2015 roku "pakiet", czyli "nadanie uprawnień opozycji" prezes PiS zapowiedział na osiem dni przed wyborami na kongresie wyborczym w Warszawie.

Podkreślił wtedy, że dotąd żadnemu ugrupowaniu nie udało się zdobyć samodzielnej większości w Sejmie. - Nam się to musi udać - zapowiedział. Celem PiS-u - jak powiedział - jest powołanie "mocnego rządu z silnym zapleczem", ale otwartego na innych. - Nasz obóz polityczny rozumie, że w demokracji opozycja być musi i my jesteśmy gotowi opozycję nie tylko tolerować, ale opozycję szanować - deklarował Kaczyński.

W wieczór wyborczy powtórzył swoje słowa. - Musimy wprowadzić pakiet demokratyczny, musimy pokazać, że polskie życie publiczne może wyglądać zupełnie inaczej. Może wyglądać tak, że będziemy z niego dumni - stwierdził.

Tego samego wieczoru, gdy ogłaszano wyniki wyborów Jarosław Gowin wyrażał nadzieję na zakończenie wojny polsko-polskiej.

- Jest szansa na to, żebyśmy zaczęli odbudowywać wspólnotę narodową - mówił. Powiedział też, że w nowym Sejmie liczy na współpracę z opozycją, która w jego ocenie ma szansę być konstruktywnym recenzentem rządzących. - Zwiększymy uprawnienia opozycji. Mimo tego, że my rządzimy i dla nas te rozwiązania będą niewygodne, to wprowadzimy je - zaznaczył Gowin, mówiąc o tzw. pakiecie demokratycznym.

"Wzmocnienie autorytetu Parlamentu"

Projekt zmian w regulaminie Sejmu zakładał między innymi, że nie będzie można odrzucać w pierwszym czytaniu obywatelskich projektów ustaw.

Wedle przedłożonej propozycji, klubom i kołom poselskim, które nie udzieliły poparcia rządowi (musiałyby składać specjalne oświadczenia) miałoby przysługiwać prawo zadawania pytań szefowi rządu i ministrom na pierwszym posiedzeniu Sejmu w każdym miesiącu. Według wnioskodawców, opozycja uzyskałaby w ten sposób możliwość realnej kontroli i bieżącego dialogu z rządem oraz informację o bieżących pracach rządu.

PiS zaproponował również skrócenie czasu między złożeniem projektu, a jego pierwszym czytaniem - do maksymalnie czterech miesięcy. Rozwiązanie likwidowałoby tak zwaną sejmową zamrażarkę, czyli przetrzymywanie niewygodnych dla partii rządzącej projektów.

Według propozycji PiS, kluby opozycyjne mogłyby zgłaszać do porządku dziennego jeden punkt, niezależnie od porządku dziennego ustalanego przez marszałka Sejmu. Byłby on automatycznie włączany do porządku dziennego i jego wprowadzenie nie wymagałoby uzyskiwania zgody marszałka Sejmu, ani też opinii Konwentu Seniorów. O kolejności wprowadzania punktów zgłoszonych przez kluby decydowałoby Prezydium Sejmu.

W uzasadnieniu projektu PiS zaznaczono, że nowy regulamin Sejmu "ma na celu wzmocnienie autorytetu Parlamentu i jego funkcji kontrolnych, poprawę jakości procesu legislacyjnego oraz zwiększenie praw opozycji parlamentarnej zgodnie z dobrymi wzorcami państw europejskich o długiej tradycji demokratycznej".

Projekt wpłynął do Sejmu w grudniu 2015 roku. W lutym 2016 roku trafił do komisji regulaminowej, spraw poselskich i immunitetowych. Podczas jej posiedzenia wówczas odbyło się pierwsze czytanie, po czym skierowano go do powołanej podkomisji. Tam odbyła się jeszcze w tym samym miesiącu dyskusja. Według sejmowych stron, jest to ostatnia aktywność poselska związana z tym projektem. Do tej pory nie został uchwalony.

Projekt trafił do komisji pod koniec 2015 roku
Projekt trafił do komisji pod koniec 2015 roku

Krytyka opozycji

Wcześniej, jeszcze w grudniu 2015 r. posłowie Platformy Obywatelskiej krytykowali propozycję PiS.

- Pakiet demokratyczny tak naprawdę w dużej mierze, wbrew propagandzie PiS, ogranicza prawa opozycji – mówił na konferencji prasowej w Sejmie poseł Tomasz Głogowski.

– PiS nie mówi o pozostawieniu sytuacji w parlamencie takiej, jak była przed objęciem władzy. Mówi o ograniczeniu demokracji. Nie dajmy się nabrać. Nie nazywajmy tego pakietem demokratycznym – stwierdzał z kolei inny poseł PO Zbigniew Konwiński.

"Dlatego tak często mówię: koniec wojny polsko-polskiej"

W 2010 roku, czyli jeszcze podczas pierwszej kadencji rządów koalicji PO-PSL, Jarosław Kaczyński również nawoływał do porozumienia partii rządzącej z opozycją.

- Potrzebna nam jest zgoda - mówił. - Przyszłość dzisiejszego świata, Europy, Polski to jest to wszystko, co będziemy gromadzić w polskich głowach, tych młodych i tych bardziej dojrzałych. Bierzmy przykład z naszych zachodnich sąsiadów, to jest nasza przyszłość. Ale potrzebna nam jest zgoda. Dlatego tak często mówię: koniec wojny polsko-polskiej – głosił wówczas prezes PiS.

Podczas dwóch kadencji rządów, koalicja PO-PSL dwukrotnie odrzucała pakiet demokratyczny proponowany przez PiS (po raz pierwszy przedstawiony w 2010 roku), ponieważ uznała, że zablokuje on prace parlamentu.

Kazimierz Michał Ujazdowski, jeszcze jako polityk PiS, mówił wówczas, że zamrożenie przez PO pakietu demokratycznego "świadczy o braku kultury wolnościowej i demokratycznej. Gdyby działała (Ewa Kopacz, ówczesna marszałek Sejmu, obecnie europosłanka – red.) na rzecz autorytetu polskiego Sejmu, gdyby zastanowiła się nad realną pozycją polskiego parlamentu, opowiedziałaby się za tym projektem".

Ówczesny szef Klubu PO Rafał Grupiński argumentował, że ten projekt oznacza przede wszystkim ograniczenie roli marszałka i Prezydium Sejmu. "Tego rodzaju pomysły są złymi pomysłami" - mówił wówczas polityk PO.

"Wy chcecie pakietu demokratycznego? Za granicą? Na ulicy? Nic z tego"

W grudniu 2016 roku, po próbie wprowadzenia przez PiS zmian w organizacji pracy dziennikarzy w kompleksie budynków Sejmu i wykluczeniem przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerby, część posłów opozycji zablokowała mównicę, a po zamknięciu posiedzenia kontynuowała tam protest. Wówczas część wspierających opozycję osób wyszła na ulicę. Przedstawiciele PiS mówili o "puczu".

W maju 2016 roku Jarosław Kaczyński mówił: "Pakiet demokratyczny potrzebuje pewnego nastroju, to nie jest nastrój wojny".

Gdy w macu 2018  r. opozycja upominała się w Sejmie o "normalną debatę", rządzący PiS zaostrzył sejmowy regulamin, wprowadzając kary finansowe dla posłów, którzy uniemożliwiają pracę Sejmu.

- O pakiecie demokratycznym mówiliśmy wtedy, gdy funkcjonował normalny Sejm i normalna opozycja. Teraz jest opozycja totalna, teraz jest ulica i zagranica. I wy chcecie pakietu demokratycznego? Za granicą? Na ulicy? Nic z tego - mówił z sejmowej mównicy Ryszard Terlecki, odpowiadając na apele opozycji o pakiet demokratyczny nadający jej większe uprawnienia.

"Nie ma w tej chwili projektu, nad którym pracujemy"

– My myśleliśmy o pakiecie demokratycznym, ale z tą opozycją, która jest totalną opozycją, która kwestionuje wszystko, wszystko co robimy, i to w sposób taki, który przekracza pewne granice, trzeba jednak odwrócić ten proces - powtarzał z kolei w lipcu 2018 roku marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

We wrześniu 2018 r., ówczesny szef kampanii wyborczej PiS Tomasz Poręba zapewniał, że trwają konsultacje i prace w związku z tzw. pakietem demokratycznym.

Pytany kilka dni później marszałek Karczewski o to, z kim dokładnie trwają rozmowy, nie chciał podawać nazwisk. Wówczas mówił, że "nie ma w tej chwili projektu, nad którym pracujemy".

– Nie możemy tego pakietu wprowadzić, bo totalna opozycja neguje wszystko. Nie ma warunków w tej chwili do wprowadzenia. Prowadzimy konsultacje wewnętrzne. Jestem przekonany, że będzie, że dorośniemy do tego – dodał wówczas marszałek Senatu.

W styczniu 2019 roku posłanka Elżbieta Kruk, szefowa sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu powiedziała o pracach nad pakietem demokratycznym: "wola nam osłabła po tym, co się stało 16 grudnia, czyli okupacji Sejmu. Złamaniu przez opozycję wszelkich zasad parlamentaryzmu". Wyraziła nadzieję na powrót do tej propozycji.

Przywileje dla szefa opozycji

Prezes PiS przedstawiał też inne propozycje zwiększające uprawnienia opozycji. W grudniu 2016 roku, gdy opozycja okupowała salę posiedzień, razem z ówczesną premier Beatą Szydło i marszałkami obu izb, zaproponował wprowadzenie instytucji szefa opozycji, który, jego zdaniem, miałby pewne uprawnienia lub nawet przywileje. Kaczyński wskazał jako przykład model parlamentarny z Wielkiej Brytanii. Zaznaczył, że w tamtejszym parlamencie co piąte posiedzenie ma porządek dzienny układany przez opozycję.

- Chcielibyśmy, żeby szef opozycji (...) miał pewne uprawnienia, nawet można mówić tutaj o pewnych przywilejach. Żeby opozycja miała też pewne uprawnienia w Sejmie, tak żeby ten element pozytywnej krytyki, przedstawiania innego zdania, mógł być spokojnie prezentowany - tłumaczył wówczas Kaczyński.

Kaczyński zaproponował też wówczas do dyskusji pomysł, aby opozycja miała możliwość ustalania porządku co piątego posiedzenia Sejmu.

Żaden z tych pomysłów nie został w żaden sposób sformalizowany.

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; tvn24.pl zdjęcie: TVN24

Pozostałe

Kobiety na listach do Sejmu. Parytet zachowany, ale "jedynek" niewiele

Największą liczbę kandydatek do nowego Sejmu ma na swoich listach Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Panie stanowią 46,5 proc. wszystkich kandydatów listy SLD. Niewiele mniejszy odsetek kobiet startujących do Sejmu mają Komitet Wyborczy Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów – 45 proc. oraz Bezpartyjni i Samorządowcy – 44 proc. Lista największego prawicowego komitetu - Prawa i Sprawiedliwości - to w 39 proc. kobiety. Zaledwie osiem z nich startuje jako "jedynki".

Nie, Timmermans nie uważa, że zamachy terrorystyczne są odpowiedzią na dyskryminację muzułmanów w UE

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans nie twierdzi, że "ataki terrorystyczne przeprowadzane przez osoby wyznające Islam są odpowiedzią na dyskryminację, której ta grupa doświadcza w UE", jak sugerowały niektóre polskie media, a na co w portalach społecznościowych powoływali się m.in. politycy. 31 sierpnia z okazji muzułmańskiego Nowego Roku, Timmermans zwrócił się do wszystkich społeczności zamieszkujących Europę o wzajemny szacunek i zrozumienie bez względu na podziały i różnice.

Gadatliwa opozycja, zdyscyplinowana większość rządząca. Co wynika z sejmowych statystyk?

To posłowie opozycji najczęściej wypowiadali się w trakcie posiedzeń Sejmu, to oni zgłosili w tej kadencji ponad cztery razy więcej interpelacji niż parlamentarzyści rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Ci z kolei są posłami bardziej zdyscyplinowanymi – rzadziej opuszczają głosowania, częściej niż ich koledzy z opozycji podpisują się pod projektami ustaw. Tak wynika z analizy sejmowych statystyk, jakie przeprowadził Konkret24.

Porównywanie nieporównywalnego w danych premiera o płacy minimalnej

Na konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości Mateusz Morawiecki i Beata Szydło, mówiąc o podniesieniu pensji minimalnej, porównywali pod tym kątem Polskę z innymi europejskimi krajami. Premier przytaczał pensje minimalne w Hiszpanii i Finlandii. W tym pierwszym przypadku porównał jednak zupełnie różne dane, a w drugim nie dodał ważnego zastrzeżenia - że kwota, którą podaje, dotyczy wyłącznie pracujących w Finlandii obcokrajowców spoza Unii. W innych przypadkach w tym kraju nie obowiązuje pensja minimalna.

"Cysterny wstydu" należą do prywatnej firmy. Koszty kampanii - w 2020 r.

W mediach społecznościowych trwa burzliwa dyskusja, do kogo należą "Cysterny wstydu PO-PSL", które są częścią kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Wśród sugestii jest i ta, że właścicielem czterech wynajętych przez PiS cystern jest PKN Orlen. Konkret24 potwierdził, że należą one do prywatnej firmy OTP S.A. Szczegóły dotyczące kosztów tego elementu kampanii PiS mogą być znane dopiero w 2020 roku.