Za obecnego rządu bezrobocie wzrosło z 2 do 6 procent - twierdzi szef kancelarii prezydenta. Zaś politycy PiS, cytując styczniowe dane, powtarzają slogan "Wrócił Tusk, wróciło bezrobocie". Tylko że trzykrotnego wzrostu bezrobocia nie ma, a opozycja nie wyjaśnia, jaka reforma wpłynęła na statystyki.
Z powodu stabilnej sytuacji na rynku pracy w ostatnich latach temat bezrobocia nie wywoływał zbyt gorących dyskusji politycznych. Stąd niektórych może dziwić rozpowszechniany od lutego 2026 roku przez polityków opozycji przekaz: "wrócił Tusk, wróciło bezrobocie". Dla jego poparcia przywołuje się głównie dwie dane ze stycznia: stopę bezrobocia na poziomie 6 proc. oraz liczbę 935 tys. bezrobotnych.
Narrację o wracającym i rosnącym bezrobociu szerzy m.in. poseł PiS, były premier Mateusz Morawiecki. "Czy słyszał pan dane o bezrobociu za styczeń? Liczba bezrobotnych zbliża się do miliona. Wraca Tusk, wraca bezrobocie. Wraca Tusk, zmniejsza się liczba miejsc pracy na rynku" - mówił 11 lutego w programie Wirtualnej Polski. Kilka dni później na swoich kontach w mediach społecznościowych opublikował grafikę z hasłem: "Wrócił Tusk - wróciło bezrobocie" i przypominał, że gdy oddawał władzę "w grudniu 2023 roku stopa bezrobocia wynosiła 5,1 procenta", a "dziś - 6 procent". Zwracał też uwagę, że "ofert pracy jest najmniej od 2013 roku".
"Wracającym bezrobociem" straszyli również inni politycy PiS, a także przedstawiciele kancelarii prezydenta. "Pamiętacie, jak Donald Tusk organizował Marsz Miliona Serc? Już niedługo będzie mógł zorganizować marsz miliona bezrobotnych!" - pisał europoseł PiS Maciej Wąsik. "Wrócił Tusk, wróciło bezrobocie!" - komentowała styczniowe dane o stopie bezrobocia europosłanka PiS Jadwiga Wiśniewska. "Wraca to co jest, można powiedzieć, zszyte z Donaldem Tuskiem, a więc bezrobocie. My jeszcze być może tego wprost tak bezpośrednio nie odczuwamy, ale z dwóch do sześciu procent" - podkreślał 27 lutego Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta, w Radiu Wnet.
O rzekomym wzroście stopy bezrobocia "z dwóch do sześciu procent" informowano też na anonimowych kontach w mediach społecznościowych. "Kiedy przejmujesz władze z bezrobociem 2 procent i po dwóch latach masz już 6,7 procent" - stwierdził ironicznie jeden z użytkowników serwisu X, dodając nagranie z Donaldem Tuskiem płynącym łodzią po Bałtyku.
Jednak przytaczane wielkości niekoniecznie muszą niepokoić, jeśli wiedzieć, jak je czytać. Bo politycy PiS nie informują o pewniej zmianie.
Nie ma wzrostu "z dwóch do sześciu procent"
Stopa bezrobocia to procentowy udział bezrobotnych w ogólnej liczbie ludności aktywnej zawodowo - lecz dla zrozumienia danych cytowanych teraz przez polityków PiS istotna jest świadomość, że stopę bezrobocia w Polsce podaje zarówno Główny Urząd Statystyczny (GUS), jak i unijny Eurostat. A są to zupełnie inne liczby.
Według danych GUS bezrobocie w styczniu 2026 roku wyniosło 6 proc. To o 0,3 punktu procentowego więcej niż miesiąc wcześniej i o 0,6 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. O powodach tego wzrostu piszemy dalej - ale tu podkreślmy, że w czasie rządów koalicji 15 października bezrobocie wcale nie wzrosło "z dwóch do sześciu procent", bo w grudniu 2023 roku wynosiło 5,1 proc.
Autorzy tez o wzroście z "dwóch do sześciu procent" prawdopodobnie mieszają dane krajowe z unijnymi. Bo według Eurostatu bezrobocie w Polsce w grudniu 2023 roku wynosiło 3 proc. (miesiąc później 2,9 proc.) i od tego czasu wzrosło do 3,2 proc. w grudniu 2026 roku (a nie do 6 proc.).
Różnica między danymi krajowymi a unijnymi wynika z faktu, że GUS podaje tzw. bezrobocie rejestrowane, czyli liczbę osób zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotni w stosunku do ogólnej liczby ludności aktywnej zawodowo. Eurostat korzysta natomiast z badania ankietowego (przeprowadzanego przez GUS według unijnej definicji), w którym zlicza osoby deklarujące poszukiwanie pracy, ale niekoniecznie zarejestrowane w urzędach pracy. Unijna stopa bezrobocia jest więc zawsze niższa, ponieważ nie obejmuje na przykład "bezrobotnych" zgłaszających się do urzędów pracy wyłącznie dla ubezpieczenia zdrowotnego.
Niezależnie od sposobu liczenia bezrobocia, w styczniu 2026 roku było ono wyższe niż w grudniu 2023 i niż rok wcześniej - choć liczby podawane przez polityków to manipulacja. Czy jednak te wzrosty powinny niepokoić?
Dane o bezrobociu są sezonowe...
Trzeba pamiętać, że dane o bezrobociu zmieniają się wraz z porami roku. - Zawsze jest tak, że jesienią i zimą bezrobocie rośnie, a wiosną i latem spada - tłumaczy w rozmowie z Konkret24 Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Dodaje, że obecnie jesteśmy w szczycie bezrobocia sezonowego, które w lutym może jeszcze wzrosnąć. Potem ekspert prognozuje spadek - do poziomu 5,8 proc. we wrześniu lub październiku. - Fakt, że styczeń był o 0,3 wyższy niż grudzień, to jest normalne i typowe. Akurat tym bym się nie wzburzał. Bardziej niepokojące jest to, że gdyby popatrzeć na dane z zeszłego roku, bezrobocie rosło, zamiast spadać - podkreśla.
Rzeczywiście: do połowy 2025 roku bezrobocie według GUS spadało, ale między czerwcem a lipcem wzrosło aż o 0,3 punktu procentowego (z 5,1 proc. do 5,4 proc.). Trend nie wyhamował ani w sierpniu (5,5 proc.), ani we wrześniu (5,6 proc.), co nie zdarzało się w poprzednich latach.
... a w 2025 roku doszło do "anomalii statystycznej"
Już w lipcu wahnięcie w danych zainteresowało ekonomistów, którzy jednak w większości uspokajali, że wzrost nie wynika z pogorszenia sytuacji na rynku pracy, tylko z reformy urzędów pracy. Od 1 czerwca 2025 roku bezrobotni mogą się mianowicie rejestrować w urzędach pracy w miejscu zamieszkania - a nie zameldowania, jak było wcześniej.
Maksymalny okres utrzymywania statusu bezrobotnego wydłużono z roku do trzech lat. Ponadto bezrobotny musi się kontaktować z urzędem już nie co miesiąc, a co najmniej raz na 90 dni. Może się rejestrować i korespondować z urzędem przez internet. Dostęp do urzędów pracy umożliwiono też rolnikom.
Właśnie te wszystkie zmiany spowodowały, że więcej osób zarejestrowało się jako bezrobotni, a wypisywanie ich z urzędów trwa dłużej.
CZYTAJ WIĘCEJ: Zmiany w zasiłku dla bezrobotnych. Podpis prezydenta
Wpływ tych czynników na wzrost stopy rejestrowanego bezrobocia potwierdza w rozmowie z Konkret24 Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. - Od czerwca obserwujemy nagły wzrost osób, które pozostają w rejestrach urzędów pracy. Zmiany spowodowały, że ze względu na ułatwioną rejestrację do urzędów zgłosiły się osoby bierne zawodowo, czyli takie, które nie miały pracy i jej nie szukały. Poza tym po zmianach bezrobotni pozostają w rejestrach dłużej - wyjaśnia ekspert.
Tę "anomalię statystyczną" - jak o zmianie mówił już w lipcu 2025 roku Mariusz Zielonka - można pokazać w dwóch innych statystykach. Między czerwcem a lipcem 2025 roku w liczbach bezwzględnych przybyło w Polsce prawie 34 tys. bezrobotnych, zaś między czerwcem a wrześniem aż 69 tys. Coś takiego nie wydarzyło się jeszcze nigdy w XXI wieku.
Natomiast w danych Eurostatu, które opierają się na deklaracjach Polaków a nie rejestrach urzędów pracy, tego skoku w połowie 2025 roku nie widać. W unijnych zestawieniach od czerwca do września bezrobocie urosło zaledwie o 0,1 punktu procentowego. Na poniższym wykresie zaznaczyliśmy moment wprowadzenia opisywanych zmian i jak w danych GUS poskutkowało to "anomalią statystyczną".
Jednak Piotr Soroczyński z Krajowej Izby Gospodarczej - reprezentującej interesy przedsiębiorców, czyli pracodawców - uważa, że zmiany wynikające z nowych przepisów "to tylko część negatywnej tendencji na rynku pracy z zeszłego roku".
Jego zdaniem państwo od dłuższego czasu zaostrza warunki prowadzenia działalności gospodarczej, zwiększając koszty produkcji. Wpływają na to m.in. regulacje unijne. - W Europie mamy bardzo wysoką ochronę klienta, bo towar ma być zrobiony starannie, ma nie truć i tak dalej. Nie mówię, że to źle, że te normy istnieją, a my je spełniamy. Lecz kiedy wprowadza się je za szybko i za dużo, przestajemy móc produkować w takiej cenie, żeby nasze produkty się sprzedawały. Tym bardziej jeśli konkurujemy z państwami z zewnątrz, gdzie tych norm nie ma - tłumaczy Soroczyński. Zdaniem ekonomisty te rosnące koszty wraz z regularnym podnoszeniem płacy minimalnej sprawiają, że przedsiębiorcy coraz rzadziej rekrutują nowych pracowników.
Ofert pracy mniej. Dlaczego?
Widać to w danych o nowych ofertach pracy. Jak przeanalizowała Krajowa Izba Gospodarcza, w 2025 roku było ich najmniej od 15 lat. Piotr Soroczyński zaznacza, że chodzi tylko o oferty składane przez przedsiębiorców w urzędach pracy, a nie na przykład na portalach ogłoszeniowych, ale na tej podstawie można wyciągnąć niepokojące wnioski. - Kiedyś tych nowych ofert pracy było nawet ponad sto tysięcy miesięcznie. Wtedy łatwiej utrzymywała się równowaga między nowo zatrudnionymi, a tymi, którzy tracili pracę. Teraz szorujemy w okolicach 20-30 tysięcy. To naprawdę makabrycznie mało - wylicza ekonomista.
Rzeczywiście od lipca 2025 roku ofert pracy zgłaszanych do urzędów jest coraz mniej. Taką tendencję było też widać w poprzednich latach, ale na koniec stycznia 2026 roku GUS poinformował o 27 tys. aktywnych ogłoszeń, co jest najgorszym wynikiem od początku zbierania danych w 2011 roku. Dla porównania: w rekordowym 2018 roku w styczniu było 103 tys. ofert. Spadek w danych z 2025 roku również zbiega się jednak ze zmianą prawa w czerwcu 2025 roku.
Zdaniem Mariusza Zielonki z Konfederacji Lewiatan to nie przypadek. - Drastycznie malejąca liczba ofert pracy to wyłącznie kolejny wynik zmian z czerwca 2025 roku, tym razem dotyczących zatrudniania cudzoziemców - tłumaczy ekspert. - W tej chwili pracodawca chcący zatrudnić cudzoziemca nie musi robić tak zwanego testu rynku pracy, czyli nie musi zgłaszać oferty do urzędu pracy, żeby się dowiedzieć, że nie ma odpowiednich kandydatów w urzędzie, żeby dostać zgodę na zatrudnienie. Gdy ten obowiązek zniknął, okazało się, że wcześniejsze zgłaszanie ofert pracy do urzędu było sztucznie pompowane - dodaje. Jego zdaniem niewielka skala ofert rejestrowanych teraz przez GUS pokazuje też zły wizerunek urzędu pracy w oczach pracodawców.
- Jeśli spojrzeć na oferty pracy zgłaszane na portalach internetowych, tam też jest spadek, lecz nie tak drastyczny. Potwierdza to tezę, że rynek pracy w Polsce przechodzi w fazę pewnego rodzaju schładzania czy studzenia - podsumowuje Mariusz Zielonka.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: George Rudy/Shutterstock