Służby dostaną dostęp do naszych maili i komunikatorów? Niebezpieczny artykuł 43 nowej ustawy

Źródło:
Konkret24
Nie tylko Pegasus jest narzędziem do inwigilacji w rękach polskich służb (materiał z maja 2022 roku)
Nie tylko Pegasus jest narzędziem do inwigilacji w rękach polskich służb (materiał z maja 2022 roku)TVN24
wideo 2/3
Nie tylko Pegasus jest narzędziem do inwigilacji w rękach polskich służb (materiał z maja 2022 roku)TVN24

"Permanentna inwigilacja nas wszystkich w każdym momencie"; służby zyskają "pełny wgląd we wszystko, co przesyłają Polacy przez komunikatory internetowe i pocztę e-mail" - alarmuje opozycja w związku z projektem Prawo komunikacji elektronicznej. Pytani przez Konkret24 eksperci wskazują na niejasności w nowej ustawie - szczególnie jeden jej artykuł.

Procedowany w Sejmie projekt nowej ustawy - Prawo komunikacji elektronicznej - budzi duże emocje ze względu na przepisy dotyczące dostępu służb do danych obywateli. Przypomnijmy: 13 stycznia Sejm odrzucił wniosek o odrzucenie projektu ustawy Prawo komunikacji elektronicznej (zwanego lex pilot) i skierował go do dalszych prac w Sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii - ma ona przedstawić sprawozdanie ze swoich prac nad tym projektem do 6 lutego.

Niepokoje budzi fakt, że nowa ustawa rozszerza katalog podmiotów z obowiązkiem gromadzenia informacji o komunikacji użytkowników, a ponadto określa sposób korzystania z tych danych przez państwowe służby, np. policję. Na profilach Konfederacji w mediach społecznościowych 12 stycznia zamieszczono grafikę z tytułem: "Rząd PiS szykuje totalną inwigilację w internecie!". Informuje ona, że służby zyskają "pełny wgląd, w czasie rzeczywistym, we wszystko, co przesyłają Polacy przez komunikatory internetowe i pocztę e-mail".

Podobne oskarżenia wobec projektu ustawy padały w Sejmie ze strony innych polityków opozycji podczas pierwszego czytania ustawy 12 stycznia. Grzegorz Napieralski z Koalicji Obywatelskiej mówił, że "po prostu będzie permanentna inwigilacja nas wszystkich w każdym momencie, na każdym naszym poziomie życia, gdzie używamy po prostu komunikatorów". Michał Gramatyka z koła Polska 2050 tłumaczył: "Dzisiaj tak zwane podmioty uprawnione, żeby czytać wiadomości z komunikatorów, muszą hakować urządzenie na jego niskim, podstawowym poziomie, stosować rozpracowanie operacyjne. Jutro te same służby będą miały zapewniony automatyczny, nielimitowany i nierejestrowany dostęp do treści na naszych komunikatorach".

Jeszcze przed pierwszym czytaniem w Sejmie, 9 stycznia, w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ukazał się artykuł Pawła Kubickiego i Sławomira Wikariaka o rządowym projekcie: głównym tematem była jego niezgodność z prawem Unii Europejskiej. Autorzy wyjaśniali też, że obowiązek retencji danych (czyli przechowywania ich przez 12 miesięcy na ewentualne potrzeby służb), który dzisiaj dotyczy firm telekomunikacyjnych, ma objąć wiele dodatkowych podmiotów, m.in. firmy oferujące usługi e-mail, czaty czy komunikatory. Jako przykład przechowywanych danych podano informacje, "do kogo dzwoniliśmy" i "gdzie w tym czasie przebywaliśmy".

W kolejnych dniach media alarmowały: "służby odczytają wiadomości z Messengera i WhatsAppa" (Bankier.pl); "rząd chce przyznać służbom dostęp do maili, czatów i komunikatorów obywateli" (Business Insider); "projekt zmusza właścicieli komunikatorów internetowych oraz innych podobnych usług do tego, aby udostępniały policji i innym służbom treści przekazywane sobie przez użytkowników" (Wyborcza.biz). Gdy w kontekście rządowego projektu zaczęło się pojawiać coraz więcej przekazów o "totalnej inwigilacji" i dostępie do treści wiadomości mailowych czy zdjęć wszystkich użytkowników internetu, Sławomir Wikariak w wyjaśnieniach z 13 stycznia pisał: "Ze zdumieniem czytałem coraz więcej artykułów o tym, że nowe prawo zapewni służbom dostęp do wiadomości wysłanych e-mailem czy też za pośrednictwem komunikatorów. (...) Nie mam zielonego pojęcia, skąd wziął się ten przekaz. Opisując projekt ustawy - Prawo telekomunikacji elektronicznej - ostrzegałem przed zwiększeniem zakresu danych, do których dostęp będą miały służby, ale nigdzie nie napisałem, że nowe przepisy dadzą im prawo do czytania bez kontroli e-maili czy też wiadomości przesyłanych komunikatorami. (...) W rzeczywistości chodzi o dane identyfikujące użytkownika w sieci (np. numer IP) oraz informacje skąd przesyłał wiadomość, kiedy to zrobił i gdzie się wówczas znajdował. To one mają podlegać retencji i to do nich nieograniczony dostęp będą miały służby".

Te wyjaśnienia nie rozwiewają jednak obaw, czy nowe przepisy dadzą służbom prawo do czytania bez kontroli sądu e-maili i wiadomości przesyłanych komunikatorami. Bo w obecnym kształcie rodzą problemy interpretacyjne nawet wśród ekspertów. Wprawdzie to, co pisze Konfederacja - że służby będą miały "pełny wgląd, w czasie rzeczywistym, we wszystko, co przesyłają Polacy", a do kontroli nie będzie wymagana zgoda sądu - nie jest do końca prawdą, lecz tego typu interpretacje pojawiają się właśnie z powodu niejasności nowych przepisów. Prawnicy zwracają tu uwagę na dość niebezpieczny art. 43 nowego prawa.

"Dane retencyjne to nie jest treść wiadomości"

Rządowa ustawa Prawo komunikacji elektronicznej ma zastąpić obowiązujące obecnie Prawo telekomunikacyjne z 2004 roku. Obszerny dokument, liczący prawie 3,5 tys. stron, trafił do Sejmu na początku grudnia. Posiedzenie sejmowej komisji, do której teraz trafił projekt, zaplanowano na 24 stycznia. Największe emocje wywołują art. 43 i art. 47 nowej ustawy.

Zacznijmy od art. 47 - stanowi on: "Przedsiębiorca komunikacji elektronicznej (...) jest obowiązany na własny koszt 1) zatrzymywać i przechowywać na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dane, o których mowa w art. 49 ust. 1, generowane w publicznej sieci telekomunikacyjnej lub przez niego przetwarzane, przez okres 12 miesięcy (...) 2) udostępniać dane, o których mowa w pkt 1, uprawnionym podmiotom, a także sądowi i prokuratorowi".

W tym przypadku jednak nie ma wątpliwości, że nie chodzi o dostęp służb do treści wiadomości czy rozmów, ponieważ wśród danych wymienionych w art. 49 ust. 1 są tylko dane "niezbędne do ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego oraz użytkownika końcowego inicjującego połączenie [oraz] do którego kierowane jest połączenie" oraz "niezbędne do określenia daty i godziny połączenia i czasu jego trwania, rodzaju połączenia, lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, danych jednoznacznie identyfikujących użytkownika w sieci".

Doktor Paweł Litwiński, partner w kancelarii Barta Litwiński specjalizujący się w temacie ochrony danych osobowych, w analizie przesłanej Konkret24 zbiorczo nazywa powyższe dane "retencyjnymi", czyli podlegającymi archiwizacji. "To, w pewnym uproszczeniu, informacje o tym kto, z kim, kiedy się komunikował i jeżeli to możliwe, gdzie wtedy był" - wyjaśnia. I podkreśla:

Dane retencyjne to nie jest treść wiadomości, ale informacja o tym, że się komunikowano.

Prawnik zauważa jednak: "Takie dane i tak, mimo tego, że nie zawierają treści komunikacji, mają ogromną wartość dowodową, bo pozwalają na odtworzenie pewnych sieci powiązań i komunikowania się, która czasem wystarczy do postawienia określonych tez, np. w zakresie źródła przecieku".

Co więc jego zdaniem zmieniałoby w tym kontekście Prawo komunikacji elektronicznej? "Dzisiaj jest tak, że przepisy retencyjne mamy w Prawie telekomunikacyjnym i siłą rzeczy obejmują one usługi telekomunikacyjne. Służby mają więc 12 miesięcy na to, żeby sięgnąć po informacje o tym, kto się z kim komunikował – ale wyłącznie w ramach usług telekomunikacyjnych. A tymczasem coraz więcej komunikacji 'idzie' przez komunikatory internetowe czy po prostu pocztę elektroniczną" - wyjaśnia prawnik. "I właśnie tego dotyczą nowe przepisy retencyjne: rozszerza się obowiązek zatrzymywania i przechowywania danych o tym, kto się z kim komunikował, na usługi takie jak komunikatory internetowe czy poczta elektroniczna. Podkreślam: nie mówimy o zatrzymywaniu treści korespondencji, ale informacji o fakcie komunikowania się. Czyli tak, jak teraz można odtworzyć, kiedy w ciągu ostatnich 12 miesięcy dzwoniłem do mojej mamy, tak będzie można odtworzyć, kiedy się z nią komunikowałem przy pomocy poczty elektronicznej czy komunikatora" - tłumaczy.

Niejasny art. 43. Jak rozumieć "komunikat elektroniczny"?

Większy problem prawny budzi niejasny, art. 43 rządowego projektu. Napisano w nim, że "przedsiębiorca komunikacji elektronicznej (...) jest obowiązany do zapewnienia warunków technicznych i organizacyjnych dostępu i utrwalania" przez dziewięć państwowych służb (w tym policję, ABW i CBA) "komunikatów elektronicznych przesyłanych w ramach świadczonej publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej" oraz wielu danych abonentów związanych z tymi komunikatami, m.in. numeru i danych lokalizacyjnych.

Czym są "komunikaty elektroniczne"? Jak wyjaśnia w odpowiedzi na pytania Konkret24 dr Bartosz Marcinkowski, prawnik specjalizujący się w danych osobowych z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, według projektu ustawy komunikat elektroniczny to: 'każda informacja wymieniana lub przekazywana między określonymi użytkownikami'. Z tego powodu prawnik stwierdza:

Wydaje się więc, że art. 43 może stanowić samodzielną podstawę pozyskiwania całości komunikatu elektronicznego, tj. też jego treści.

W takim rozumiem treść komunikatu elektronicznego to także treść maila. Tym bardziej, że - pisze dr Marcinkowski - "art. 43 jest szerszy niż art. 47, a relacje między nimi nie są jednoznaczne".

Na niejasność tego przepisu zwracano uwagę także w analizie na portalu Prawo.pl. Autorzy piszą w niej: "Jakie to będą dane, nie do końca wiadomo. Na pewno będzie wśród nich czas korzystania z usługi (zalogowanie i wylogowanie się z poczty) czy adres IP. Pytanie, czy w grę wchodzi również dostęp do treści wiadomości".

Twierdząco odpowiadał Jacek Kudła, ekspert w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych, który w rozmowie z tym portalem przekonywał: "Takie unormowanie ustawowe pozwala przedsiębiorcy komunikacji elektronicznej na zgromadzenie nie tylko podstawowych danych, ale wszelkich danych związanych z przesyłaniem komunikatu elektronicznego. W przypadku stosowania tych najnowszych technologii, w trybie przepisu, o którym wyżej mowa, przedsiębiorca komunikacji elektronicznej może zgromadzić takie dane jak: zdjęcia i inne treści aplikacji przesyłane w formie komunikatu elektronicznego".

Podobnie uważa dr Adam Behan z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista z zakresu przestępczości komputerowej i ochrony informacji. - Pojęcie komunikatu można rozumieć bardzo szeroko, także jako np. maile. I nie mam wątpliwości, że służy będą stosować dla uzasadniania takiego dostępu maksymalnie szeroką wykładnie tego pojęcia – mówi w rozmowie z Konkret24.

24 godziny na "określenie sposobu realizacji". Ze zgodą sądu czy bez?

Przekaz upowszechniany przez Konfederację, że służby będą miały "pełny wgląd we wszystko, co przesyłają Polacy", a do kontroli nie będzie wymagana zgoda sądu" może wynikać z kolejnego budzącego kontrowersje zapisu - otóż w projekcie stoi, że "uprawniony podmiot wspólnie z przedsiębiorcą komunikacji elektronicznej, w terminie 24 godzin od momentu zgłoszenia zapotrzebowania na piśmie w postaci papierowej lub elektronicznej (...) określają sposób realizacji przez przedsiębiorcę komunikacji elektronicznej warunków dostępu i utrwalania".

Bartosz Marcinkowski nazywa to "szybką ścieżką realizacji dostępu". I zauważa: "Te 24 godziny mogą mieć krytyczne znaczenie z perspektywy sądowego nadzoru, a raczej jego braku, nad pozyskiwaniem danych przez organy państwa, a art. 43 wylicza aż 10 uprawnionych służb – od Policji po Krajową Administrację Sądową". Ekspert podkreśla, że w przepisie nie uwzględniono udziału sądu lub prokuratury.

Ale nie wszyscy tak sądzą (stąd różnice w interpretacji). Paweł Litwiński uważa, że "termin 24 godzin jest na ustalenie sposobu realizacji obowiązku udostępniania danych w ramach kontroli operacyjnej" - czyli że służby i tak będą musiały o wystąpić o zgodę sądu.

Obecnie wszystkie wymienione w ustawie służby już teraz mają dostęp do treści wiadomości, SMS-ów i rozmów telefonicznych - ale tylko w trybie wspomnianej kontroli operacyjnej. Oznacza to, że każda z uprawnionych instytucji, by uzyskać dostęp do takich danych, np. przez założenie podsłuchu, musi najpierw uzyskać zgodę właściwego prokuratora okręgowego lub prokuratora generalnego, a następnie sądu okręgowego. Co więcej, kontrolę operacyjną można stosować tylko w odniesieniu do 11 kategorii przestępstw, m.in. przestępstw przeciwko mieniu, ekonomicznych, przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu, narkotykowych itd. Zdaniem dr. Pawła Litwińskiego w kwestii samej kontroli operacyjnej rządowy projekt nic nie zmienia:

Dostęp (do treści - red.) nadal będzie możliwy w przypadku, gdy określona służba jest uprawniona do stosowania kontroli operacyjnej i na dotychczasowych warunkach, czyli w praktyce za zgodą sądu.

"Zwyczajne niechlujstwo legislacyjne", "pojawi się bałagan"

Z jakiego powodu w procedowanym Prawie komunikacji elektronicznej pojawił się przepis o "zgłaszaniu zapotrzebowania" służb na dostęp do "komunikatów elektronicznych"? Tym bardziej, że zasady kontroli operacyjnej są już opisane w ustawie o Policji, w której jest mowa o "przesyłanej treści korespondencji, w tym za pomocą środków komunikacji elektronicznej", a nie o "komunikatach elektronicznych". Paweł Litwiński odpowiada:

Ja tego nie rozumiem, bo to zwyczajne niechlujstwo legislacyjne, gdyby to tak miało zostać uchwalone. Art. 43 powinien zastąpić tę regulację rozproszoną (z ustawy o Policji - red.), a te rozproszone przepisy trzeba uchylić.

Jego zdaniem art. 43 nadal nie zmienia jednak zasad kontroli operacyjnej, a tym samym dostępu służb do treści SMS-ów czy wiadomości z komunikatorów (czyli według niego nie wszystkich Polaków dotyczyłaby kontrola służb, jak podaje się teraz w niektórych przekazach). "Taki dostęp da kontrola operacyjna, która po stronie podmiotów uprawnionych się nie zmienia: nadal służba musi mieć przepis uprawniający do stosowania kontroli operacyjnej, żeby ją stosować i nadal co do zasady odbywa się to za zgodą sądu, a tych przepisów Prawo komunikacji elektronicznej nie zmienia. PKE zmienia wyłącznie to, że pojawia się nowy przepis dotyczący wszystkich przedsiębiorców komunikacji elektronicznej, zgodnie z którym mają oni umożliwić taką kontrolę operacyjną – ale można ją stosować tylko, gdy służba ma odpowiedni przepis kompetencyjny, a tych PKE nie zmienia" - uważa dr Litwiński.

Jeśli ustawa w tej wersji zostałaby przyjęta przez Sejm, w życie wszedłby artykuł, który może powielać to, co jest zapisane w ustawie o Policji. "Dwa sformułowania nie mogą dotyczyć tego samego. Nie można wykluczyć, że pojawi się bałagan" - mówił Wojciech Klicki w rozmowie z Wyborcza.biz.

Nie dla wszystkich prawników jest jednak jasne, że oba przepisy mówią o tym samym, ponieważ w art. 43 rządowego projektu nie ma przecież mowy o zgodzie sądu lub prokuratury na dostęp do danych. Dlatego dr Bartosz Marcinkowski podsumowuje obecną sytuację jednym zdaniem: "W mętnej wodzie łatwiej się pływa".

Aktualizacja: 25 stycznia 2023

Po publikacji artykułu, za pośrednictwem serwisu Kontakt24, jeden z czytelników zapytał, czy tak skonstruowane przepisy będą dotyczyć także firm zagranicznych oferujących usługi w Polsce i czy prawo będzie wobec nich skuteczne. "Czy jedynym skutkiem tej ustawy nie będzie odpływ firm świadczących usługi udostępniania miejsca na serwerze poza granice Polski, gdyż nawet Polscy klienci zaczną korzystać wyłącznie z serwerów zagranicznych" - zauważył.

Zapytaliśmy o to ekspertów. Doktor Paweł Litwiński potwierdza obawy internauty: "Tak, te przepisy będą dotyczyć wszystkich, więc i podmiotów mających siedzibę poza Polską. I tak, wobec tych zagranicznych będą słabo egzekwowalne" - napisał w odpowiedzi na pytanie Konkret24. "Może się zdarzyć tak, że jeżeli miałby powstać polski odpowiednik np. Signala czy innego Proton Maila (platformy oferujące szyfrowaną komunikację - red.), to będzie mniej konkurencyjny od jego zagranicznego odpowiednika" - dodał.

Spadek konkurencyjności polskich firm względem zagranicznych jako ewentualny skutek nowej ustawy przewidywał też w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" dr Łukasz Olejnik, niezależny badacz i konsultant prywatności. "Już dziś większość Polaków i tak korzysta z usług zagranicznych dostawców komunikatorów. Ci nie będą objęci ostrymi wymogami lub też będą niechętni do współpracy. Rykoszetem dostaną zatem polscy przedsiębiorcy, stając się niekonkurencyjni pod względem ochrony danych i prywatności. To doskonały sposób na uniemożliwienie powstawania w Polsce konkurencyjnych produktów IT" - zauważył ekspert.

Z kolei pytany przez Konkret24 dr Adam Behan dodaje, że już teraz zagraniczne firmy, takie jak Google czy Facebook, w dużym procencie przypadków odmawiają udostępniania informacji polskim sądom i to nawet w sprawach, w których te platformy wykorzystywano do popełniania przestępstw. - Nawet więc gdyby na przykład do Google zaczęły spływać zapytania z policji czy innych służb o udostępnienie treści czyichś maili, to, mając na uwadze projektowany kształt przepisów, które nie uzależniają nawet takiego wniosku od zgody sądu, zostaną po wstępnej weryfikacji automatycznie odrzucone. Generalnie ciężko się nawet spodziewać poważnej odpowiedzi na tak jawnie sprzeczne z podstawowymi wartościami konstytucyjnymi żądanie - ocenia ekspert. Zgadza się z sugestią czytelnika, że taka nieskuteczność działania w stosunku do zagranicznych firm może obniżyć konkurencyjność polskich podmiotów. Dodaje, że nawet polskie mogą znaleźć sposoby na ominięcie przepisów. - Gdyby takie rozwiązania zostały wprowadzone, to jest niemal pewne, że największe podmioty szybko znalazłyby sposób na ich obejście, łącznie z przeniesieniem serwerów za granice czy wyodrębnieniem części świadczonych usług do stworzonych dla takich celów podmiotów zależnych - sugeruje dr Behan.

Autorka/Autor:Michał Istel

Źródło: Konkret24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Pozostałe wiadomości

Sprawa Ryszarda Cyby, skazanego za zabicie działacza PiS, to przykład, jak można robić politykę, budując wśród wyborców poczucie zagrożenia. Niekoniecznie w zgodzie z prawdą i faktami. A także jak brak oficjalnych informacji i reakcji na fakty rodzi fałsz, który trudno powstrzymać.

"Więzienie opuścił morderca". Kalendarium szerzenia paniki

"Więzienie opuścił morderca". Kalendarium szerzenia paniki

Źródło:
Konkret24

Nagranie z manifestacji jest prawdziwe, wśród demonstrantów jest wiele osób o ciemnej karnacji. Publikując ten film, Sławomir Mentzen straszy "powstawaniem nowych meczetów i zdejmowaniem krzyży". Wyjaśniamy, na czym polega manipulacja lidera Konfederacji.

Mentzen: "tak wygląda Warszawa". Manipuluje

Mentzen: "tak wygląda Warszawa". Manipuluje

Źródło:
Konkret24

Na kolejnych spotkaniach z wyborcami i w kolejnych wypowiedziach publicznych kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki powtarza te same twierdzenia - nie zawsze zgodne z prawdą. Niektóre powtarza szczególnie chętnie i często.

Dziesięć nieprawd Karola Nawrockiego

Dziesięć nieprawd Karola Nawrockiego

Anna Bryłka z Konfederacji twierdzi, że "cały czas zwiększa się liczba wydawanych zezwoleń na pracę" cudzoziemcom. Według polityków koalicji rządzącej jest odwrotnie. Kto ma rację? Sprawdziliśmy statystyki.

Zezwoleń na pracę dla cudzoziemców więcej czy mniej? Mamy dane

Zezwoleń na pracę dla cudzoziemców więcej czy mniej? Mamy dane

Źródło:
Konkret24

"Unijna złodziejka!", "zamordyzm", "źle się to kojarzy" - tak internauci komentują nową inicjatywę unijną. Twierdzą, że Komisja Europejska będzie mogła przejmować prywatne oszczędności obywateli i przeznaczać je jako inwestycje w swoje projekty. Przekaz powtarzają politycy prawicy. Jest fałszywy.

UE szykuje "zamach na oszczędności"? Chodzi o pewną strategię

UE szykuje "zamach na oszczędności"? Chodzi o pewną strategię

Źródło:
Konkret24

Sławomir Mentzen opowiada na spotkaniach z wyborcami, że stopień przestępczości w Niemczech gwałtownie wzrósł po napływie imigrantów - i jako "dowód" zestawia dane dotyczące Algierczyków i Japończyków. Choć istnieją takie liczby, to jednak takie ich przedstawienie jest manipulacją i wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.

Mentzen woli Japończyków od Algierczyków. I manipuluje

Mentzen woli Japończyków od Algierczyków. I manipuluje

Źródło:
Konkret24

"Wzruszające", "serce ściska", "szacunek dla pieska" - komentują internauci zdjęcia mające pokazywać uroczystość pożegnania policyjnego psa w jednej z jednostek. To obrazy wprawdzie poruszające, ale nieprawdziwe.

"Niewdzięczna służba, dzięki piesku". Pogrzeb, którego nie było

"Niewdzięczna służba, dzięki piesku". Pogrzeb, którego nie było

Źródło:
Konkret24

- Singapur wydaje znacznie mniej niż Polska, a mimo to ma znacznie lepszy system ochrony zdrowia - przekonuje Sławomir Mentzen, kandydat Konfederacji na prezydenta RP. Wyjaśniamy, czego nie mówi o singapurskim systemie, a co powinniśmy o nim wiedzieć, by się z nim porównywać.

Mentzen porównuje Singapur do Polski. O czym nie mówi?

Mentzen porównuje Singapur do Polski. O czym nie mówi?

Źródło:
Konkret24

Europoseł PiS Piotr Mueller alarmuje, że Unia Europejska planuje zabronić wymiany różnych części auta, jeśli dojdzie do ich usterki. Twierdzi, że nowe samochody będą musiały iść na złom. Uspokajamy: to nieprawda.

Piotr Mueller: nowe auto trzeba będzie oddać na złom. Nieprawda

Piotr Mueller: nowe auto trzeba będzie oddać na złom. Nieprawda

Źródło:
Konkret24

Antyimigrancki hejt wzbudza rozpowszechniane w mediach społecznościowych - między innymi przez polityków PiS - nagranie z Wrocławia. Widać na nim gromadzących się na ulicy cudzoziemców, a ironiczny opis głosi, że to "przyjazd inżynierów". Politycy opozycji informują wręcz, że to "inżynierowie z Afryki sprowadzani przez PO i Tuska". To fałsz.

"Inżynierowie z Afryki" przyjechali do Wrocławia? Skąd to nagranie

"Inżynierowie z Afryki" przyjechali do Wrocławia? Skąd to nagranie

Źródło:
Konkret24

Ponad 50 zgłoszonych komitetów wyborczych, ponad 40 zarejestrowanych. O co chodzi? Raczej nie o wygraną w wyborach. To skutek paradoksu polskiego prawa. Tłumaczymy, jakie są korzyści z rejestracji komitetu wyborczego, który jednak zarejestrowanego kandydata nie ma.

44 komitety wyborcze zarejestrowane. Wśród nich "semiwirtualne"

44 komitety wyborcze zarejestrowane. Wśród nich "semiwirtualne"

Źródło:
Konkret24

Prezydent USA "nie wie", na jakiej podstawie Dania rości sobie prawa do Grenlandii. Nie sądzi, "żeby to było prawdą". Jednak tak właśnie jest, w dodatku wiele lat temu zwierzchnictwo Danii nad wyspą uznały także Stany Zjednoczone.

Dlaczego Grenlandia jest duńska? Trump "nie wie, czy to prawda"

Dlaczego Grenlandia jest duńska? Trump "nie wie, czy to prawda"

Źródło:
Konkret24

Zwolennicy kawy z mlekiem i cukrem oburzają się na rzekomy zakaz, który ma wprowadzić Unia Europejska. "Co będzie następne? Zakaz soli?", "idiotyzmy" - komentują. Podstawą tych fałszywych doniesień jest artykuł jednego z polskich serwisów, który opatrznie zrozumiano. Wyjaśniamy, co naprawdę ograniczy UE.

UE "zakazuje mleka i cukru w kawie"? Czegoś innego

UE "zakazuje mleka i cukru w kawie"? Czegoś innego

Źródło:
Konkret24

Ilu policjantów brakuje w całym kraju? Kilka tysięcy? Kilkanaście? Opozycja włączyła temat braków kadrowych w policji do kampanii prezydenckiej, ale problem ten istnieje od lat. Zwiększanie liczby etatów w czasach Zjednoczonej Prawicy nie pomogło.

Ilu policjantów brakuje w kraju? Cztery garnizony dominują

Ilu policjantów brakuje w kraju? Cztery garnizony dominują

Źródło:
Konkret24

W Warszawie zacznie rzekomo obowiązywać "ustawa o aresztowaniu dzwonów kościelnych" czy "likwidacja kościelnych dzwonnic" - alarmują politycy opozycji i internauci. Wszystko z powodu pewnego projektu grupy radnych, który wykorzystano do tej manipulacji.

Trzaskowski "chce uciszyć kościelne dzwony"? Skąd ten przekaz

Trzaskowski "chce uciszyć kościelne dzwony"? Skąd ten przekaz

Źródło:
Konkret24

Co oznacza mała czarna gwiazdka przy niektórych cenach? Tak duński właściciel sieci Netto postanowił pomóc klientom bojkotować amerykańskie produkty. Według polskich internautów to rozwiązanie ma się też pojawić w sklepach sieci w naszym kraju. Wyjaśniamy.

Bojkot amerykańskich produktów także w Polsce? Jeszcze nie

Bojkot amerykańskich produktów także w Polsce? Jeszcze nie

Źródło:
Konkret24

Polscy internauci alarmują, że Unia Europejska chce zabronić korzystania z plastikowych dowodów osobistych. Podstawą jest artykuł jednego z serwisów, który nie do końca podał prawdę.

"Pożegnaj się z dowodem osobistym"? Co planuje UE

"Pożegnaj się z dowodem osobistym"? Co planuje UE

Źródło:
Konkret24

"Tak było. Ale teraz nikt nie pamięta"; "przy obecnej demografii to nie wróci" - komentują internauci rozsyłane w sieci zdjęcia, które mają przedstawiać kolejki do urzędów pracy za pierwszych rządów Donalda Tuska. Sprawdziliśmy, kiedy powstały te zdjęcia.

Kolejki do urzędów pracy "za Tuska"? Również w czasach PiS

Kolejki do urzędów pracy "za Tuska"? Również w czasach PiS

Źródło:
Konkret24

Prorosyjskie konta w Polsce i na świecie rozsyłają rzekomy materiał francuskiego dziennika o sondażu dotyczącym popularności polityków. Według niego 71 procent Francuzów uważa, że byłoby im lepiej pod rządami Władimira Putina. Nic tu jednak nie jest prawdziwe.

71 procent Francuzów woli Putina od Macrona? Mamy wyjaśnienie "Le Figaro"

71 procent Francuzów woli Putina od Macrona? Mamy wyjaśnienie "Le Figaro"

Źródło:
Konkret24

Kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki - a za nim politycy tej partii - od kilku dni rozgłaszają, że "rząd po cichu przepchnął przepisy", które pozwolą stawiać wiatraki 500 metrów od domostw. Po pierwsze, przyjmowanie i konsultowanie projektu odbywało się otwarcie i zgodnie z procedurami. Po drugie, ustawa nie została jeszcze przegłosowana.

PiS: "rząd po cichu przepchnął przepisy". A naprawdę?

PiS: "rząd po cichu przepchnął przepisy". A naprawdę?

Źródło:
Konkret24

Na spotkaniach z wyborcami Szymon Hołownia mówi między innymi o problemach demograficznych Polski. W Częstochowie przedstawił nawet, jak wygląda tam trend spadkowy urodzeń. Czy ma rację?

Ile dzieci rodzi się w Częstochowie? Hołownia wylicza, my sprawdzamy

Ile dzieci rodzi się w Częstochowie? Hołownia wylicza, my sprawdzamy

Źródło:
Konkret24

Setki tysięcy wyświetleń w mediach społecznościowych generuje nagranie mające udowadniać, że Ukraińcy wykorzystują wojnę do propagandy. Tymczasem ten film jest przykładem prorosyjskiej dezinformacji. Przekaz o "wojennych aktorach" nie jest nowy, sposób stworzenia fałszywki również.

"Aktorka z frontu"? Nie, ale "ciemny lud kupuje"

"Aktorka z frontu"? Nie, ale "ciemny lud kupuje"

Źródło:
Konkret24

Twórcom tych stron chodzi nie tylko o przemycanie rosyjskich punktów widzenia do polskiego internetu. Dzięki takim witrynom można też cytować rosyjskie media państwowe, w Polsce zakazane. A w kanałach rosyjskich pokazywać, że "polskie media" podzielają rosyjską wizję świata. Oto 10 portali, przed którymi przestrzegamy. Szerzą prokremlowską dezinformację.

Sieć prorosyjskich portali oplata Polskę. Oto 10 przykładów

Sieć prorosyjskich portali oplata Polskę. Oto 10 przykładów

Źródło:
Konkret24

Posłowie Konfederacji - między innymi Sławomir Mentzen i Bartłomiej Pejo - przekonują, że średni wiek polskich rezerwistów wynosi 50 lat. Sprawdziliśmy, skąd biorą taką informację i co na to resort obrony.

Konfederacja o "średnim wieku rezerwistów": 50 lat. Źródło jest niewiarygodne

Konfederacja o "średnim wieku rezerwistów": 50 lat. Źródło jest niewiarygodne

Źródło:
Konkret24

Dyskusja o szczepieniach na błonicę - po wykryciu pierwszego od lat przypadku tej choroby - stała się dla środowisk antyszczepionkowych pretekstem do szerzenia kolejnej teorii. Ich zdaniem nagłaśnianie tematu błonicy to sposób na wypromowanie pakietu krztuścowego. Eksperci ostrzegają przed tą dezinformacją.

Błonica a pakiet krztuścowy. Jest różnica? Jest

Błonica a pakiet krztuścowy. Jest różnica? Jest

Źródło:
Konkret24

Prezydent USA Donald Trump ma być winny temu, że w Chinach nie będzie można więcej zjeść amerykańskiej wołowiny. Władze w Pekinie w odpowiedzi na nałożone cła rzekomo anulowały import tego mięsa ze Stanów Zjednoczonych. Rzeczywiście w tej kwestii zaszły zmiany, ale zawieszenie dostaw do Chin dotyczy wołowiny z innych krajów.

Chiny "anulowały" import wołowiny z USA? Nie stamtąd

Chiny "anulowały" import wołowiny z USA? Nie stamtąd

Źródło:
Konkret24, Snopes