Podobno się zebrał, podobno pracuje, ale były to spotkania robocze - tyle wiadomo o pracach Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych, któremu szefuje Jarosław Kaczyński. Zdaniem prawników brak informacji o tym, w jakim składzie się zebrał i co ustalono, jest złamaniem prawa. Komitet jest ciałem rządowym i informacje o jego działalności stanowią informację publiczną.

Zarządzenie premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych - którym miał kierować wicepremier Jarosław Kaczyński -opublikowano w Monitorze Polskim 9 października. Minęło ponad sześć tygodni, a do opinii publicznej nie dotarły żadne informacje, czy nowy komitet zaczął już prace i nad czym. Nas poinformowano tylko, że spotkania komitetu były, że miały charakter roboczy  - lecz ich tematyka nie jest informacją publiczną.

Prawnicy są zgodni: brak informacji o pracach nowego komitetu RM to naruszenie Konstytucji RP i ustawy o dostępie do informacji publicznej. A uzasadnienie odmowy informacji na podstawie nieistniejących przepisów budzi pytania, czy politycy chcą coś ukryć przed obywatelami.

"Jarosław Kaczyński jest wicepremierem, za którego bezpieczeństwo drastycznie spada"

Pięć rządowych komitetów

Podstawą prawną tworzenia rządowych komitetów jest (kilkakrotnie nowelizowana) ustawa o Radzie Ministrów z 1996 roku. Jak opisywaliśmy w Konkret24, dawała najpierw prawo do tworzenia komitetów jako organów pomocniczych i opiniodawczych całej Radzie Ministrów, a po nowelizacji 21 grudnia 2001 roku wyłączne prawo do tworzenia komitetów ma premier, choć każdy członek rządu może wnioskować do niego o utworzenie określonego komitetu.

Do 9 października 2020 roku istniały cztery komitety, w których pracach uczestniczą członkowie Rady Ministrów lub wiceministrowie: Stały Komitet Rady Ministrów, Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji, Komitet Społeczny Rady Ministrów oraz Komitet Ekonomiczny Radny Ministrów. Dwa ostatnie zostały powołane za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Po powstaniu 9 października Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych rządowych komitetów jest teraz pięć. Na czele nowego stoi prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który po rekonstrukcji rządu został wicepremierem mającym nadzorować Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Rzecznik rządu Piotr Mueller o roli Jarosława Kaczyńskiego jako wicepremiera

Na mocy zarządzenia z 9 października w skład nowego komitetu wchodzą, oprócz wicepremiera Kaczyńskiego, także ministrowie: obrony, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, zagranicznych i koordynator służb specjalnych. Do zadań komitetu należy zapewnienie koordynacji przygotowań, działań oraz sprawnego podejmowania decyzji w sprawach bezpieczeństwa i obrony państwa oraz rekomendowanie Radzie Ministrów lub prezesowi Rady Ministrów propozycji w tym zakresie.

Według zarządzenia komitet ma się zbierać na posiedzeniach w terminach określonych przez jego przewodniczącego i posiedzenia te będą protokołowane.

"Gdzie wicepremier od bezpieczeństwa?"

Pytania o to, czy komitet Jarosława Kaczyńskiego już coś robi, zaczęły się nasilać przy okazji działań policji podczas protestów Strajku Kobiet oraz po atakach na Marszu Niepodległości.

"Ciekawe co na to premier ds. bezpieczeństwa?" - pytał na Twitterze ekonomista Rafał Mundry. "Komendant Główny Policji podlega ministrowi spraw wewnętrznych. A Komitet ds Bezpieczeństwa, pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego, ma nadzór nad resortem spraw wewnętrznych i administracji, sprawiedliwości oraz obrony narodowej" - przypomniał jeden z internautów. "Jarosław Kaczyński wezwał przeciwko kobietom PiSowskie bojówki. Od tej pory za każdy włos, który spadnie z głowy protestujących Kaczyński odpowiada podwójnie: jako wicepremier do spraw bezpieczeństwa i jako prezes partii wzywający do wojny" - napisał Jan Grabiec, poseł Koalicji Obywatelskiej (pisownia tweetów oryginalna).

Tajniacy na strajku kobiet. Nieumundurowany policjant użył gazu wobec posłanki

Za wydarzenia w Warszawie, gdzie doszło do konfrontacji pseudokibiców z policjantami, a uczestnicy przemarszu rzucali race w okna budynku, podpalając jedno z mieszkań, prezydent stolicy Rafał Trzaskowski obarczył pełną odpowiedzialnością właśnie wicepremiera Kaczyńskiego.

"Gdzie wicepremier od bezpieczeństwa, Jarosław Kaczyński? W tym momencie, to na nim spoczywa pełna odpowiedzialność za dzisiejsze wydarzenia na ulicach Warszawy. To on bezpośrednio odpowiada za nadzór na służbami" - napisał na Facebooku prezydent Warszawy.

Pytania bez odpowiedzi

My zaczęliśmy pytać 9 listopada. Wtedy Konkret24 wysłał pierwszego e-maila do Centrum Informacyjnego Rządu, pytając, ile razy i kiedy się zebrał nowy komitet, kto uczestniczył w obradach, jaki był ich porządek, jakie ustalenia zapadły oraz czy zostały może zlecone jakieś ekspertyzy członkom komitetu lub zewnętrznym ekspertom (na co pozwala zarządzenie).

Z uwagi na brak odpowiedzi przesłaliśmy ponownie pytania 12, 13 i 19 listopada. Dzwoniliśmy też do CIR i do rzecznika rządu Piotra Muellera.

12 listopada zapytaliśmy we wszystkich pięciu resortach, których szefowie wchodzą w skład komitetu, w jakich dniach komitet się zebrał, kto z danego resortu uczestniczył w obradach, w których posiedzeniach brali udział dani ministrowie, jaki był porządek obrad, co omawiano, jakie ustalenia zapadły.

Otrzymaliśmy trzy odpowiedzi: z biura ministra-koordynatora, z resortu sprawiedliwości i obrony. W każdej urzędnicy odsyłali nas do kancelarii premiera jako instytucji właściwej.

"Musiałbym sprawdzić", "komitet się zbierał"

O efekty prac komitetu dopytywali także reporterzy TVN24. 19 listopada rzecznik rządu Piotr Mueller na zadane w Sejmie pytanie Radomira Wita, ile razy do tej pory komitet ds. bezpieczeństwa się zebrał, odparł, że musiałby to sprawdzić. "Nie mam informacji w głowie na temat wszystkich posiedzeń wszystkich gremiów. Ja nie uczestniczę w posiedzeniach komitetu" - odpowiedział i polecił dziennikarzowi wysłać e-maila z pytaniami w tej sprawie.

Rzecznik Rządu o pracach komitetu ds. bezpieczeństwa

Rzecznik rządu to samo pytanie usłyszał następnego dnia rano w "Jeden na jeden" w TVN24. "Co najmniej kilka razy. Nie znam dokładnie w tej chwili liczby, ale wiem, że posiedzenia komitetu się odbywały" - stwierdził Mueller. "Czyli pracuje, zbiera się ten komitet?" - zapytała prowadząca Agata Adamek. "Tak, tak. Zbierał się" - odparł rzecznik rządu.

Pytany, czy komitet ds. bezpieczeństwa zajmował się strategią dotyczącą postępowania w związku z demonstracjami Strajku Kobiet w ostatnich tygodniach, Piotr Mueller stwierdził, że nie zna tak szczegółowo przebiegu posiedzeń, ponieważ w nich nie uczestniczył. "Wydaje mi się, że bardziej decyzje w tej chwili podejmuje sama policja" - powiedział.

"To nie jest informacja publiczna"

19 listopada jeszcze raz napisaliśmy do CIR, powtarzając pytania dotyczące komitetu Kaczyńskiego. Odpowiedź otrzymaliśmy 20 listopada.

CIR streścił nam treść wydanego przez premiera zarządzenia, podesłał link do Monitora Polskiego, gdzie zostało opublikowane, a do naszych pytań odniósł się w jednym zdaniu: "Bieżące spotkania Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych, które dotychczas się odbyły miały charakter roboczy, w związku z czym informacja o nich nie jest informacją publiczną w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej".

"Mało oryginalne obejście przepisów ustawy"

Konstytucja RP w art. 61 ust. 1 mówi że:

Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa". Kolejny ustęp wspomina, że prawo do informacji obejmuje także dostęp do dokumentów.

Konstytucja RP, art. 61 ust. 1

Z kolei według art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej: "każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonych w niniejszej ustawie". Prawo do informacji może podlegać ograniczeniom, np. ze względu na przepisy o ochronie informacji niejawnych oraz o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych, ze względu na prywatność osoby fizycznej czy tajemnicę przedsiębiorcy.

- Przekazane przez Centrum Informacyjne Rządu stanowisko narusza prawo - ocenia prof. Michał Bernaczyk, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dodaje, że stanowi ona "mało oryginalne obejście przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej".

- Artykuł 61 ustęp 1 Konstytucji RP wprost mówi, że informacje o działalności organów władzy publicznej są jawne, a Rada Ministrów i jej organy pomocnicze są objęte obowiązkiem informowania o swojej działalności. Skoro Rada Ministrów widzi jakieś zagrożenie w ujawnieniu dorobku swego pomocniczego gremium, to powinna odpowiedzieć merytorycznie, wydając na przykład decyzję odmowną z podaniem personaliów osób, które weryfikowały sporne informacje - stwierdza prof. Bernaczyk.

Politycy chcą ukryć swoje działania?

Odpowiedź, jaka nadeszła z CIR, wprost narusza konstytucję. Zgodnie z artykułem 61 ustęp 2 Konstytucji RP prawo do informacji publicznej obejmuje dostęp do dokumentów – nie ma znaczenia, jaki charakter mają wnioskowane dokumenty. Jeżeli miałoby być inaczej, to na przykład w Konstytucji RP byłoby o dostępie do dokumentów urzędowych - ocenia odpowiedź CIR Szymon Osowski, prezes stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska zajmującego się prawem do informacji.

Ekspert podkreśla, że roboczy charakter dokumentów ciała działającego wewnątrz rządu, które ma wpływ na działanie instytucji związanych z bezpieczeństwem, jest "bardzo niebezpieczne". Jego zdaniem może to oznaczać, że politycy chcą ukryć, jakie działania podejmowane są przez Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych np. wobec pokojowo protestujących osób.

Zwraca uwagę, że w orzecznictwie sądów administracyjnych pojawiają się orzeczenia niezgodne - w jego ocenie - z Konstytucją RP, w których pojawia się kwestia m.in. dokumentów roboczych czy wewnętrznych, których można nie udostępniać. "Trudno je zaakceptować" - stwierdza Osowski. Przypomina, że w wydanym 20 stycznia 2012 roku wyroku Naczelny Sąd Administracyjny wskazał, że pod prawo do informacji podlega notatka sporządzone w urzędzie.

Uwagę na to zwraca również w rozmowie z Konkret24 Marlena Sakowska-Baryła, radca prawny specjalizująca się w ochronie danych osobowych oraz w dostępie do informacji publicznej. Uważa, że w Polsce jest systemowy problem z dostępem do informacji w sytuacjach, gdy instytucje tłumaczą się charakterem roboczym spotkań czy podejmowanych decyzji.

- Zawdzięczamy to przyzwoleniu na to sądów administracyjnych wyrażanym w ich orzecznictwie - stwierdza Sakowska-Baryła. Argumentuje, że zamysł interpretacyjny ukształtowany w orzecznictwie był słuszny (aby nie udostępniać np. szkiców, brudnopisów, wstępnych ustaleń prowadzących do danej decyzji). - Jednak powoływanie się na roboczy charakter jest teraz często wykorzystywane, żeby po prostu obejść przepisy ustawy o dostępie do informacji - ocenia prawniczka. - Komitet do spraw bezpieczeństwa to ciało rządowe, więc nie mam wątpliwości, że informacje o jego działalności stanowią informację publiczną - podkreśla.

Spotkania robocze? "Zarządzenie nie przewiduje"

- Komitet jest organem, który bez wątpienia wykonuje zadania publiczne, więc każdy przejaw jego działalności można zakwalifikować jako informację publiczną. Brak odpowiedzi na pytania jest zatem naruszeniem ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz art. 61 Konstytucji - ocenia w rozmowie z Konkret24 Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy fundacji ePaństwo. Dodaje, że zarządzenie dotyczące komitetu nie przewiduje spotkań roboczych, a co najwyżej powołanie zespołów roboczych.

- Zatem odpowiedź, że spotkanie komitetu miało roboczy charakter, sugeruje, że komitet nie rozpoczął w zasadzie swoich prac. Również zgodnie z zarządzeniem z przebiegu spotkania sporządza się protokół. Zakładając, że komitet działa zgodnie z prawem, powinno się go udostępnić na wniosek i nie ma przy tym znaczenia opinia co do charakteru spotkania - zaznacza ekspert.

Autor:  Jan Kunert, Radomir Wit
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Radek Pietruszka / PAP

Pozostałe

Prezydent i szczepionki z USA. Andrzej Duda wyjaśnia, my sprawdzamy daty

Donald Trump obiecywał "piękną niespodziankę szybciej, niż moglibyśmy się spodziewać", a Andrzej Duda zakładał, że szczepionki z USA "będą dostępne dla Polaków jak najwcześniej". Dziś prezydent pytany o preparat z USA, tłumaczy, że w czerwcu 2020 roku nie wiedział jeszcze, jaką decyzję co do zakupu szczepionek na COVID-19 podejmie polski rząd. Sekwencja zdarzeń pokazuje co innego.

Protokoły posiedzeń komisji KRS nie powinny być jawne? Sejmowi eksperci vs niezależni prawnicy

W tle niedawnych odwołań przewodniczącego i rzecznika KRS z ich funkcji jest spór o dodatkowe diety wypłacane za posiedzenia komisji oraz treść protokołów z tych posiedzeń, które upubliczniono. Biuro Analiz Sejmowych oceniło, że takie protokoły są dokumentami wewnętrznymi i nie stanowią informacji publicznej. Zdaniem ekspertów, z którymi konsultował problem Konkret24 - wręcz przeciwnie.

Wiceminister Warchoł: "nie ma dzisiaj praktycznie możliwości odwołania się od mandatu już przyjętego". Wyjaśniamy

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przekonywał na konferencji prasowej, że tak naprawdę dopiero złożony przez PiS projekt nowelizacji Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia umożliwi obywatelom odwołanie się od otrzymanego mandatu. Mówił też, że projekt rozszerza prawo do sądu tym, którzy mandaty przyjęli. Wyjaśniamy, jak jest naprawdę i co kryje się za proponowanymi zmianami.

"Turniej o uwagę", czyli jak politycy flirtowali z koronasceptykami

Głoszenie tezy o "fałszywej pandemii" z sejmowej mównicy, krytykowanie rządowych obostrzeń, odwoływanie epidemii, nawiązywanie do teorii spiskowych - niektórzy politycy przez ostatnie miesiące puszczali oko do niewierzących w pandemię COVID-19. Sposoby mieli różne, lecz cel ten sam: zwrócić na siebie uwagę wyborców.