Wśród kilkudziesięciu senackich poprawek, jakie przyjął Sejm nowelizując Kodeks karny, jedna może doprowadzić do tego, że prezesi niektórych spółek z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa będą mogli liczyć na mniejsze wyroki za przestępstwa korupcyjne niż szefowie spółek, w których państwo ma ponad 50 proc. udziałów. Nowelizację krytykują prawnicy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a wiceminister sprawiedliwości zapowiada skierowanie przeciw nim pozwu "za kłamstwo, a nie za krytykę".

Zdaniem prawników z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorów krytycznej analizy całej nowelizacji kodeksu karnego, prezesi takich spółek jak Orlen, PZU czy Azoty – jeśli popełnią przestępstwa korupcyjne, np. przyjmą lub obiecają łapówkę – mogą zostać skazani na karę od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. To efekt senackiej poprawki - gdyby jej nie było, to zagrożenie karą dla takich osób mogłoby wynieść osiem lat więzienia.

Senacka poprawka nr 15

Do tej kwestii odnosi się poprawka nr 15, którą do ustawy nowelizującej kodeks karny wprowadził Senat. Brzmi ona:

"w art. 1 w pkt 36 w lit. c, w § 19 w pkt 4 lit. b otrzymuje brzmienie: „b) spółce handlowej, w której udział Skarbu Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub państwowej osoby prawnej przekracza łącznie albo w odniesieniu do każdego z tych podmiotów 50% kapitału zakładowego lub 50% liczby akcji”."

Ta zmiana odnosi się do treści paragrafu 19 z artykułu 115 kodeksu karnego, który zawiera tzw. "objaśnienia wyrażeń ustawowych". Rząd zaproponował poszerzenie katalogu osób pełniących funkcje publiczne, a więc osób, którym stawiane są większe wymogi prawne i karne. Chciał, by członkowie władz wszystkich spółek z udziałem Skarbu Państwa stali się osobami pełniącymi funkcje publiczne. W projekcie, skierowanym do Sejmu zapisano: "osobą pełniącą funkcję publiczną jest (…) członek zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, prezes, dyrektor lub jego zastępca, prokurent, główny księgowy lub skarbnik w (…) spółce handlowej z udziałem Skarbu Państwa, samorządu terytorialnego lub państwowej osoby prawnej".

W wersji senackiej, osobami pełniącymi takie funkcje stają się wyłącznie ci członkowie władz spółek, w których Skarb Państwa ma powyżej 50 proc. udziałów.

W uzasadnieniu do tej poprawki napisano: "W ocenie Senatu, większościowy pakiet udziałów lub akcji, tj. powyżej 50 proc., przysługujący Skarbowi Państwa, jednostce samorządu terytorialnego lub państwowej osobie prawnej, oznacza, że podmiot ten ma pozycję dominującą w tej spółce. W związku z powyższym uzasadnione jest w takim wypadku uznanie osoby będącej członkiem zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, prezesem, dyrektorem lub jego zastępcą, prokurentem, głównym księgowym lub skarbnikiem takiego podmiotu za osobę pełniącą funkcję publiczną".

Senat przegłosował tę poprawkę 24 maja. Nie wzbudziła ona wśród senatorów żadnych wątpliwości, bo za jej przyjęciem było 72 parlamentarzystów izby wyższej.

Błąd posła, riposta ministra

Na skutki wprowadzenia senackiej poprawki nr 15 do Kodeksu karnego zwrócił uwagę poseł PO-KO Borys Budka podczas sejmowego głosowania. "Jeżeli państwo przyjmiecie tę poprawkę, to wasz kolega, np. prezes PKN Orlen, nie będzie podlegał odpowiedzialności karnej właśnie za przestępstwo łapownictwa w sektorze publicznym" – powiedział z sejmowej mównicy. I dodawał: "Serdecznie wam gratuluję takiego równościowego traktowania. Dla swoich tworzycie parasol ochronny".

Na wystąpienie opozycyjnego posła od razu zareagował wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. "Wszyscy ci, o których pan poseł wspomniał, są karani na podstawie art. 296a. Bardzo proszę o krytycyzm przy czytaniu wszelkich opinii, krążących fejków i tego typu rzeczy".

Art. 296a kodeksu karnego, który cytował wiceminister, stwierdza, że "kto, pełniąc funkcję kierowniczą w jednostce organizacyjnej wykonującej działalność gospodarczą lub pozostając z nią w stosunku pracy, umowy zlecenia lub umowy o dzieło, żąda lub przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, w zamian za nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku mogące wyrządzić tej jednostce szkodę majątkową albo stanowiące czyn nieuczciwej konkurencji lub niedopuszczalną czynność preferencyjną na rzecz nabywcy lub odbiorcy towaru, usługi lub świadczenia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

"Panie Pośle! Gratuluję wiedzy prawniczej" - tak minister Warchoł  zwrócił się do posła Budki.

Ostatecznie za odrzuceniem tej poprawki zagłosowało 168 posłów, przeciw – 232, wstrzymało się 22 posłów. Sejm senacką poprawkę nr 15 przyjął.

Nie osiem, ale pięć lat

Sejmowa wymiana zdań między posłem Budką a wiceministrem Warchołem nie uszła uwadze prawników. Dr Mikołaj Małecki z UJ, autor bloga dogmatykarnisty.pl, jeden ze współautorów krytycznej analizy zmian w Kodeksie karnym, napisał na Twitterze:

"Minister Warchoł właśnie przyznał w Sejmie, że zmiany w kk łagodzą odpowiedzialność karną prezesów spółek Skarbu Państwa za korupcję: z max 8 lat (art. 228 kk) na max 5 lat (art. 296a k.k.). #bubelZiobry".

W kolejnym wpisie doprecyzował: "Poprawka senacka wyklucza niektórych prezesów z przestępstw korupcyjnych w sektorze publicznym. Chcąc jakkolwiek bronić tych absurdów, minister znalazł na szybko 296a k.k., że on pozwala ścigać (o sankcjach już oczywiście nie wspomniał, że to złagodzenie)".

Istotnie, zasadniczy przepis art. 228 kodeksu karnego stanowi: "Kto, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Ta kara rośnie do 10 lat, gdy taka osoba przyjmuje łapówkę za zachowanie stanowiące naruszenie prawa. Wzrasta jeszcze do 12 lat, gdy przyjęta łapówka jest znacznej wartości.

Tak więc, zgodnie z senacką poprawką, prezesi spółek z mniejszościowym udziałem skarbu państwa mogą być skazywani nie z art. 228 kk, a z artykułu 296a, o którym mówił w Sejmie wiceminister Warchoł.

Nie funkcjonariusze publiczni, a osoby pełniące funkcje publiczne

Do twitterowej wymiany zdań w tej kwestii włączył się nowy wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. "Totalna abberacja,prezesi takich spółek dopiero po noweli wprost stają się funkcjonariuszami publicznymi w myśl kk. Straszyliście,że za marginalny udział SP będą tak traktowani, więc przepis złagodzono. W skrócie, nowelizacja KK znacznie zaostrza sankcje za korupcję w spółkach" - napisał (pisownia oryginalna).

Gdyby tak było, jak napisał Sebastian Kaleta, to prezesi spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa za korupcję odpowiadaliby tak, jak funkcjonariusze publiczni (to m.in. prezydent, parlamentarzyści, urzędnicy rządowi, policjanci) - czyli zgodnie z art. 231 kk, w którym kara za przyjęcie łapówki wynosi 10 lat.

Tymczasem, poprawka dotyczyła tego, że menedżerowie takich spółek stają się osobami pełniącymi funkcje publiczne - a to m.in. samorządowcy czy osoby zatrudnione w jednostce organizacyjnej dysponującej środkami publicznymi. Do tej kategorii osób w kwestii korupcji odnoszą się przepisy art. 228, w którym karą za przyjęcie łapówki jest od pół roku do ośmiu lat więzienia.

Błąd wiceministra wytknął także dr Małecki.

Wiceminister Kaleta w kolejnym wpisie sprostował swoją wcześniejszą wypowiedź. "Tak, rzeczywiście się rozpędziłem i odnosiłem do rozszerzonej definicji osoby pełniącej funkcję publiczną zdefiniowaną art. 115. p.19 kk. Rozszerzenie katalogu pojęciowego tych osób ma łagodzić karę za korupcję ich dotyczącą? Jest to nieprawda".

Katalog osób pełniących funkcje publiczne rzeczywiście rozszerzono, ale jednocześnie ograniczono liczbę menedżerów spółek z udziałem Skarbu Państwa, w tym kluczowych, do tej kategorii przynależnych.

Prezes przestaje być osobą publiczną

Z wykazu "spółek nadzorowanych przez Prezesa Rady Ministrów oraz innych członków Rady Ministrów, pełnomocników Rządu lub państwowe osoby prawne, którym uprawnienia w zakresie wykonywania praw z akcji należących do Skarbu Państwa przekazał Prezes Rady Ministrów" wynika, że nadzór ten sprawowany jest nad 368 firmami w różnych formach prawno-organizacyjnych (włącznie ze statusem likwidacji czy upadłości).

"Normalnie" działających jest 277, z czego w 148 z nich Skarb Państwa ma poniżej 50 proc. udziałów - dziewięć takich spółek ma status spółki o istotnym znaczeniu: Giełda Papierów Wartościowych, Azoty, KGHM, Polska Grupa Górnicza, Polska Grupa Zbrojeniowa, Orlen, PZU, PKO BP, Tauron.

Strategiczne spółki z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa
Strategiczne spółki z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa Foto: kprm.gov.pl

Z chwilą podpisania nowelizacji kodeksu karnego przez prezydenta Andrzeja Dudę to właśnie prezesi tych firm, członkowie ich zarządów i rad nadzorczych będą, w odróżnieniu od swoich kolegów ze spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa, wyłączeni spod działania przepisów, zgodnie z którymi przestępstwa korupcyjne są zagrożone wyższymi karami. Czyli np. prezes Orlenu, w którym Skarb Państwa ma 27,5-procentowy udział, za ewentualne przyjęcie łapówki może zostać skazany na pięć lat więzienia, gdy tymczasem prezes spółki Uzdrowisko Rabka, w którym Skarb Państwa ma 100 proc. udziałów - za to samo przestępstwo może dostać karę ośmiu lat więzienia.

- Nie rozumiem, jakie za tą zmianą stoi "ratio legis" (sens przepisu - red.) - zastanawia się w rozmowie z Konkret24 mecenas Zbigniew Roman. To rozróżnienie w definicji osoby pełniącej funkcję publiczną, polegające na określeniu procentowym, jest niepotrzebne, nieprecyzyjne i być może niezgodne z konstytucją - stwierdza mecenas Roman.

Ministerstwo zapowiada pozew

"Posłużenie się wyłącznie kryterium ilości udziałów posiadanych przez podmiot publiczny jest merytorycznie błędne i może prowadzić do bezkarności osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami z udziałem Skarbu Państwa" - stwierdzili w swojej opinii prawnicy z Instytutu Prawa Karnego UJ.

W wystosowanym w sobotę komunikacie prasowym, Ministerstwo Sprawiedliwości napisało, że "w swojej opinii o zmianie Kodeksu karnego zaostrzającego kary za najpoważniejsze przestępstwa – ustawy, którą przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości - dwóch profesorów i pięciu doktorantów krakowskiego uniwersytetu napisało, że nowe przepisy dotyczące łapownictwa nie będą miały zastosowania do szefów największych strategicznych spółek z udziałem Skarbu Państwa, wymieniając jako przykład prezesa Orlenu, co w efekcie doprowadzić miałoby do jego bezkarności za korupcję. Ta opinia jest nieprawdziwa. Jest kłamstwem".


Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł zapowiedział skierowanie przeciw autorom tej opinii pozwu.  Jak powiedział PAP, resort pozwie krakowskich profesorów "za kłamstwo, a nie za krytykę". Zdaniem wiceministra sprawiedliwości, nieprawdą jest, iż nowelizacja Kodeksu karnego łagodzi prawo antykorupcyjne. "Kodeks karny, wbrew nieprawdziwej opinii grupy prawników z Krakowa, zaostrza prawo jeśli chodzi o spółki z udziałem większościowym Skarbu Państwa. Natomiast jeśli chodzi o spółki z udziałem mniejszościowym Skarbu Państwa, to nowelizacja pozostawia prawo bez zmian".

"Z niedowierzaniem przyjmujemy, iż opinie naukowe sformułowane w ekspertyzie do procedowanych w Parlamencie zmian w prawie karnym mają stać się podstawą pozwu wniesionego przez Ministerstwo Sprawiedliwości" - oświadczyli krakowscy naukowcy.

Ich zdaniem "bezprecedensowe działania ministerstwa, podjęte jeszcze przed podpisaniem opiniowanej ustawy przez prezydenta RP, godzą w wolność prowadzenia badań naukowych, ingerują w wolność wypowiedzi i wyrażania opinii oraz zagrażają standardom debaty o tworzeniu prawa w Rzeczypospolitej Polskiej".

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24, PAP

Pozostałe

Czy Jarosław Kaczyński zapomniał o "pakiecie demokratycznym" sprzed 3 lat?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział przedstawienie do najbliższych wyborów propozycji porozumienia "kończącego wojnę na polskiej scenie politycznej". Nie podał jednak żadnych szczegółów. Konkret24 przypomina podobny pomysł sprzed lat. Tak zwany pakiet demokratyczny Prawa i Sprawiedliwości miał zwiększyć uprawnienia opozycji. Utknął w sejmowej podkomisji ponad trzy lata temu.

Ile zarabia premier Morawiecki? CIR nie chce podać dokładnych kwot

Z wyliczeń Konkret24 wynika, że minimalna wysokość miesięcznych zarobków premiera Mateusza Morawieckiego wynosi ok. 14,6 tys. zł. To dane szacunkowe. Dokładnej kwoty zarobków premiera nie znamy, ponieważ Centrum Informacyjne Rządu dwukrotnie odmówiło nam podania takiej informacji.

Oskarżenia o nepotyzm ministra zdrowia okazały się fake newsem

Na oficjalnym profilu jednej z polskich partii politycznych dużą popularność zdobyła grafika głosząca, że firma brata ministra zdrowia wprowadziła do badań klinicznych lek na nowotwory. Sytuacja miała zbiec się w czasie z wycofaniem innych preparatów z listy leków refundowanych. Wpis wywołał oburzenie internautów i oskarżenia o nepotyzm wobec ministra. Tymczasem sytuacja sugerowana na grafice nie miała miejsca.

Pół miliarda drzew rocznie? Sprawdzamy, czy plan premiera jest realny

Zasadzimy w tym roku około 500 milionów drzew – powiedział premier Morawiecki podczas wystąpienia na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach. Mimo niedowierzania wielu internautów, polityków i mediów, nie jest to deklaracja nierealna. Nie będzie także trudna do wykonania – Lasy Państwowe sadzą taką liczbę drzew co roku już od lat 90.

Kim jest lobbysta? Sprawdzamy przepisy

Na zaproszenie wicemarszałka Ryszarda Terleckiego doszło do spotkania w gmachu Sejmu posłów oraz osób z Ministerstwa Zdrowia z przedstawicielami jednego z koncernów tytoniowych. Nie wiedziała o nim Kancelaria Sejmu. Nie było protokołowane. Lobbing w Polsce reguluje ustawa, ale jest przez ekspertów krytykowana.

Czterokrotnie pełnomocnik, 20 tysięcy i służbowe auto

Michał Woś - obecny minister do spraw pomocy humanitarnej - w marcu 2018 roku stracił stanowisko wiceministra sprawiedliwości po zapowiedzi premiera Morawieckiego o redukcji liczby wiceministrów. Jeszcze tego samego dnia został powołany na stanowisko eksperta i pełnomocnika Ministra Sprawiedliwości do czterech obszarów tematycznych. Jego pensja wzrosła dwukrotnie - do 20 tys. zł - podaje NIK i wytyka, że do zatrudnienia Wosia potrzebna była specjalna zgoda, ponieważ nie spełniał warunków formalnych.

Fałszywe zdjęcie europosłów PiS w Parlamencie Europejskim

Użytkownicy mediów społecznościowych masowo udostępniają fotografię delegacji Prawa i Sprawiedliwości w Parlamencie Europejskim. Do oryginalnego zdjęcia, które znalazło się na profilu Beaty Mazurek, w programie graficznym dodano drewniane krzyże. "Poprawiony" obraz wywołał falę komentarzy.