Tłumacząc podwyżkę opłat za śmieci w Warszawie, prezydent Rafał Trzaskowski wskazuje na rząd Zjednoczonej Prawicy: że to za jego czasów tak zmieniono prawo, by zabronić samorządom dopłacania do odbioru odpadów. Jednak przepisy, na które wskazuje, istnieją od dziesięciu lat.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski był pytany w czwartek 15 kwietnia w "Kropce nad i" w TVN24 o plakaty przygotowane przez miasto, które pojawiły się na ulicach stolicy. Dotyczą zmiany w sposobie obliczania stawek za wywóz odpadów. Na plakacie widnieje pytanie: "Dlaczego musimy podwyższać opłaty za śmieci?" i odpowiedź: "Nowa ustawa nie pozwala miastom dopłacać z budżetu. Nie mamy wyjścia. Musimy podnieść stawki. Podobnie jak inne miasta".

"Podwyżki opłat za wodę są w całej Polsce. To wynika z rozregulowania całego rynku przez rządzących. O pięć miliardów za rządów PiS wzrosły ceny zagospodarowania odpadów. My jako samorządowcy musimy na to reagować. Sami rządzący mówili jasno i mamy takie wypowiedzi ministrów, że ten system musi się bilansować. Mówili o tym, że samorząd nie może dopłacać" - tłumaczył w programie prezydent Trzaskowski. Prowadząca rozmowę Monika Olejnik stwierdziła, że plakat wprowadza warszawiaków w błąd, bo mówi o nowej ustawie i wiąże ją z podniesieniem stawek.

"Nie ma żadnej nowej ustawy" - powiedziała.

Rafał Trzaskowski w Kropce nad i

"Ustawa (o utrzymaniu czystości i porządku w gminach - red.) była wielokrotnie nowelizowana i później były interpretacje rządzących, które jasno mówiły o tym, że my nie możemy dopłacać do tego systemu, że on się musi bilansować" - odpowiedział prezydent Warszawy.

Trzaskowski: zgodnie z Waszą ustawą miasto nie może dopłacać

Podobnych argumentów Rafał Trzaskowski używał wcześniej, gdy wprowadzano w Warszawie zmiany w sposobie obliczania stawek za wywóz odpadów. 1 kwietnia napisał na Facebooku: "Skąd więc podwyżka? Odpowiedź jest bardzo prosta. To efekt Waszych (rządzących Polską - red.) działań. Tak, Waszych. Właśnie dostaliście rachunek, który sami sobie wystawiliście" - stwierdził. "Obowiązujące przepisy, ustawa, którą przez ostatnie lata tyle razy poprawialiście, zabrania nam – samorządom – pokrywania części kosztów utrzymania systemu wywozu odpadów. Pewnie tego nie wiecie, ale Warszawa płaci za ten system ponad 1,2 mld złotych. Tylko 743 mln złotych pokrywali dotąd warszawiacy, wnosząc opłaty za wywóz śmieci. Pozostałe 457 mln złotych miasto dopłacało z budżetu. Teraz, zgodnie z Waszą ustawą, nie może tego robić" - poinformował.

Tak samo argumentował 12 kwietnia w RMF FM Marcin Kierwiński, szef warszawskiej PO: "Za podwyżki cen wywozu śmieci odpowiada PiS, który stworzył prawo zabraniające dopłacania przez samorządy do odbioru śmieci".

Pod koniec marca Urząd Miasta Stołecznego Warszawy w specjalnym oświadczeniu wskazał, na który dokładnie przepis powołują się władze stolicy. "Zapisy ustawy (o utrzymaniu czystości i porządku w gminach - red.) były kilkukrotnie nowelizowane w ostatnich latach. Artykuł 6r określa zasady bilansowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Przepisy jasno określają, że opłaty za śmieci, które wnoszą mieszkańcy, muszą w całości zabezpieczyć koszty funkcjonowania systemu odpadowego".

Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy pojawiły się przepisy mówiące o obowiązkowym samobilansowaniu się systemu gospodarki odpadami.

Duża zmiana dla portfeli mieszkańców

Od 1 kwietnia w wielu miastach zmieniły się zasady naliczania opłat za odbiór śmieci. W Warszawie połączono je ze zużyciem wody. Mieszkańcy nieruchomości jednorodzinnych i wielolokalowych domów (gdzie są wodomierze) płacą za śmieci 12,73 zł za jeden metr sześcienny wody. Natomiast jeśli w nieruchomości nie ma wodomierza albo nie jest ona podłączona do sieci wodociągowej (ma np. własne ujęcie), opłata jest naliczana według wzoru: liczba mieszkańców razy cztery metry sześcienne wody razy 12,73 zł. W przypadku domu zamieszkałego przez pięcioosobową rodzinę da to ok. 250 zł miesięcznie.

Przez ostatni rok mieszkańcy stolicy płacili metodą "od lokalu", czyli 65 zł w mieszkaniach i 94 zł w domach jednorodzinnych.

Dla części warszawiaków nowy sposób naliczania opłat za odbiór śmieci oznacza dużą podwyżkę. - "Przeciętnie mieszkańcy będą płacili sto kilkadziesiąt złotych, ale będą tacy, którzy zapłacą kilka złotych, albo tacy, którzy zapłacą kilkaset złotych" – mówił w marcu reporterowi magazynu "Polska i Świat" Grzegorz Jakubiec, prezes spółdzielni "Służew nad Dolinką". "Starsza mieszkanka nie zauważyła, że woda wycieka w toalecie. Naciekło ponad 400 metrów sześciennych. Tysiąc dwadzieścia wychodzi miesięcznie opłata za śmieci" - poinformował Jakubiec.

Jeden z czytelników "Gazety Wyborczej" przekazał jej w kwietniu, że będzie zmuszony płacić co miesiąc aż 687 zł. W innych gospodarstwach opłaty za śmieci wynoszą teraz 200-300 zł.

Reforma śmieciowa z 2011 roku

Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach weszła w życie w 1997 roku. Do tej pory była dziewięciokrotnie zmieniana (w tym pięć razy za rządów Zjednoczonej Prawicy).

Gruntowną nowelizację przeszła w 2011 roku, a więc za rządów koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nowe przepisy weszły w życie z początkiem 2012 roku (część przepisów rok później) i ustaliły ramy prawne reformy gospodarki odpadami komunalnymi. Od tego czasu to gminy są właścicielem odpadów komunalnych. Nowelizacja nałożyła na nie obowiązek przygotowania i wdrożenia systemu, który zapewni selektywne zbieranie odpadów, doprowadzi do ograniczenia składowania i w konsekwencji umożliwi jak najlepsze ich zagospodarowanie, zapobiegając nielegalnemu pozbywaniu się śmieci.

To wówczas do ustawy dodano nowy rozdział 3a zatytułowany "Gospodarowanie odpadami komunalnymi przez gminę" - wraz z art. 6r, na który powołują się teraz władze Warszawy. Brzmiał on tak:

"1. Opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi stanowi dochód gminy.

2. Z pobranych opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi gmina pokrywa koszty funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, które obejmują koszty: 1) odbierania, transportu, zbierania, odzysku i unieszkodliwiania odpadów komunalnych; 2) tworzenia i utrzymania punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych; 3) obsługi administracyjnej tego systemu.

3. Rada gminy określi, w drodze uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego, szczegółowy sposób i zakres świadczenia usług w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości i zagospodarowania tych odpadów, w zamian za uiszczoną przez właściciela nieruchomości opłatę za gospodarowanie odpadami komunalnymi, w szczególności ilość odpadów komunalnych odbieranych od właściciela nieruchomości, częstotliwość odbierania odpadów komunalnych od właściciela nieruchomości i sposób świadczenia usług przez punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych.

4. Rada gminy może określić, w drodze uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego, rodzaje dodatkowych usług świadczonych przez gminę w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości i zagospodarowania tych odpadów oraz wysokość cen za te usługi".

Co zmieniono w ustawie za czasów PiS

Ponieważ prezydent Trzaskowski zarzuca PiS, że to za rządów tej partii wprowadzono obowiązek samobilansowania się systemu gospodarowania odpadami, sprawdziliśmy najpierw pięć zmian, jakie przeszedł w latach 2013-2019 art. 6r. Prezentujemy najważniejsze.

Na mocy dwóch nowelizacji ze stycznia 2013 roku dodano możliwość przejęcia przez związek międzygminny zadań gminy w zakresie gospodarowania odpadami komunalnymi (ust. 1a i 1b). Nowy ustęp 2a określił również, że z pobranych opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi gmina może pokryć koszty wyposażenia nieruchomości w pojemniki lub worki do zbierania odpadów komunalnych oraz koszty utrzymywania pojemników w odpowiednim stanie sanitarnym, porządkowym i technicznym.

Nowelizacją z listopada 2014 roku dodano ust. 1aa, który określił m.in., że "środki z opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi nie mogą być wykorzystane na cele niezwiązane z pokrywaniem kosztów funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi". Wprowadzono również możliwość pokrywania przez gminy z pobranych opłat kosztów edukacji ekologicznej w zakresie prawidłowego postępowania z odpadami komunalnymi, a także usuwania odpadów komunalnych z miejsc nieprzeznaczonych do ich składowania i magazynowania. Ustęp 2d określił, że w zamian za pobraną opłatę za gospodarowanie odpadami komunalnymi gmina zapewnia właścicielom nieruchomości pozbywanie się wszystkich rodzajów odpadów komunalnych. Gminy także otrzymały możliwość ograniczenia ilości odbierania odpadów danego rodzaju, a także zróżnicowania częstotliwości tego odbioru.

Nowelizacja z lipca 2019 roku wprowadziła m.in. przepis (ust.1ab) mówiący o tym, że środki pochodzące z opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi odpowiednio gmina lub związek międzygminny gromadzą na wyodrębnionym rachunku bankowym. Z kolei ust. 2aa dał możliwość gminom na pokrywanie kosztów utworzenia i utrzymania punktów napraw i ponownego użycia produktów lub części produktów niebędących odpadami z pobieranych od mieszkańców opłat za gospodarowanie odpadami.

Prawnik: obowiązek samobilansowania istnieje od 2011 roku

Obowiązujące przepisy mówiące o obowiązku samobilansowania się systemu gospodarowania odpadami - na które powołuje się Rafał Trzaskowski - to dwa przepisy art. 6 r. ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach:

- art. 6r ust. 1aa: "Środki z opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi nie mogą być wykorzystane na cele niezwiązane z pokrywaniem kosztów funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi";

- art. 6r ust. 2: "Z pobranych opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi gmina pokrywa koszty funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi (...)."

Oba weszły jednak w życie w czasie rządów koalicji PO-PSL. Pierwszy w 2015 roku, drugi wcześniej - w 2012 roku.

- Od samego początku, czyli od tej dużej nowelizacji z 2011 roku, istniał co do zasady obowiązek samofinansowania się systemu gospodarki odpadami komunalnymi w gminach. Żadna nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która weszła w życie w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, nie miała wpływu na kwestię obowiązku samobilansowania się systemu - mówi w rozmowie z Konkret24 Mateusz Karciarz, doktorant w Zakładzie Prawa Administracyjnego i Nauki o Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zajmujący się obsługą prawną przedsiębiorstw komunalnych i jednostek samorządu terytorialnego.

Podkreśla, że wcale nie chodzi o samofinansowanie się z dokładnością co do grosza. - Jeżeli w danym roku gmina zauważy, że wpływy z opłat są mniejsze niż zakładane, może je po prostu na następny okres zwiększyć. Jeżeli natomiast wpływy przewyższają wydatki, może opłaty zmniejszyć - stwierdza Karciarz. Zaznacza jednocześnie, że według niego zmiany wprowadzone przez rząd Zjednoczonej Prawicy przyczyniły się jednak do wzrostu kosztów zagospodarowania odpadów.

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: tvn24

Pozostałe

"By otrzymać stypendium w Małopolsce, trzeba chodzić na religię"? Sprawdzamy

Czy w Małopolsce stypendia dla zdolnych uczniów są przeznaczone wyłącznie dla tych, którzy chodzą w szkole na religię? Taką informację podawały media, a internauci dyskutowali o tym w mediach społecznościowych. Rzeczywiście, stopień z religii liczy się teraz do średniej ocen branej pod uwagę przy przyznawaniu stypendium - ale jeśli uczeń go nie ma, nie traci szansy na wsparcie. Wyjaśniamy.

Polska węglem stoi? Wciąż także rosyjskim

Niemal trzy czwarte sprowadzonego do Polski węgla pochodziło w ubiegłym roku z Rosji. I choć wielkość importu tego surowca ogólne zmalała, udział rosyjskiego węgla od lat utrzymuje się na wysokim poziomie. Zapowiedzi posłów PiS, że jak dojdą do władzy, to się zmieni, na razie się nie spełniły.

"Hotel i restauracja sejmowa czynne"? Tak, ale zgodnie z obostrzeniami

"Jedni jadają na stołówce, a inni na chodniku"; "równi i równiejsi" - komentują internauci krążący na Facebooku post informujący, że hotel i restauracja sejmowa są czynne. Oburza ich, że inne hotele i restauracje muszą przestrzegać obostrzeń epidemicznych. Jak sprawdziliśmy, te sejmowe też przestrzegają.