Politycy PiS zapowiadają przesunięcie na 2024 rok wyborów samorządowych. I podpierają się stanowiskiem Państwowej Komisji Wyborczej. Tyle że PKW żadnego stanowiska w sprawie przesunięcia tych wyborów nie zajmowała.

O tym, że PiS zamierza wydłużyć obecną kadencję samorządów (wydłużoną z czterech do pięciu lat od wyborów w 2018 roku) i przenieść wybory na 2024 rok spekuluje się już od końca maja. "Dziennik Gazeta Prawna" 30 maja napisał, że w wakacje pojawi się projekt stosownej ustawy. Dzięki temu, wybory samorządowe nie odbywały się w tym samym roku, co wybory parlamentarne. Czteroletnia kadencja Sejmu i Senatu także kończy się jesienią 2023 roku. Na dodatek oba głosowania dzieliłoby zaledwie kilka tygodni.

Zmiana terminu wyborów parlamentarnych jest trudna do przeprowadzenia - zgodnie z Konstytucją jest to tylko możliwe w sytuacji skrócenia kadencji Sejmu (przez samorozwiązanie, przez nieuchwalenie budżetu, braku wotum zaufania dla rządu) lub w przypadku wprowadzenia jednego ze stanów nadzwyczajnych. W przypadku wyborów samorządowych wystarczy zmiana odpowiednich przepisów kodeksu wyborczego i ustaw samorządowych.

12.06.2022 | PiS chce przesunąć wybory samorządowe na wiosnę 2024 roku

Bo to sygnalizuje PKW

"Nie ma decyzji, ale faktycznie jest dyskusja o tym, w jaki sposób pogodzić kalendarz wyborczy parlamentarny i samorządowy" – tak te doniesienia komentował 3 czerwca w Radiu Zet rzecznik rządu i poseł PiS Piotr Mueller. "W tym samym czasie trwałyby dwie kampanie wyborcze, co jest problematyczne jeśli chodzi o rozliczanie komitetów wyborczych" – mówił.

Z późniejszych słów wicemarszałka Sejmu z PiS Ryszarda Terleckiego wynikałoby jednak, że decyzja o przesunięciu terminu wyborów samorządowych już zapadła. "Państwowa Komisja Wyborcza sygnalizuje, że byłoby to przedsięwzięcie organizacyjne nie do udźwignięcia, więc jesteśmy zdecydowani zaproponować ustawę, która przesunie termin wyborów samorządowych o pół roku" – powiedział Ryszard Terlecki 6 czerwca w Radiu Kraków.

W podobnym tonie mówił 14 czerwca w państwowej telewizji Krzysztof Sobolewski, sekretarz generalny partii. "Państwowa Komisja Wyborcza  wypowiedziała się, że to są jedyne wybory, które nie powinny być łączone, zbieg wyborów parlamentarnych i samorządowych nie powinien nastąpić" – mówił w "Kwadransie politycznym" na antenie TVP1. "Opieramy się na stanowisku PKW, która organizuje wybory i odpowiada za ich przebieg" – dodał poseł Sobolewski.

Tego samego dnia po południu prezes PiS  Jarosław Kaczyński stwierdził w rozmowie w radiowej Trójce, że "jeżeli uznamy, że technicznie, a tak mówi też Państwowa Komisja Wyborcza, przeprowadzenie tych wyborów w bardzo bliskim terminie jest co najmniej niezmiernie trudne, to trzeba tę sprawę przeanalizować, ale ta analiza nie jest jeszcze w tej chwili zakończona. Nie chcę w żadnym razie twierdzić, że ta sprawa już jest w tej chwili zdecydowana" - powiedział Kaczyński.

Dodał, że decyzja w tej sprawie będzie musiała zapaść szybko i w "w pełnej współpracy" z prezydentem Andrzejem Dudą. "Proszę pamiętać, że w tych sprawach wyborczych nie można działać blisko wyborów" - zaznaczył prezes PiS.

PKW – nie wypowiada się w kwestiach politycznych

W związku z wypowiedziami polityków PiS wysłaliśmy do Państwowej Komisji Wyborczej następujące pytania:

  • Czy od zakończenia wyborów parlamentarnych w 2019 roku do dnia dzisiejszego Państwowa Komisja Wyborcza na swoich posiedzeniach dyskutowała kwestię zbiegu terminu wyborów parlamentarnych i samorządowych w 2023 roku?
  • Czy w tej kwestii PKW przyjęła jakąkolwiek uchwałę lub stanowisko?
  • Czy w sprawie zbiegu terminu wyborów parlamentarnych i samorządowych w 2023 roku przewodniczący PKW lub PKW występowała do władz państwowych z sugestią zmiany przepisów kodeksu wyborczego, lub zmiany terminu wyborów samorządowych?

W odpowiedzi z 14 czerwca biuro prasowe Krajowego Biura Wyborczego odpisało, że "Państwowa Komisja Wyborcza – jako stały najwyższy organ wyborczy w Polsce – nie jest uprawniona do wydawania opinii i zajmowania stanowisk w sprawach o charakterze politycznym, a taki charakter mają poruszone przez Pana kwestie". PKW dalej podkreśla, że "Komisja podejmuje działania wyłącznie w zakresie ustawowych uprawnień. W zakresie zarządzania wyborów Kodeks wyborczy przewiduje, że Państwowa Komisja Wyborcza jedynie opiniuje, co do zgodności z przepisami prawa, kalendarz wyborczy ustalony w akcie o zarządzeniu wyborów" – stwierdziło KBW.

Podobnej odpowiedzi szefowa KBW Magdalena Pietrzak udzieliła 7 czerwca Wirtualnej Polsce, dodając, że "komplikacje mogą dotyczyć m.in. powoływania komisji wyborczych czy rejestracji kandydatów. Komitety mogą mieć trudności w oddzieleniu finansowania obu kampanii, a PKW w kontroli tych wydatków".

Według posła PiS z którym kontaktowaliśmy się, ta wypowiedź szefowej KBW ma być podstawą słów polityków PiS o stanowisku PKW. Tyle że Wirtualna Polska przytoczyła ją w tekście z 7 czerwca, a marszałek Terlecki na opinię PKW powoływał się już dzień wcześniej.

Wybory samorządowe przesunięte na 2024 rok? Terlecki: jesteśmy zdecydowani zaproponować ustawę

Wybory są niezależne od pozostałych

W historii wyborów od 1989 roku tylko pięć razy mieliśmy do czynienia z sytuacją podwójnych wyborów w jednym roku. Czterokrotnie odstęp czasowy między nimi wynosił pięć miesięcy. Najkrótszy odstęp czasowy był w 2005 roku - I tura wyborów prezydenckich odbyła się 9 października, dwa tygodnie po wyborach parlamentarnych z 25 września.

"Konstytucja zakłada, że wszelkie wybory odbywają się niezależnie od pozostałych" – zauważa konstytucjonalista dr Mateusz Radajewski, pytany przez Konkret24 o wysuwany przez PiS argument o "zbiegu wyborów". "Łączenie różnych procedur wyborczych samo w sobie nie służy więc realizacji żadnej wartości konstytucyjnej, zwłaszcza gdyby miało się to odbyć za pomocą tak kontrowersyjnego środka, jakim jest ustawowa modyfikacja trwającej już kadencji" – stwierdza dr Radajewski z Wydziału i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu SWPS.

Zdaniem dr Radajewskiego, jeżeli kadencja samorządowa miałaby zostać przedłużona i "jeżeli ma być to być zmiana jednorazowa, należałoby uchwalić osobną ustawę, która będzie przewidywała, że trwająca obecnie kadencja ulega przedłużeniu i nie mają do niej zastosowania zwykłe terminy przewidziane w ustawach samorządowych".

Nie PKW, tylko Trybunał Konstytucyjny

Sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski zastrzegał w swojej wypowiedzi dla TVP1, że jego partia nie zamierza zmieniać ordynacji wyborczej. Jak stwierdził poseł Sobolewski "zgodnie ze stanowiskiem PKW zmiany w ordynacji, kodeksie wyborczym powinny być procedowane w terminie przynajmniej roku od terminu najbliższych wyborów".

Pytane o takie stanowisko PKW, biuro prasowe KBW odpowiedział, że "sprawa okresu, w których nie powinny być przeprowadzane zmiany w prawie wyborczym, nie wynika z opinii Państwowej Komisji Wyborczej, lecz z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego".

03.06.2022 | Opozycja, samorządy i organizacje społeczne chcą zadbać o uczciwe wybory. Podpisali porozumienie

Istotnie, w wyroku z 3 listopada 2006 roku Trybunał określił sześciomiesięczny termin na istotne zmiany w prawie wyborczym. Oceniając przepisy ówczesnej ordynacji samorządowej, Trybunał stwierdził, iż "konieczność zachowania co najmniej sześciomiesięcznego terminu od wejścia w życie istotnych zmian w prawie wyborczym do pierwszej czynności kalendarza wyborczego jest nieusuwalnym co do zasady normatywnym składnikiem treści art. 2 Konstytucji" (art. 2 Konstytucji: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej).

Jak czytamy dalej w uzasadnieniu wyroku: "wszystkie nowelizacje prawa wyborczego w przyszłości będą konfrontowane przez Trybunał Konstytucyjny z tak właśnie pojmowanym wymogiem konstytucyjnym, wynikającym z zasady demokratycznego państwa prawnego".

Zapytaliśmy służby prasowe PiS, czy władze tej partii otrzymały z PKW jakiekolwiek opinie w sprawie zbiegu terminu wyborów, czekamy na odpowiedź.

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24, zdjęcie: M. Obara/PAP, R. Guz/PAP, P. Supernak/PAP

Pozostałe

"Prezydenci z PO dali sobie podwyżki"? Nie, dała ustawa. I nie tylko im

O "dewaluacji władzy" i "demoralizacji zachowań" piszą internauci, komentując rozsyłaną na Twitterze informację, że kilkoro prezydentów największych miast - tych wspieranych przez PO - nie zważając na kryzys, podniosło sobie pensje. To fałszywa teza. Wyjaśniamy, na czym polega manipulacja.