Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował na swojej stronie dokument, który jest cytowany teraz przez środowiska antycovidowe jako potwierdzenie "fałszywej pandemii". Eksperci punktują nieścisłości i brak dowodów na tezy w materiale - i są zdumieni, że ukazał się on na stronie instytucji rządowej.

Ogromną dyskusję wśród użytkowników mediów społecznościowych - w tym lekarzy specjalistów - wywołuje informacja, jakoby teraz się okazało, że testy na COVID-19 były nieskuteczne. "8-9 testów na 10 było fałszywych. Na podstawie tych testów, ludzi kierowano na oddziały covidowe, zamiast na docelowe związane z ich chorobą. Umierali w samotności, bez bliskich, bez kapelana, bez sakramentów. Dla mnie to męczennicy, ale winni temu to zwykli zbrodniarze" - napisała 2 kwietnia jedna z użytkowniczek Twittera (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Ten post zebrał 3,4 tys. polubień, ponad 800 razy podano go dalej.

Wprowadzający w błąd tweet o "fałszywych" testach na COVID-19
Wprowadzający w błąd tweet o "fałszywych" testach na COVID-19 Foto: Twitter

Komentujący wpis internauci nie przebierali w słowach: "Doskonale o tym wiedzieli od samego początku, ale bezczelni karmili kłamstwem społeczeństwo"; "Winni temu to zwykli zbrodniarze - tak zwani lekarze"; "Kto poniesie odpowiedzialność na pozbawienie wolności tych ludzi i tysięcy innych?".

A gdy jeden zapytał o źródło tych sensacyjnych doniesień, autorka posta odesłała go do profilu lekarza Pawła Basiukiewicza, znanego z krytykowania państwowej strategii walki z pandemią COVID-19. Ten z kolei odesłał do strony internetowej Narodowego Funduszu Zdrowia. W oddzielnym poście pokazał zrzut ekranu opublikowanego na stronie NFZ fragmentu dokumentu Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) pt. "Zalecenia postępowania diagnostycznego w sytuacji zmniejszenia zagrożenia epidemicznego związanego z COVID-19".

Ten dokument - udostępniony na witrynie rządowej instytucji - wywołał właśnie burzę wśród sceptyków pandemii, ale również oburzenie lekarzy. Jak ustaliliśmy, nie przekazuje prawdy.

Zmiana zasad testowania i ich wpływ na liczbę wykonywanych testów (materiał "Faktów" TVN)

Co jest w dokumencie na stronie NFZ

"Zalecenia..." Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji opublikowano na stronach NFZ 28 marca. Fragment, który wyróżnił Basiukiewicz, to punkt drugi. Autorzy uzasadniają w nim, dlaczego nie zaleca się już rutynowego testowania w kierunku SARS-CoV-2 pacjentów bezobjawowych przed wizytą w punkcie podstawowej opieki zdrowotnej oraz planową lub nagłą hospitalizacją. "Trafność diagnostyczna zarówno testów antygenowych, jak i genetycznych u pacjentów bezobjawowych jest niższa niż u pacjentów objawowych – wysoki odsetek wyników fałszywych" - piszą.

Przypomnijmy: 1 kwietnia weszły w życie zmiany w zasadach testowania osób podejrzewających u siebie COVID-19. Od tego dnia testu nie można wykonać za darmo w aptekach i punktach wymazowych. Decyzję o teście wydaje lekarz rodzinny.

Fragment dokumentu Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji
Fragment dokumentu Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji Foto: www.nfz.gov.pl

Według autorów dokumentu w przypadku pacjentów bezobjawowych:

  • "Przy niskim rozpowszechnieniu choroby (1 proc.) - odsetek wyników fałszywie pozytywnych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu: 85-91 proc. dla testów PCR; 53-63 proc. dla testów antygenowych;
  • przy wysokim rozpowszechnieniu choroby (10 proc.) – odsetek wyników fałszywie pozytywnych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu: 34-66 proc. dla testów PCR; 87-91 proc. dla testów antygenowych".

Czyli wynika z tego, że przy dużym rozpowszechnieniu choroby odsetek wyników fałszywie pozytywnych ma być mniejszy dla testów PCR i wyższy dla testów antygenowych (co to znaczy, że tekst daje wynik fałszywie dodatni, wyjaśnialiśmy w Konkret24). Poza tym autorzy "Zaleceń..." dodają, że gdy liczba zakażeń SARS-CoV-2 spada, zastosowanie testów PCR lub testów antygenowych wśród osób bezobjawowych może prowadzić do uzyskania wyników fałszywie dodatnich - "co może powodować niepotrzebne odsunięcie w czasie m.in. planowych hospitalizacji, leczenia chorób podstawowych pacjenta, a tym samym potencjalnie wpływać na pogorszenie stanu zdrowia". Te stwierdzenia podparto w dokumencie odnośnikami do ośmiu publikacji naukowych.

"Zostaliśmy oszukani", "testy PCR - fałszywe", "kto poniesie odpowiedzialność za te 2 lata plandemii"

Wielu internautów zrozumiało z tego tylko tyle, że testy dają po prostu w przeważającej części wyniki fałszywe. O dokumencie na stronie NFZ informował np. Rafał Piech, prezydent Siemianowic Śląskich, który od miesięcy w swoich publicznych wystąpieniach walczy z "segregacją sanitarną" czy "okłamywaniem przez ekspertów".

"Eksperci potwierdzają. Testy PCR - Fałszywe" - napisał 5 kwietnia Piech na Twitterze, zamieszczając link do ponad dwunastominutowego swojego wideo, w którym przekonuje m.in., że "zostaliśmy oszukani".

Tweet prezydenta Siemianowic Śląskich
Tweet prezydenta Siemianowic Śląskich Foto: Twitter

Rafał Piech, omawiając dokument opublikowany przez NFZ, grzmi: "To jest to, co mówiliśmy o testach PCR; to jest to, co mówiliśmy o tych wszystkich niepotrzebnych lockdownach". I dalej opowiada o pacjentach, którzy nie mogli uzyskać pomocy lekarskiej w szpitalach z powodu przeciążenia związanego z COVID-19, powtarza teorie koronasceptyków, komentuje zmianę strategii leczenia COVID-19. "Niestety zostaliśmy oszukani" - podsumowuje.

Pod tweetem Piecha pisali oburzeni internauci: "Zadna nowość!!! Tylko po co im bylo Nasze DNA ???"; "Tylko kto poniesie odpowiedzialność za te 2 lata plandemii", "Ciekawe co teraz sobie myślą idioci wierzący w cały ten cyrk przez ostatnie dwa lata".

Na Twitterze wypowiedziała się też Konfederacja. Administrator jej profilu odpowiedział na tweeta byłego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, który wspomniany fragment "Zaleceń..." nazwał "pełną kompromitacją Ministerstwa Zdrowia". "Przecież za jakiekolwiek wątpliwości ramię w ramię z PiS nas cenzurowaliście, wyśmiewaliście i wyzywaliście. Teraz udajecie zdziwionych, bo mieliśmy rację?" - czytamy na profil Konfederacji. Tweeta polubiło 1,6 tys. internautów.

Wpis na twitterowym profilu Konfederacji
Wpis na twitterowym profilu Konfederacji Foto: Twitter

Prof. Szuster-Ciesielska: w żadnej pracy, na którą powołuje się AOTMiT, nie ma takich danych

Jednak "Zalecenia..." na stronach NFZ wywołały też konsternację wśród ekspertów zajmujących się COVID-19. "Pisanie takich rzeczy o odsetku testów fałszywie pozytywnych raczej nie poprawia waszej wiarygodności @MZ_GOV_PL. Sabotaż? Fake news? Kłamstwo? Niekompetencja?" - pytał 2 kwietnia na Twitterze prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

3 kwietnia prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie opublikowała na Facebooku komentarz omawiający osiem publikacji naukowych, na które powoływali się autorzy dokumentu Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Wpis prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej na Facebooku
Wpis prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej na Facebooku Foto: facebook

Według prof. Szuster-Ciesielskiej w żadnej pracy, na którą powołuje się dokument AOTMiT, nie ma informacji o tak wysokim odsetku fałszywie pozytywnych wyników testów RT-PCR czy antygenowych u osób bez lub z objawami COVID-19. Profesor pisze, że dostępne badania potwierdzają, iż wraz ze spadkiem rozpowszechnienia choroby odsetek fałszywie pozytywnych wyników testów RT-PCR i antygenowych może wzrosnąć - co jej zdaniem przeczy stwierdzeniom autorów dokumentu.

Analizując osiem tekstów, na które powołali się autorzy dokumentu, profesor zaczęła od artykułu brytyjskich naukowców związanych m.in. z Uniwersytetem w Birmingham. Napisali, że w hipotetycznej grupie tysiąca osób z podejrzeniem zakażenia SARS-CoV-2 i przy dziesięcioprocentowym rozpowszechnieniu choroby było 105 dodatnich wyników testu PCR, z czego 10 fałszywie dodatnich. "Trafność oznaczenia wynosi 90,5 proc." - pisze prof. Szuster-Ciesielska. W artykule uczonych z Holandii związanych m.in. z Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Utrechcie wykazano, że szybki test antygenowy Panbio identyfikuje 81-90 proc. przedobjawowych i wczesnych bezobjawowych zakażeń SARS-CoV-2 z wysoką swoistością. "W badaniu przedstawionym w tej pracy nie zaobserwowano fałszywie dodatnich wyników testów antygenowych" - zauważa prof. Szuster-Ciesielska.

pracy tajwańskich uczonych wykazano skuteczność testów antygenowych, a w analizowanej próbie było 4,63 proc. wyników fałszywie dodatnich. W pracy autorstwa holenderskich badaczy wykazano, że czułość oznaczania koronawirusa dwóch szybkich testów antygenowych (Veritor i Biosensor) w materiale pobranych od osób bezobjawowych i przedobjawowych wynosiła ponad 60 proc. Jednocześnie - na co zwraca uwagę prof. Szuster-Ciesielska - autorzy wysuwają wniosek, że liczba fałszywie dodatnich wyników szybkich testów antygenowych może wzrosnąć, gdy częstość występowania SARS-CoV-2 spada. Ekspertka zauważa w tym miejscu, że nie zgadza się to z wartościami procentowymi zacytowanymi w pracy sygnowanej przez AOTMiT, choć praca potwierdza wniosek Agencji o większym ryzyku wystąpienia fałszywie pozytywnego wyniku testu PCR.

"Rezygnacja z rehabilitacji pacjentów pocovidowych to katastrofa"

pracy naukowej z Filipin analizowano wyniki 2,7 tys. testów PCR, wśród których 16,4 proc. było fałszywie pozytywnych. W brytyjskim opracowaniu wykazano, że prawdopodobieństwo wykrycia infekcji testem PCR wynosiło 77 proc. cztery dni po zakażeniu i spadło do 50 proc. po 10 dniach. O wynikach fałszywie dodatnich nie wspomniano. Podobnie nie wspomina się o wynikach fałszywie dodatnich w cytowanym fińskim opracowaniu. W ostatniej z analizowanych prac - dokumencie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - według prof. Szuster-Ciesielskiej w ogóle nie ma danych, na które można byłoby się powołać w "Zaleceniach...." opublikowanych na stronie NFZ.

NFZ: nie zajmujemy się recenzowaniem wytycznych. AOTMiT pracuje nad komunikatem

Analizę prof. Szuster-Ciesielskiej i pytania, na jakiej podstawie w "Zaleceniach...." wskazano tak wysokie wartości odsetka testów fałszywie pozytywnych, wysłaliśmy do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Poinformowano nas, że agencja przygotowuje komunikat w tej sprawie, bo "wymaga ona komentarza".

Narodowy Fundusz Zdrowia poprosiliśmy o odniesienie się do treści opublikowanego na jego stronie dokumentu i do debaty, jaką wywołał w sieci. "Proszę wybaczyć, ale Narodowy Fundusz Zdrowia jest płatnikiem świadczeń zdrowotnych. Nie zajmuje się oceną, czy recenzowaniem zaleceń i wytycznych opracowanych przez ekspertów i instytucje do tego powołane. W szczególności dotyczy to merytorycznej (medycznej) części tych zaleceń i wytycznych" - odpisał Konkret24 Paweł Florek, zastępca dyrektora Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.

Prof. Pyrć: autorzy odwołali się do paradoksu

Profesor Agnieszka Szuster-Ciesielska w rozmowie z Konkret24 podkreśla, że dokument AOTMiT potraktowała jak publikację, których wiele recenzuje. - Nie wiem, dlaczego takie opracowanie zostało opublikowane i na jakiej podstawie autorzy umieścili takie nieprawdziwe dane - mówi. Podane w tekście odsetki wyników fałszywie pozytywnych ekspertka nazywa "skandalicznie zawyżonymi". - Wskazano olbrzymie wartości, co w praktyce nie jest spotykane i co udowodniłam, przeprowadzając analizę publikacji naukowych. Należałoby tutaj zapytać, skąd zatem wzięła się tak duża liczba hospitalizacji i zgonów, skoro liczba wyników fałszywie dodatnich była rzekomo tak wysoka - stwierdza prof. Szuster-Ciesielska.

Profesor Krzysztof Pyrć sądzi, że autorzy "Zaleceń..." odwołali się do pewnego paradoksu, który mówi, że przy bardzo małym rozpowszechnieniu choroby w populacji większość próbek pozytywnych może być fałszywie pozytywna. - Upraszczając, jeżeli mamy test bardzo dobrej jakości, na przykład 99 procent, to można powiedzieć, że w grupie 100 osób uzyskamy jeden wynik fałszywie pozytywny - tłumaczy prof. Pyrć. - Jeżeli jednocześnie mamy w tej samej grupie 10 przypadków prawdziwie pozytywnych, zobaczymy w sumie 11 wyników dodatnich, z czego 9 procent (1 przypadek z 11) będzie fałszywie pozytywne. Idąc dalej, jeżeli choroba zniknie, zobaczymy tylko wyniki fałszywie pozytywne - zobaczymy tylko ten jeden przypadek: 100 procent testów będzie fałszywe. Nie wynika to ze słabej jakości testów, tylko z matematyki - wyjaśnia ekspert.

Również prof. Pyrć nie wie, skąd cytowane w "Zaleceniach..." wysokie wartości odsetka testów fałszywie pozytywnych. Profesor podkreśla, że badania pokazują, iż wyniki fałszywie pozytywne są znacznie rzadziej spotykane. - Nie bez powodu stosowane testy są testami dwugenowymi czy trzygenowymi, które mają wewnętrzną walidację. Ryzyko uzyskania fałszywie pozytywnego wyniku testu jest zatem bliskie zeru - mówi. Ekspert uważa, że w tekście AOTMiT brakuje szczegółów dotyczących metodologii, założeń czy wartości początkowych.

Koniec z większością obostrzeń w Polsce. Eksperci apelują o ostrożność

Szuster-Ciesielska: dokument przyniósł wiele szkody

Eksperci podkreślają, że merytoryczna wartość dokumentu to jedno, a jego opublikowanie na stronie NFZ to drugie - bo wywołało reakcje społeczne, których konsekwencji nie znamy. Według prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej dokument "przyniósł wiele szkody". - Jest szeroko cytowany przez środowiska antyszczepionkowe, dla których ma być potwierdzeniem 'fałszywej pandemii' - podkreśla.

- Nie każdy jest specjalistą w tym temacie i część społeczeństwa zrozumiała, że 90 procent testów pozytywnych to fałszywe wyniki - mów prof. Krzysztof Pyrć. - Chciałbym teraz zobaczyć, co się będzie działo, jeśli będzie konieczność ponownego włączenia testowania. Jak ja mam spojrzeć ludziom w oczy, jeśli na oficjalnej stronie ośrodka rządowego lądują takie bzdury? - pyta profesor. - Szkoda społeczna takiej publikacji jest nie do przecenienia - podsumowuje.


Aktualizacja 8 kwietnia 2022 roku

Po publikacji naszego tekstu na stronie internetowej Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji pojawił się komunikat. Podtrzymano w nim kluczowe zalecenie sformułowane w dokumencie dotyczące nietestowania pacjentów bezobjawowych. Znalazło się w nim poprawione zdanie "Zaleceń...": "W sytuacji spadającej liczby przypadków SARS-CoV-2 zastosowanie testów w populacji osób bezobjawowych może prowadzić do wzrostu ryzyka uzyskania wyników fałszywie dodatnich" (w poprzedniej wersji nie było słów "wzrostu ryzyka").

AOTMiT przyznała, że w jej zaleceniach doszło do "omyłki", która dotyczyła prawdopodobieństwa wyników fałszywie pozytywnych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu. Poprawiony fragment zaleceń brzmi: "Przy niskim rozpowszechnianiu choroby (1 proc.) - odsetek wyników fałszywie pozytywnych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu: 25-56 proc. dla testów genetycznych; 53-63 proc. dla testów antygenowych. Przy wysokim rozpowszechnieniu choroby (10 proc.) odsetek wyników fałszywie pozytywnych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu: 3-10 proc. dla testów genetycznych; 9-13 proc. dla testów antygenowych". Nie odsyła jednak do prac naukowych, które to potwierdzają.

Na stronie Narodowego Funduszu Zdrowia 8 kwietnia w informacji o zmianach zasad testowania nie było już linku do "Zaleceń..." AOTMiT.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

120 tysięcy funtów za brak informacji o ryzyku szczepienia? To manipulacja

Brytyjski rząd ma rzekomo informować, że za pogorszenie stanu zdrowia i niepoinformowanie "o ryzyku zdrowotnym związanym ze szczepionką przeciw COVID-19" przysługuje 120 tysięcy funtów odszkodowania - taki przekaz rozsyłają internauci. Nie jest prawdziwy, wynika z manipulacji przepisami.

Nadmiarowe zgony w Europie: Polska wciąż wysoko

Dane o nadmiarowych zgonach z miesięcy na przełomie roku dowodzą, że Polska zajmuje wciąż wysokie miejsce w zestawieniu państw Unii Europejskiej i EFTA. Statystyki z lutego są jednak optymistyczne.