"Pensje rektora, księgowego i organów uczelni są jawne" - napisał na Twitterze wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin. To była jego odpowiedź na sugestię prezesa NBP Adama Glapińskiego, by pracownicy banku "zasypali" ministra Gowina pytaniami o zarobki rektorów uczelni publicznych. Takie pytania Konkret24 zadał przedstawicielom czterech polskich uniwersytetów.

Jarosław Gowin na początku lutego napisał na Twitterze, prawdopodobnie w odpowiedzi Adamowi Glapińskiemu: "Na mocy art. 140 ustęp 5 Konstytucji dla Nauki pensje rektora, księgowego i organów uczelni są jawne. Dobra zmiana dokonała się na uczelniach. Najwyższa pora, by dotarła szerzej".

Jawne, ale dopiero po zapytaniu

Zarobki, o których napisał wicepremier Gowin rzeczywiście są jawne - ale informacji o tym, ile zarabia rektor publicznej uczelni nie znajdziemy na jej stronach internetowych czy w Biuletynie Informacji Publicznej. O zarobkach rektorów dowiemy się dopiero wtedy, kiedy otrzymamy odpowiedź na wniosek złożony w trybie, jaki określa ustawa o dostępie do informacji publicznej.

Pytana przez nas instytucja powinna udzielić odpowiedzi na nasz wniosek "bez zbędnej zwłoki", ale maksymalnie w terminie 14 dni od złożenia wniosku.

Konkret24 zwrócił się do rzeczników czterech największych polskich uniwersytetów z pytaniem, jak zapis o jawności zarobków rektorskich jest realizowany w praktyce. Czy wysokość zarobków, określonych w art. 140 ustawy prawo o szkolnictwie wyższym i nauce jest podawana do publicznej wiadomości, np. na stronach internetowych uczelni, czy w Biuletynie Informacji Publicznej?

W przewidzianym ustawą terminie (choć w niektórych przypadkach - w ostatnim dniu) otrzymaliśmy niemal tak samo brzmiącą odpowiedź - zarobki są jawne, ale dopiero po zapytaniu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

To casus podobny do opisywanej wcześniej przez Konkret24 sprawy zarobków prezydenta Andrzeja Dudy. Także na kanwie opisywanych zarobków w NBP, Andrzej Duda powiedział, że "Nie ukrywam, że zazdroszczę. Jakie jest uposażenie prezydenta Rzeczypospolitej, to wszyscy wiedzą". Wysokość zarobków prezydenta nie jest jednak publicznie znana i nie jest podawana do publicznej wiadomości przez Kancelarię Prezydenta. Dopiero po pytaniach Konkret24 wiadomo, że Andrzej Duda zarabia średnio miesięcznie ok. 20,3 tys. złotych brutto.

Prezydent też może zazdrościć

Ten sam artykuł prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, który w swoim internetowym wpisie przywołał wicepremier Gowin, stwierdza, że wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny rektora uczelni publicznej ustala minister na wniosek rady uczelni. Nie może być ono wyższe niż 300 proc. średniego wynagrodzenia zasadniczego w uczelni osób zatrudnionych na stanowisku, na którym zatrudniony jest rektor, a dodatek funkcyjny nie może przekraczać 100 proc. wynagrodzenia profesora danej uczelni. Rada szkoły wyższej może przyznać rektorowi tzw. dodatek zadaniowy.

I tak np., jak poinformowała rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego Anna Korzekwa-Józefowicz, wynagrodzenie rektora UW, zgodnie z decyzją ministra nauki z listopada 2016 r., obejmuje: wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 13 000 zł oraz przysługujące do końca kadencji dwa dodatki - funkcyjny (w wysokości 6900 zł), i dodatek, o który wnioskował do MNiSW Senat uczelni uchwałą z września 2016 (w wysokości 10 000 zł). Tak więc, wynagrodzenie rektora UW to 29 900 złotych brutto - czyli o ponad 9 tys. złotych więcej od miesięcznej pensji prezydenta.

Z kolei dr Aleksandra Bocheńska, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu ds. informacji publicznej, poinformowała, że wynagrodzenie zasadnicze rektora wynosi 12 tys. złotych, a dodatek funkcyjny w wysokości 6,9 tys. złotych - czyli w sumie 18 900 zł.

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak poinformowało nas biuro Kanclerza UJ, otrzymuje 13 200 złotych wynagrodzenia zasadniczego, 6900 złotych dodatku z tytułu pełnienia funkcji rektora i 13 200 złotych dodatkowego wynagrodzenia. W sumie - 33 300 tys. złotych brutto.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Adam Jezierski poinformował Konkret24, że jego miesięczne zarobki wynoszą 21 100 złotych brutto.

Zimny prysznic i bezwstyd

O jawności zarobków zrobiło się głośno po tym, jak "Gazeta Wyborcza" napisała o zarobkach dyrektor departamentu komunikacji i promocji oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP, które miałyby zarabiać ok. 65 tys. złotych miesięcznie.

"Jeśli te informacje się potwierdzą, to byłby to niezwykle bulwersując fakt"-  tak 7 stycznia powiedział dziennikarzom w Sejmie minister nauki Jarosław Gowin.

Dwa dni później prezes NBP na konferencji prasowej, stając w obronie dwóch pań dyrektor, powiedział, że "pan Gowin powinien dwa razy wziąć głęboki oddech, a jeśli to nie pomoże, to zimny prysznic i nie wypowiadać się w tym temacie".

"Radziłbym panu Gowinowi, żeby dwa razy oddech wziął zanim się wypowiada na temat NBP"

"Bezwstyd" - brzmiał lapidarny komentarz wicepremiera, zamieszczony na Twitterze.

O stosunek do zaleceń Glapińskiego Gowin był pytany także na antenie Polskiego Radia Białystok. - Na pierwszym roku studiów poddawano nas testom psychologicznym i wtedy pan psycholog, pamiętam, powiedział mi, że jestem nienormalnie opanowany, nienormalnie spokojny i nie potrzebuję takich technik relaksacyjnych - powiedział wicepremier. Nie chciał ciągnąć tematu zarobków w NBP. - Odpowiem biblijnie: com powiedział, powiedziałem. Nie zamierzam tego dalej komentować. Dalszą formą moich komentarzy są czyny, czyli działania - stwierdził.

Miesiąc później kolejne spięcie wywołał prezes NBP. 7 lutego na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej zachęcał wicepremiera Gowina do ujawnienia zarobków rektorów uczelni publicznych, które biorą pieniądze z podatków. "W gronie pracowników banku, dyrektorów i zarządu rzuciłem taką myśl - a może byśmy zachęcili 3300 pracowników NBP, żeby w trybie dostępu do informacji publicznej zasypali instytucje podległe premierowi Gowinowi z prośbą o poinformowanie, ile zarabiają pracownicy uczelni publicznych" - powiedział dziennikarzom prezes Glapiński.

Adam Glapiński zwraca się do Jarosława Gowina

Jak pokazuje analiza wykonania budżetu państwa w 2017 r., przeprowadzona przez Najwyższą Izbę Kontroli (wykonanie budżetu w 2018 r. NIK właśnie kontroluje i nie ma jeszcze wyników), przeciętne wynagrodzenie w sferze budżetowej wynosiło miesięcznie 5,1 tys. złotych.

W uczelniach podległych ministrowi nauki przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło 5,9 tys. złotych, a w instytucjach naukowych - 7,1 tys. zł. Dla porównania, przeciętne miesięczne wynagrodzenie osób na kierowniczych stanowiskach w państwie w 2017 r. wyniosło 15,9 tys. złotych.

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

"Kobiety są bite na ulicach i będą bite"? Co powiedział Włodzimierz Czarzasty

"Podobno Czarzasty mówił w Radiu Zet, że kobiety będą i tak bite na ulicach, ale za to będą miały szpitale powiatowe. Czy to prawda?" - zapytał jeden z internautów krytykujących szefa Lewicy za słowa, jakie miał powiedzieć w radiowym wywiadzie. Sprawdziliśmy: to nieprawdziwa relacja z jego wypowiedzi.

770, 750 czy może 648 miliardów złotych dla Polski? Czy rząd może wiedzieć, ile dostaniemy pieniędzy z UE?

Najpierw Mateusz Morawiecki mówił o 750 mld złotych dla Polski z unijnego budżetu, potem rząd zaczął promować kwotę 770 mld złotych, a według Krajowego Planu Odbudowy chcemy wykorzystać tylko 648 mld złotych. Ile więc Polska naprawdę otrzyma z UE w latach 2021-2027? Wyjaśniamy, dlaczego podawanie tej kwoty dziś jest ryzykowne i co brać pod uwagę, przeliczając budżet unijny na złotówki.

Krajowy Plan Odbudowy: rzeczywisty obraz Polski według rządu Zjednoczonej Prawicy

Innowacyjność polskiej gospodarki poniżej średniej unijnej; niestabilność i częste zmiany prawa w różnych sektorach rynku; obciążenie finansów publicznych systemami zabezpieczeń społecznych; niedoskonały system konsultacji społecznych aktów prawnych, niski poziom cyfryzacji przedsiębiorstw - wysłany do Brukseli Krajowy Plan Odbudowy pokazuje słabość działań polskiego rządu w wielu sferach.

Bez ratyfikacji Funduszu Odbudowy nie będzie całego unijnego budżetu? Wyjaśniamy

Jeżeli Polska nie ratyfikuje decyzji Unii Europejskiej o stworzeniu Funduszu Odbudowy, nie dostanie największych w historii środków finansowych z unijnego budżetu – taką narrację prowadzą przedstawiciele rządu. Politycy opozycji mówią o manipulacji, a eksperci - o uproszczeniu. Dla Konkret24 tłumaczą zawiłości tej kwestii.