Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Woś stwierdził, że opowiadając się za ratyfikacją Funduszu Odbudowy, Polska przekazała kolejne kompetencje Unii Europejskiej. Wyjaśniamy, dlaczego nie jest to prawdą.

Poseł Solidarnej Polski, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości i wiceprezes Solidarnej Polski Michał Woś był w piątek 7 maja gościem porannej rozmowy w Radiu Zet. Tłumaczył tam, że w niedawnym głosowaniu Sejmu nad ratyfikacją Funduszu odbudowy wcale nie chodziło o pieniądze - według niego tym sposobem przekazujemy kolejne kompetencje Unii Europejskiej.

We wtorek 4 maja 290 głosami za, przy sprzeciwie 33 posłów i 133 posłach wstrzymujących się Sejm uchwalił ustawę o ratyfikacji decyzji Rady (UE, Euratom) 2020/2053 z dnia 14 grudnia 2020 r. w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej oraz uchylającej decyzję 2014/335/UE, Euratom. Ratyfikacja pozwala na uruchomienie specjalnego Funduszu Odbudowy, który ma wzmocnić gospodarki państw UE osłabione w wyniku pandemii. Polska w ramach tego funduszu, jeśli ratyfikują go wszystkie kraje UE, otrzyma prawie 23,8 mld euro dotacji; przyznano nam także pulę 34,2 mld euro pożyczek, z której Polska chce wykorzystać 12,1 mld euro. W sumie daje to 36 mld euro, czyli w cenach bieżących: 162 mld zł.

"Mała partia pana Zbigniewa Ziobry bardzo chce jakoś się wykazać"

Za ratyfikacją zagłosowało 211 posłów klubu PiS, 46 z Lewicy, 22 z Koalicji Polskiej (PSL, Unia Europejskich Demokratów, Konserwatyści) pięciu z koła Polska2050, dwóch posłów Kukiz’15 i dwóch niezależnych. Przeciwko było 20 posłów klubu PiS (w tym 16 posłów Solidarnej Polski), 11 posłów Konfederacji, jeden poseł Kukiz’15 i jeden niezależny. Wstrzymało się 137 posłów Koalicji Obywatelskiej, po jednym z Lewicy i Koalicji Polskiej oraz troje posłów koła Polskie Sprawy.

Przekazanie kompetencji Brukseli "pod płaszczykiem pandemii"

Z sondażu pracowni IBRIS dla Polsatu wynika, że 54 proc. respondentów źle oceniło decyzję Koalicji Obywatelskiej o wstrzymaniu się od głosu w sprawie Funduszu Odbudowy. A decyzję Solidarnej Polski o głosowaniu przeciwko negatywnie oceniło 70,1 proc. respondentów.

Pytany o ten sondaż, minister Michał Woś powiedział 7 maja w Radiu Zet, że gdyby pytanie brzmiało "czy jesteś za funduszami europejskimi dla Polski?", sam by odpowiedział twierdząco. "Tylko że głosowanie nie dotyczyło tego, czy chcemy 700 miliardów, czy nie chcemy, tylko tego, czy przekazujemy kolejne kompetencje Brukseli, czy nie" – powiedział polityk Solidarnej Polski.

W dalszej części rozmowy stwierdził, że "pod płaszczykiem pandemii przekazuje się kolejne kompetencje Brukseli".

Nie kompetencje, tylko znaczne obciążenia finansowe

Gdyby przyjąć, że - jak mówi Michał Woś - z ratyfikacją Funduszu Odbudowy wiąże się przekazanie Unii Europejskiej kompetencji państwa, należałoby za podstawę ratyfikacji przyjąć art. 90 Konstytucji RP ust 1 i 2. Według nich:

1. Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach.
2. Ustawa, wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej, o której mowa w ust. 1, jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.

art. 90 ust. 1 i 2 Konstytucji RP

W Sejmie 4 maja głosowało 456 posłów - a do ratyfikacji w powyższej procedurze potrzebna byłaby większość 304 głosów. Za taką formą ratyfikacji decyzji o Funduszu Odbudowy opowiadało się Polskie Stronnictwo Ludowe, którego politycy (m.in. wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski) posługiwali się ekspertyzą dr hab. Jacka Zaleśnego z Uniwersytetu Warszawskiego. Stwierdził on, że ratyfikacja decyzji o zasobach własnych wymaga właśnie większości 2/3, bo pociąga za sobą zgodę na nakładanie przez organy Unii Europejskiej podatków, których płatnikiem jest Rzeczpospolita Polska.

Jednak we wtorkowym głosowaniu przyjęto inną podstawę do ratyfikacji decyzji o Funduszu Odbudowy – art. 89 ust. 1 punkty 3 i 4 Konstytucji RP:

Ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: (…)
3) członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w organizacji międzynarodowej,
4) znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym.

art. 89 ust. 1 Konstytucji RP

W uzasadnieniu do ustawy ratyfikacyjnej napisano, że "sprawy regulowane tą decyzją dotyczą kwestii określonych w art. 89 ust. 1 pkt 3 i 4 Konstytucji RP, tj. członkostwa RP w organizacji międzynarodowej oraz znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym (ok. 6,5 mld EUR średniorocznie w cenach 2018 r.), wymagana w tym względzie będzie ratyfikacja po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie". Na podobnych zasadach ratyfikowano poprzednie decyzje o unijnych zasobach własnych z 2007 roku i 2014 roku.

"Jak popatrzymy do Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, to w artykule 311 czytamy, że Unia ma kompetencje do ustanowienia nowych kategorii źródeł zasobów własnych. Traktaty już przyjęliśmy, mamy więc teraz nie tyle do czynienia z przekazaniem kompetencji, ile z ich aktualizacją" – tłumaczył tę kwestię dla portalu OKO.press prof. Stanisław Biernat z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

200 mld zł pożyczek, czy tylko 55 mld zł?

Podczas wywiadu w Radiu Zet minister Michał Woś stwierdził również, że z 700 mld zł, jakie Polska otrzyma z Unii Europejskiej 200 mld "to są dodatkowe kredyty, które Unia Europejska będzie zaciągać na rynkach finansowych, pokolenia Polaków będą to spłacać".

Poseł podał nieścisłe dane. W Funduszu Odbudowy Polsce przyznano 34,2 mld euro puli pożyczki. W cenach bieżących jest to 157,3 mld zł (licząc 1 euro po kursie NBP 4,6 zł); w cenach z 2018 roku (jak wyjaśnialiśmy w Konkret24, kwoty Funduszu Odbudowy w dokumentach unijnych podawane są według wartości euro z 2018 roku) jest to 147 mld zł.

Ale w Krajowym Planie Odbudowy zapisano, że z tej puli pożyczek Polska będzie wnioskować o 12,1 mld euro, co po obecnym kursie daje 55,7 mld zł - czyli 3,5 razy mniej niż kwota, którą podał poseł Woś. Jak poinformowało nas biuro prasowe Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, "resztę środków (z puli pożyczkowej – red.) w razie potrzeb możemy wykorzystać na późniejszym etapie, gdyż środki te będą dostępne do 2023 roku".

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: tvn24

Pozostałe

Poselska strona w internecie – słabo opłacana i słabo zabezpieczona

Ponad jedną czwartą ryczałtu na działalność biura poselskiego poseł Koalicji Obywatelskiej Aleksander Miszalski wydał na stworzenie i obsługę swojej poselskiej strony internetowej. To prawie 30 razy więcej niż przeciętne poselskie wydatki na ten cel. Mimo tak wysokiej kwoty strona internetowa posła Miszalskiego jest słabo zabezpieczona, bo przy próbach jej otwarcia pojawiają się alerty bezpieczeństwa. To niejedyna taka poselska strona z kłopotami.

Jakimi pracodawcami są polscy posłowie? Sprawdzamy, jak opłacają swoich pracowników

Posłanka Lewicy Joanna Senyszyn na wynagrodzenie pracowników swojego biura od początku tej kadencji Sejmu wydała prawie dwie trzecie ryczałtu na działalność biura poselskiego. Z kolei najwięcej na pracowników zatrudnionych na umowę o pracę wydał Rafał Grupiński z KO, a poseł Koalicji Polskiej Jacek Tomczak - na umowy o dzieło i zlecenia. Z naszej analizy poselskich rozliczeń wynika, że na drugim biegunie są posłowie Waldemar Olejniczak i Paweł Rychlik z PiS, którzy nie wydali na zatrudnienie ani złotówki.

Biedroń: "lewica zawsze wygrywa, gdy jest zjednoczona". Nie zawsze

Lider Wiosny Robert Biedroń stwierdził, że "lewica zawsze wygrywa, gdy jest zjednoczona, a przegrywa, gdy jest podzielona". Wyniki wyborów parlamentarnych pokazują, że jednak ten schemat nie działa. Największą przegraną partie lewicowe poniosły wtedy, gdy były najbardziej zjednoczone.

"Wywaliło mu cały internet w domu". Jak częste są kłopoty ze zdalnym głosowaniem w Senacie?

Po tym, jak jeden senator się pomylił, a drugi nie połączył się internetowo podczas zdalnego głosowania w sprawie Funduszu Odbudowy, przeanalizowaliśmy stenogramy wszystkich posiedzeń Senatu w czasie pandemii. Niemal na każdym posiedzeniu były kłopoty z komputerowym systemem do zdalnego oddawania głosów. Dwukrotnie zdarzyło się, że głosy senatora nie zostały w ogóle zarejestrowane.

Posłanka Anna Maria Żukowska: "Mazowsze graniczy z Białorusią". To nieprawda

Posłanka Lewicy wprowadziła w konsternację uczestników i słuchaczy porannej audycji Radia Zet, stwierdzając, że Mazowsze ma granicę z Białorusią. Na uwagę, że to chyba nieprawda, upierała się, że ma rację - że "to taki mały wycinek Mazowsza, który wcina się między podlaskie i lubelskie".