Kampania dezinformacji przed największymi wyborami świata

konkret.jpg

Zmanipulowane rozmowy polityków, nieprawdziwe informacje na temat przebiegu wyborów, fałszywe alerty w komunikatorach. Przed największym demokratycznym głosowaniem świata kłamstwa mogące wpłynąć na jego wynik docierają do Hindusów z różnych źródeł. O nadchodzących indyjskich wyborach mówi się jako o "laboratorium" dla oceny działań mediów społecznościowych wobec kampanii dezinformacyjnych.

Pokazujemy, co jest prawdą, a co fałszem
Weryfikujemy fake newsy, sprawdzamy dane, analizujemy informacje z sieci

To nie będą wybory, jakie znamy z Europy. Ich skala i organizacja logistyczna może imponować. Na początku marca w stolicy Indii - Delhi - szef centralnej komisji wyborczej poinformował o terminie rozpoczęcia głosowania. Nieprzypadkowo używa się słowa "rozpoczęcia", ponieważ Hindusi będą wybierać parlament ponad miesiąc - od 11 kwietnia do 19 maja.

Wybory podzielono na siedem etapów, podczas których głosować będą mieszkańcy poszczególnych stanów i okręgów wyborczych - łącznie do głosowania w ponad milionie lokali wyborczych uprawnionych jest prawie 900 milionów osób. Wyniki powinny być znane 23 maja.

W tych wyborach wygrać lub przegrać mogą jednak nie tylko politycy. Test skuteczności swoich działań czeka także największe serwisy społecznościowe. Kampania dezinformacyjna jest prowadzona już od dwóch miesięcy, od kiedy na sile zaczął przybierać konflikt indyjsko-pakistański.

Facebook informuje o usuwaniu setek fałszywych kont, ale nieprawdziwe treści zalewają indyjski internet także z Whatsappa, Twittera, YouTube'a i Instagrama. Zagrożenie ingerencji tzw. "fake newsów" w wynik wyborów jest realne - z Facebooka w Indiach korzysta jedna trzecia wszystkich uprawionych do głosowania, czyli ok. 300 milionów osób. To najliczniejsza nacja wśród użytkowników tego serwisu na świecie.

Gra komputerowa zamiast ataku

Tegoroczne wybory w drugim najliczniejszym państwie świata przebiegną w szczególnie napiętej atmosferze. W ich tle rozgrywa się kolejna odsłona konfliktu indyjsko-pakistańskiego. Sytuacja zaogniła się po zamachu przeprowadzonym na początku lutego w Kaszmirze - spornym terytorium, do którego prawa roszczą sobie oba państwa. W wyniku samobójczego ataku na autobus przewożący indyjskich policjantów zginęły 44 osoby.

Wokół tego wydarzenia w sieci zaczęły się pojawiać pierwsze nieprawdziwe treści, które zwiastowały nadchodzącą przedwyborczą kampanię dezinformacyjną w Indiach. Szczególną popularność zdobył film, który miał rzekomo przedstawiać atak na bazę pakistańskich terrorystów, przeprowadzony w "zemście" za zabitych w Kaszmirze policjantów - nadal zachował się na różnych profilach na Facebooku.

Dowodami na przeprowadzoną akcję miały być także zdjęcia ciał Pakistańczyków. Oba elementy okazały się przedstawiać zupełnie inne wydarzenia.

Indyjski portal fact-checkingowy (weryfikacyjny) BOOM, który ma być jednym z głównych narzędzi w walce z przedwyborczą i wyborczą dezinformacją w sieci, ustalił, że w rzeczywistości film nie pochodzi z Pakistanu, a z... militarnej gry komputerowej - ARMA 2. Najprawdopodobniej został pobrany z serwisu YouTube, gdzie towarzyszy mu podpis odnoszący się właśnie do gry: "Perspektywa strzelca w Apache US Army podczas bitwy, przy użyciu kamery FLIR z modem dźwięku M230. Jak w prawdziwym życiu. Zostań częścią CREW - udostępniaj, komentuj i subskrybuj!".

Natomiast zdjęcia rzekomych ofiar indyjskiego ataku pochodziły już z realnego świata, jednak wszystkie fotografie miały co najmniej kilka lat i przedstawiały zmarłych w wyniku zupełnie innych wydarzeń. Pracownicy innej fact-checkingowej platformy prowadzonej przez Hindusów - AltNews - ustalili, że dwa ze zdjęć pochodzą z 2015 roku i pokazują ofiary szczególnie dotkliwej fali upałów, a jeszcze inne przedstawia ofiary bombardowania w Pakistanie z 2013 roku.

Rozmowa, której nie było

Manipulowanie treściami bezpośrednio dotyczącymi konfliktu między dwoma nuklearnymi potęgami, jakimi są Indie i Pakistan, ma na celu podgrzewanie i tak już napiętej atmosfery, w jakiej Hindusom przychodzi organizować wybory. Nieprawdziwe informacje dotyczące zamachu w Kaszmirze służyły także do bezpośredniego atakowania jednej z dwóch głównych partii w Indiach, obecnie rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej.

Dwa tygodnie po zamachu na indyjskich policjantów, ogromną popularność na Facebooku zdobyło nagranie rzekomej rozmowy między szefem partii rządzącej Amitem Shahem, ministrem spraw wewnętrznych Indii Rajnathem Singhem a nieznaną kobietą.

Z wypowiedzi polityków można było dowiedzieć się, że atak w Kaszmirze tak naprawdę został zaaranżowany przez Hindusów w celu rozbudzenia nacjonalistycznych, antypakistańskich nastrojów w kraju. To właśnie rozmawiające osoby miały go zaplanować.

Nagranie najpierw zostało udostępnione podczas relacji na żywo na Facebooku realizowanej przez jednego z użytkowników, a następnie osadzone jako wideo, zostało odtworzone prawie milion razy w ciągu zaledwie jednej doby. Pojawiło się także m.in. na YouTube i licznych indyjskich i pakistańskich portalach.

Zapewne nadal zdobywałoby popularność, gdyby w wyniku działań AltNews nie zostało usunięte przez Facebooka. Dziennikarze portalu ustalili, że wypowiedzi polityków zostały wycięte z udzielonych wcześniej wywiadów i odpowiednio zmanipulowane. Po dodaniu do nich słów "nieznanej kobiety", które tak naprawdę pochodziły od oszusta, odpowiednie ułożenie i zmontowanie wypowiedzi wszystkich rozmówców sugerowało, że członkowie partii rządzącej przygotowali i przeprowadzili atak.

Nagranie nie jest już dostępne w sieci.

Fałsz w komunikatorze

Kampania fałszywych informacji przed indyjskimi wyborami nie dotyczy wyłącznie samych kandydatów. Niektóre przekazy wprowadzają w błąd wyborców przez kłamstwa dotyczące samego procesu głosowania.

Do rozsyłania jednej z takich fałszywych informacji wykorzystywano komunikator WhatsApp, który jest szczególnie trudny do kontrolowania przez służby z racji tego, że wiadomości rozprowadzane za jego pośrednictwem, m.in. w grupach, są szyfrowane i niewidoczne dla osób trzecich.

W rozsyłanej przez aplikację wiadomości informowano, że oddanie głosu w nadchodzących wyborach jest możliwe nawet w przypadku, gdy nazwisko wyborcy nie znajduje się w spisie. W takiej sytuacji rzekomo wystarczyło pokazać dowód tożsamości i poprosić o tzw. "głosowanie kwestionujące (z ang. "challenge vote") w myśl paragrafu 49A". Te doniesienia zostały szybko zdementowane. Indyjski Kodeks Wyborczy mówi jasno, że jeśli danej osoby nie ma w spisie wyborców, nie może ona głosować. Dodatkowo paragraf 49A tego dokumentu zamiast o "challenge vote" mówi o... konstrukcji Elektronicznych Maszyn do Głosowania (Electronic Voting Machines - EVMs).

fałsz

W tej samej wiadomości pisano jeszcze o dwóch kwestiach, które dla zmylenia odbiorców zawierały elementy prawdziwe i fałszywe. Prawdą była informacja mówiąca o możliwości oddania głosu w momencie, gdy ktoś zrobił to już wcześniej. W tej sytuacji, po weryfikacji tożsamości, wyborca może oddać tzw. "głos przetargowy" (z ang. "tender vote"), który jednak jest liczony tylko w momencie, gdy może przechylić wynik na jedną ze stron. Do tej informacji dopisano jednak, że we wszystkich lokalach wyborczych, gdzie suma takich właśnie głosów przekroczy 14 proc., konieczne będzie powtórne głosowanie. To nieprawda. Indyjski Kodeks Wyborczy nie wspomina, aby przy jakiejkolwiek liczbie tzw. "tender votes" konieczne było powtórzenie głosowania.

Jeszcze inne fałszywe doniesienia dotyczyły Elektronicznych Maszyn do Głosowania (Electronic Voting Machines - EVMs), które wykorzystuje się w indyjskich wyborach. Zgodnie z wpisem rozpowszechnianym na Facebooku i Twitterze, we wszystkich miejscach, gdzie w wyborach startować będzie ponad 100 kandydatów, EVM zostaną zastąpione zwykłymi kartami do głosowania. We wpisach sugerowano wyborcom, aby głosowali na większą liczbę kandydatów, tak by doszło do wycofania elektronicznego systemu. "To obroni naszą demokrację" - alarmowano.

Rzecznik prasowy Komisji Wyborczej Indii, Sheyphali Sharan, zapewnił jednak, że twierdzenia o zastępowaniu EVM są nieprawdziwe. "Najnowsze EVM mogą pomieścić do 384 kandydatów" - napisał Sharan. Zaapelował też o niezwracanie uwagi na "nieprawdziwe twierdzenia".

"Nieautentyczne, skoordynowane działania" tysiąca kont

Im bliżej daty rozpoczęcia indyjskich wyborów, tym bardziej też wzmaga się fala internetowej dezinformacji. Na wszelkie przejawy stara się reagować główny kanał ich rozpowszechniania - Facebook. W poniedziałek, 1 kwietnia, serwis poinformował w specjalnym oświadczeniu, że usunął "skoordynowane nieautentyczne zachowanie i spam z Indii i Pakistanu". Podane liczby obrazują skalę problemu, z jakim muszą mierzyć się indyjskie władze i amerykański serwis.

W komunikacie podano, że Facebook zlikwidował "103 strony, grupy i konta odpowiedzialne za nieautentyczne, skoordynowane działania" związane z pakistańskimi siłami zbrojnymi, 15 powiązanych z indyjską firmą informatyczną Silver Touch i 321 odpowiedzialnych za spam, a działających na terenie Indii. W przedwyborczym kontekście najważniejsza jest jednak liczba 687 - tyle stron i kont zostało usuniętych za wytwarzanie nieautentycznego ruchu sieciowego, związanego z komórką IT Indyjskiego Kongresu Narodowego (INC) - największej partii opozycyjnej.

"Administratorzy stron i właściciele kont zazwyczaj publikowali lokalne wiadomości i informacje polityczne, w tym głównie o nadchodzących wyborach i poglądach kandydatów INC, a także krytykę przeciwników politycznych, w tym [rządzącej - red.] Indyjskiej Partii Ludowej. Podczas gdy osoby stojące za tą działalnością próbowały ukryć swoją tożsamość, w naszym badaniu stwierdzono, że są one powiązane z osobami związanymi z komórką IT partii INC" - napisano w komunikacie. Podano także, że wszystkie usunięte strony obserwowało ponad 200 tys. osób, a na reklamowanie swoich treści łącznie wydały one prawie 40 tys. dolarów.

Facebook opublikował także przykładowe wpisy, które pojawiały się na usuniętych kontach. Mimo że ich nazwy nie wskazywały na sympatyzowanie z konkretną partią, treść postów sugerowała, że są prowadzone przez osoby sprzyjające Indyjskiemu Kongresowi Narodowemu. Zachodziła także obawa, że są one automatycznie zaprogramowane do regularnego zamieszczania konkretnych wpisów. Na jednym z nich umieszczono wizerunek sekretarza generalnego INC z podpisem "Rahul Gandhi apeluje o sprawiedliwość przeciwko niesprawiedliwości Modiego" [obecnie urzędującego premiera - red.].

"Jeśli dochód danej osoby wynosi 5000 rupii, rząd Indyjskiego Kongresu Narodowego zasili jego konto kwotą 7000 rupii" - zapewniano na grafice.

Globalny problem

Intensywne kampanie dezinformacyjne prowadzone w serwisach społecznościowych przed ważnymi krajowymi wyborami nie są nowością, a globalnym problemem. Początków takich działań należy doszukiwać się kilka lat wstecz, kiedy social media spopularyzowały się na tyle, że zaczęły odgrywać istotne role w życiu społeczno-politycznym. Jednymi z popularniejszych przykładów są zeszłoroczne wybory w dwóch krajach Ameryki Łacińskiej - Brazylii i Meksyku.

O brazylijskiej "kampanii pełnej szyfrowanych kłamstw" pisaliśmy już na Konkret24. Nazwa odnosi się do szyfrowania wiadomości w komunikatorze WhatsApp, który był głównym miejscem rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o wyborach i kandydatach. Budowana w ten sposób kampania oszczerstw i deprecjonowania wizerunku głównego rywala była bardzo ważnym elementem w drodze nacjonalistycznie ukierunkowanego Jaira Bolsonaro do objęcia prezydentury.

Duży udział kampanii dezinformacyjnej w kreowaniu nastrojów wyborczych odnotowano także w Meksyku. W tamtejszych wyborach prezydenckich działania w serwisach społecznościowych nie były nakierowane w jednego kandydata. Andrés Manuel López Obrador, który w ich wyniku objął prezydenturę, miał być zbyt często wymieniany we wpisach polecających jego kandydaturę na kontach pochodzących z innych krajów, a z drugiej strony miał paść ofiarą fałszywych informacji (m.in. o tym, że papież Franciszek skrytykował jego poglądy).

Same Indie mierzą się z nieprawdziwymi informacjami kolportowanymi przez sieci społecznościowe także nie po raz pierwszy. Od połowy 2017 roku kraj ten walczy ze zjawiskiem tzw. "linczów przez WhatsApp". Bierze się ono z rozpowszechniania w komunikatorze nieprawdziwych wiadomości o rzekomych porwaniach dzieci. W ich wyniku lokalne społeczności dokonują linczów, często ze skutkiem śmiertelnym, na niewinnych osobach błędnie oskarżanych o porwania. W celu przeciwdziałania takim zachowaniom właściciele WhatsAppa (Facebook) wprowadzili już wiele obostrzeń w swoim komunikatorze, m.in. ograniczenie "podawania dalej" danej wiadomości wyłącznie do pięciu odbiorców.

Nowe siły na wybory

Przed nadchodzącymi wyborami w Indiach wprowadzono także dodatkowe formy walki z dezinformacyjnymi działaniami. Jednym z głównych jest uruchomienie specjalnego numeru, na który w komunikatorze WhatsApp użytkownicy mogą zgłaszać ich zdaniem podejrzane treści, które są następnie weryfikowane przez wykwalifikowane osoby.

Dwa miesiące przed rozpoczęciem indyjskich wyborów, 11 lutego, Facebook ogłosił, że rozpoczął współpracę z pięcioma nowymi firmami, które będą zajmowały się fact-checkingiem w indyjskiej wersji serwisu. Jedną z nich będzie India Today Group, wiodący lokalny dom mediowy w Indiach. Tym samym informacje z serwisu dla indyjskiego Facebooka weryfikuje teraz łącznie siedem firm.

Na początku lutego serwis poinformował także, że zaostrza zasady regulujące publikowanie reklam politycznych w Indiach. Takie działania mają zapewnić większą przejrzystość przed wyborami krajowymi i zapobiec ingerencjom zagranicznych podmiotów w internetową kampanię.

Co więcej, zgodnie z informacjami "The Hindustan Times" Facebook koordynuje 40 zespołów działających w 4 krajach (USA, Indie, Irlandia, Singapur), których 30 tys. pracowników monitoruje treści publikowane w serwisie pod kątem przedwyborczej dezinformacji. Najważniejszym sprawdzianem skuteczności ich działań mają być wybory w Indiach, ale zdobyte doświadczenia mają posłużyć także w przyszłych głosowaniach w innych krajach.

Autor: Michał Istel / Źródło: Konkret24; NYT; Reuters; Times of India; Zdjęcie tytułowe: Shutterstock, Twitter

Pozostałe wiadomości

Jednych denerwuje dominacja flagi Ukrainy, innych zastanawia flaga Włoch, jeszcze inni dziwią się, skąd tylu Niemców w Zachodniopomorskiem. W sieci rozpowszechniane są "mapy mniejszości" dominujących w poszczególnych województwach. Każdy naród oznaczono flagą. Lecz choć dane są dobre, niekiedy flagi przykrywają rzeczywistość.

Włosi na Podkarpaciu, Hindusi w Kielcach, Bułgarzy w Lublinie? Mapa "mniejszości" i nas zaskoczyła

Włosi na Podkarpaciu, Hindusi w Kielcach, Bułgarzy w Lublinie? Mapa "mniejszości" i nas zaskoczyła

Źródło:
TVN24+

Falę antyukraińskich komentarzy wywołuje rozpowszechniany w sieci przekaz, jakoby Polska miała płacić reparacje wojenne Ukrainie. To manipulacja, w której do szerzenia fałszywej narracji wykorzystuje się określenie "reparacje". Wyjaśniamy.

Polska "zapłaci Ukrainie reparacje"? Nie o tym zdecydował Parlament Europejski

Polska "zapłaci Ukrainie reparacje"? Nie o tym zdecydował Parlament Europejski

Źródło:
Konkret24

Wylanie gnojowicy pod domem ministra rolnictwa było rzekomo powodem aresztowania protestującego rolnika - przekonują niektórzy politycy i internauci. Doniesienia o "areszcie za gnojówkę" to uproszczenie. Postawione zarzuty dotyczą czegoś innego.

"Areszt za gnojówkę"? Dobrze brzmi, ale było inaczej

"Areszt za gnojówkę"? Dobrze brzmi, ale było inaczej

Źródło:
Konkret24

Rosyjską Kamczatkę sparaliżowały zamiecie śnieżne. W sieci mamy wysyp nagrań i obrazów rzekomo pokazujących sytuację na półwyspie. Oto trzy niebezpieczne trendy w rozpowszechnianiu fake newsów, które właśnie się ujawniają.

Kamczatka zasypana śniegiem, a my - sztuczną inteligencją. Widać trzy groźne trendy

Kamczatka zasypana śniegiem, a my - sztuczną inteligencją. Widać trzy groźne trendy

Źródło:
Konkret24

Teoria spiskowa, jakoby zbliżał się "wielki reset majątku" Polaków, rozlewa się w sieci. Właściciele działek mogą się czuć zaniepokojeni, czytając, że warte dziś setki tysięcy złotych grunty stracą na wartości po 1 lipca 2026 roku. Ta celowo nakręcana spirala strachu nie ma uzasadnienia. Jednak kto posiada działkę, o nadchodzącej zmianie prawa powinien wiedzieć.

"1 lipca twoja działka straci wartość". Kampania fałszywa, zmiana prawa realna

"1 lipca twoja działka straci wartość". Kampania fałszywa, zmiana prawa realna

Źródło:
TVN24+

Michał Wawer z Konfederacji przekonuje, że mimo nieobecności Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, którzy uciekli na Węgry, ich procesy mogą się rozpocząć. Z prawnikiem tłumaczymy, że sytuacja obu polityków nie jest taka sama.

Dlaczego sądy nic nie robią w sprawie Ziobry i Romanowskiego? Poseł pyta, my odpowiadamy

Źródło:
Konkret24

Moim celem jest niedopuszczenie do budowy żadnej elektrowni wiatrowej - oświadczył prezydent USA Donald Trump w styczniu tego roku. Było to jego kolejne już wystąpienie, w którym opowiadał o szkodliwości farm wiatrowych, mijając się z prawdą w każdym zdaniu. Nic nowego? Owszem, ale Trump ma swój powód, by te fake newsy głosić. Fejki i motywacje Trumpa opisuje Konkret24.

Walka Trumpa z wiatrakami. A tak naprawdę z kim?

Walka Trumpa z wiatrakami. A tak naprawdę z kim?

Źródło:
TVN24+

"Przez waszą chorą, lewacką, politykę klimatyczną ludzie zamarzają w domach", "nikt nie pomaga Polskim seniorom, bo lepiej pomóc Ukraińcom" - takie przekazy szerzą się w sieci po śmierci małżeństwa w warszawskim Ursusie. To wyłącznie wykorzystywanie tragedii do siania dezinformacji.

"Zamarzli, bo bali się mandatu za ogrzewanie"? Nawet śmierć wykorzystali do fejka

"Zamarzli, bo bali się mandatu za ogrzewanie"? Nawet śmierć wykorzystali do fejka

Źródło:
Konkret24

Jedni utrzymują, że to "pierwszy polski prom z programu PiS", drudzy - że za czasów PiS projekt promu właściwie podzielił los słynnej stępki. Jeszcze zanim prom Jantar Unity zacumował w Szczecinie, politycy obu stron rozpoczęli propagandę sukcesu - swojego. I obie strony wprowadzają opinię publiczną w błąd.

Kłócą się o "pierwszy polski prom od 30 lat". Ilu ojców ma ten sukces?

Kłócą się o "pierwszy polski prom od 30 lat". Ilu ojców ma ten sukces?

Źródło:
Konkret24

Miliony wyświetleń w internecie generuje nagranie mające udowadniać, że poprzez użycie ciekłego azotu można wytworzyć na jeziorze mocny lód, po którym przejdzie człowiek. Rzeczywiście, bohaterowi filmu się to udaje. A jak jest w rzeczywistości?

Można zamrozić jezioro ciekłym azotem i po nim przejść? "Odradzam"

Można zamrozić jezioro ciekłym azotem i po nim przejść? "Odradzam"

Źródło:
Konkret24

Kto by uwierzył, że stara fotografia z ośrodka dla cudzoziemców zyska po trzech latach drugie życie - w postaci fake newsa. Oraz że powodem będzie stół z jedzeniem. A tak się stało. Fejka rozpowszechnił między innymi poseł Konfederacji Konrad Berkowicz.

"Pyszne jedzonko" w ośrodku dla cudzoziemców. Ale fejk niesmaczny 

"Pyszne jedzonko" w ośrodku dla cudzoziemców. Ale fejk niesmaczny 

Źródło:
Konkret24

"Dobra taktyka", "genialny pomysł" - polscy internauci chwalą francuskich rolników, którzy podczas demonstracji przeciw umowie Unii Europejskiej z Mercosur mieli rzekomo wpaść na pomysł napuszczania stad byków na kordony policji. Nagranie z tej "akcji" szeroko rozchodzi się w sieci.

Rolnicy "wypuszczają byki" na policjantów? Dziwna ta "corrida"

Rolnicy "wypuszczają byki" na policjantów? Dziwna ta "corrida"

Źródło:
Konkret24

Były premier uderza w obecny gabinet, twierdząc, że w czasach Donalda Tuska "luka VAT znowu rośnie". I mimo że ten wskaźnik w ostatnim czasie budzi kontrowersje, to dane krajowe i unijne nie potwierdzają słów Mateusza Morawieckiego.

Morawiecki grzmi: luka VAT znowu rośnie. Gdzie?

Morawiecki grzmi: luka VAT znowu rośnie. Gdzie?

Źródło:
Konkret24

Podobno po tym, jak Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny akt o usługach cyfrowych, nie mamy się czym martwić - bo przecież prawo umożliwia blokowanie wszystkich nielegalnych treści w sieci. Tak przekonują ludzie prezydenta. Na pewno nie uwierzy im 15-latka, której policja już odmówiła pomocy. My również nie liczmy na to, że gdy nasze zdjęcie zostanie "rozebrane" przez AI, polskie prawo nam pomoże.

Skutki weta Nawrockiego? Polacy zostali w bikini, a tak naprawdę - bez

Skutki weta Nawrockiego? Polacy zostali w bikini, a tak naprawdę - bez

Źródło:
TVN24+

"Patrol konfidentów", "cały kraj zamienia się w kraj donosicieli" - takie komentarze wzburzonych internautów można przeczytać pod ogłoszeniami o naborze do samozwańczej "służby sąsiedzkiej" w wielu polskich miastach. Zaczęliśmy więc jej szukać - i przestrzegamy przed tymi ogłoszeniami.

"Służba sąsiedzka. Kto chętny dołączyć?". Uwaga na te ogłoszenia

"Służba sąsiedzka. Kto chętny dołączyć?". Uwaga na te ogłoszenia

Źródło:
Konkret24

Prawo i Sprawiedliwość straszy, że w 2026 roku zdrożeją ceny biletów w komunikacji miejskiej w dużych miastach - bo tak zdecydował rząd Tuska. To przykład, jak w jednym przekazie można podwójnie manipulować.

W dużych miastach bilety "zdrożeją o 10 procent"? Co oni wymyślili

W dużych miastach bilety "zdrożeją o 10 procent"? Co oni wymyślili

Źródło:
Konkret24

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro twierdzi, że jego wyjazd na Węgry nie był ucieczką. I że ze zdziwieniem dowiedział się - będąc już za granicą - że planowano przeciwko niemu jakieś postępowanie. Przypominamy więc, o czym i kiedy informowano publicznie w jego sprawie.

Ziobro: "nie wiedziałem, że uruchomią postępowanie". Przypominamy sekwencję zdarzeń

Ziobro: "nie wiedziałem, że uruchomią postępowanie". Przypominamy sekwencję zdarzeń

Źródło:
Konkret24

Nagranie, na którym amerykański biskup zabrania rzekomo agentom ICE wejść do kościoła, obiegło media społecznościowe - za granicą i w Polsce. Jest gorąco komentowane w związku z tragedią w Minneapolis. W tym filmie nie chodzi o prawdę, ale może chodzić o pieniądze.

"Nie jesteście tu mile widziani". Starcie biskupa z agentem ICE - czy z rzeczywistością?

"Nie jesteście tu mile widziani". Starcie biskupa z agentem ICE - czy z rzeczywistością?

Źródło:
Konkret24

Setki tysięcy wyświetleń generuje w internecie nagranie pokazujące zamieszki na ulicach, podczas których podpalane są samochody. Rozpowszechniający je internauci twierdzą, że to Iran podczas trwających tam teraz przeciwrządowych manifestacji. Inni podają jednak, że to Paryż albo Los Angeles. Nikt z nich nie ma racji.

Tak, Irańczycy "walczą na ulicach". Ale na tym filmie tego nie widać

Tak, Irańczycy "walczą na ulicach". Ale na tym filmie tego nie widać

Źródło:
Konkret24

Wielka Brytania na czele, Polska w czołówce - tak wyglądać ma "ranking" krajów z największą liczbą aresztowanych za wpisy w internecie. Gdy jednak zajrzeć do źródeł, ta efektowna narracja szybko się rozpada.

"Polska w światowej czołówce aresztowań za wpisy" w sieci. "Skąd to wzięli"

"Polska w światowej czołówce aresztowań za wpisy" w sieci. "Skąd to wzięli"

Źródło:
Konkret24

Internauci chwalą rzekome "odchudzenie" kalendarza szczepień dzieci w USA - i jednocześnie krytykują aż "88 szczepionek" w polskim kalendarzu. Na dokładkę snują teorie spiskowe o nazistowskiej symbolice. Cała ta narracja to zlepek nieporozumień i błędnego porównywania liczby zastrzyków do liczby podawanych szczepionek.

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Źródło:
Konkret24

Unia Europejska "przyjęła nas do swojego grona, aby doić z kasy" - tak internauci komentują informację o horrendalnej kwocie 2,5 biliona złotych, które Polska miałaby rzekomo zapłacić za unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. To jednak podwójna manipulacja związana z raportem pewnej fundacji. Pokazujemy, kto za nią stoi.

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

Źródło:
Konkret24

W Niemczech zarabia się lepiej, a że ceny w Polsce mamy już podobne jak tam, to poziom życia Polaków jest trzykrotnie niższy niż Niemców - taką ekonomiczną tezę ogłosił sędzia Kamil Zaradkiewicz. Tylko że posłużył się złymi wskaźnikami i starymi danymi. Co więc dane ekonomiczne mówią o życiu w Polsce i Niemczech?

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

Źródło:
Konkret24

Tysiące wyświetleń generuje w sieci nagranie z polskimi dziećmi śpiewającymi ukraiński hymn. Sprawę nagłośnił poseł PiS Dariusz Matecki - wraz z przekazem, że "dzieci zmuszane są do śpiewania hymnu Ukrainy". Nie ma na to potwierdzenia, nagranie jest stare, a publikowanie go teraz ma zapewne służyć wzmacnianiu antyukraińskich nastrojów.

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Źródło:
Konkret24

Amerykańskie działania w Wenezueli miały wywołać masowe protesty w Stanach Zjednoczonych - twierdzi poseł Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej. Tylko że nagrania, które ma potwierdzać jego tezę, nie mają związku z aktualnymi wydarzeniami.

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

Źródło:
Konkret24

"Maduro jest wożony po Nowym Jorku i pokazywany mieszkańcom miasta", "Trump woził go po ulicach jak schwytane zwierzę" - twierdzą internauci, którzy zamieszczają i komentują nagranie pokazujące przejazd otwartej furgonetki. Nic nie wskazuje, że był w niej przewożony wenezuelski dyktator.

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Źródło:
Konkret24

Prezydent USA Donald Trump mówi o "doktrynie Donroego", która ma być czymś więcej niż słynna doktryna Monroego. Eksperci dostrzegają podobieństwa, ale też wskazują różnice. Co takiego ogłosił piąty prezydent Stanów Zjednoczonych James Monroe?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Źródło:
Konkret24

"Zobacz Donaldzie Tusku, jak kończą dyktatorzy" - napisał na platformie X były minister w rządzie Zjednoczonej Prawicy Mariusz Kamiński, zamieszczając rzekome zdjęcie Nicolasa Maduro pojmanego przez żołnierzy USA. To nie tylko "przekroczenie kolejnych granic", lecz przede wszystkim fałszywka.

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Źródło:
Konkret24

Zdaniem części wojskowych opublikowanie tych zdjęć było "absolutnie niedopuszczalne" i "kompromitujące". Według ekspertów wojskowości - na pewno niepotrzebne. I choć Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ripostuje, że zdjęcia z wizyty prezydenta na wschodniej granicy nie ujawniają wrażliwych danych, to pewne informacje zawierają. Komu i do czego przydatne?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Źródło:
TVN24+