Informacja o tym, że "PiS szykuje polexit!!!", pracując nad odpowiednim projektem ustawy, zaczęła krążyć w ostatnich dniach sieci. Nie po raz pierwszy. Tymczasem przepisy dotyczące ewentualnego wyjścia Polski z Unii Europejskiej zostały już uchwalone 10 lat temu - za rządów koalicji PO-PSL.

Ponownie w mediach społecznościowych zaczyna krążyć grafika informująca, że PiS robi przygotowania do polexitu, czyli wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Plansza ta krąży w internecie od dawna i zawiera nieprawdziwą informację, że do Sejmu trafił projekt ustawy "umożliwiającej rządowi w imieniu Polski wystąpienie z UE, bez zgody Polaków wyrażonej w referendum".

Krąży już od co najmniej 2018 roku

Grafika z ostrzeżeniem: "PiS szykuje polexit!!! Nie pozwolimy tym barbarzyńcom" pojawiła się już np. 18 listopada 2018 roku na Twitterze na koncie o nazwie Krzysztof Grabowski z komentarzem: "od rana o tym piszę! czy ktoś to już zauważył? żeby nie było za późno!".

Kolejny raz 8 marca 2019 roku grafikę tę opublikowano na Facebooku na profilu Nie oglądam Polsatu. Udostępniono ją ponad 1,3 tys. razy.

Dwa dni później grafikę udostępniono na stronie wiocha.pl. Natomiast w sierpniu tego roku przypomniał ją na Twitterze internauta na koncie Roman a Polański.

Ustawowe wypowiedzenie umowy

15 listopada 2018 roku - trzy dni przed twitterowym wpisem na profilu Krzysztof Grabowski - prezydent Andrzej Duda skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o umowach międzynarodowych. Jej celem, jak napisano w uzasadnieniu, było "wprowadzenie do ustawy pojęcia 'utraty mocy obowiązującej umowy międzynarodowej' i uregulowanie kwestii związanych z ogłaszaniem w dziennikach urzędowych oświadczeń rządowych informujących o utracie mocy obowiązującej umów międzynarodowych zawartych przez Rzeczpospolitą Polską albo których stroną jest Rzeczpospolita Polska".

Posłowie, zarówno z komisji spraw zagranicznych, jak i w trakcie obrad plenarnych byli zgodni co do konieczności przyjęcia proponowanych przez prezydenta przepisów. Ustawę posłowie uchwalili 6 grudnia 2018 roku: 422 posłów było za, trzech przeciw, pięciu się wstrzymało. Senat nie wniósł poprawek, a prezydent podpisał ustawę 8 stycznia 2019 roku.

Polexit opisany w ustawie z 2010 roku

Wbrew sugestiom zawartym w internetowym wpisie z 2018 roku, prezydencka nowelizacja ustawy o umowach międzynarodowych wcale nie oznaczała możliwości wypowiedzenia przez Polskę unijnych traktatów. Bo przepisy dotyczące procedury wyjścia Polski z Unii Europejskiej są już w polskim prawie od 2010 roku: 8 października Sejm uchwalił ustawę o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem w sprawach związanych z członkostwem Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej.

Przyjmując tę ustawę Sejm wprowadził odpowiednie przepisy do ustawy z 14 kwietnia 2000 roku o umowach międzynarodowych. Uzasadniano to potrzebą wypełnienia luki prawnej, polegającej na tym, że w art. 90 konstytucji opisano przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowych, ale nie ma w niej przepisów o ich opuszczeniu.

Dlatego do ustawy o umowach międzynarodowych dodano art. 22a:

1. Do wystąpienia z Unii Europejskiej stosuje się odpowiednio przepisy art. 14 i art. 15 ust. 1 i 2.
2. Przedłożenie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej projektu decyzji o wystąpieniu z Unii Europejskiej jest dokonywane po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie.
3. Decyzję o wystąpieniu z Unii Europejskiej ogłasza się w Dzienniku Ustaw.
4. Prezes Rady Ministrów notyfikuje Radzie Europejskiej decyzję o wystąpieniu z Unii Europejskiej.
5. Zgodę na przedłużenie okresu, o którym mowa w art. 50 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej, wyraża Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Rady Ministrów.
6. Przedłożenie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej wniosku dotyczącego przedłużenia okresu, o którym mowa w art. 50 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej, jest dokonywane po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie.

Art. 22a ustawy o umowach międzynarodowych

Dla przypomnienia, art. 50 traktatu unijnego (to na jego mocy Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską) stanowi, że: "Państwo Członkowskie, które podjęło decyzję o wystąpieniu, notyfikuje swój zamiar Radzie Europejskiej. W świetle wytycznych Rady Europejskiej Unia prowadzi negocjacje i zawiera z tym Państwem umowę określającą warunki jego wystąpienia, uwzględniając ramy jego przyszłych stosunków z Unią".

Wystarczy zwykła większość

W sejmowej dyskusji nad art. 22a ustawy o umowach międzynarodowych, która odbyła się 6 maja 2010 r. Jan Tamaka z PO tłumaczył: "tryb postępowania w sprawie decyzji o wystąpieniu z Unii Europejskiej oparto na założeniu, że decyzja o wystąpieniu jest formą wypowiedzenia umów międzynarodowych konstytuujących Unię Europejską".

Jego kolega klubowy Krzysztof Gadowski przypominał, że przystąpienie Polski do UE nastąpiło jednak "na podstawie referendum, a później przyjęcie traktatu na podstawie większości kwalifikowanej". Nowy przepis oznacza w praktyce, że wniosek rządu o opuszczenie UE może być zatwierdzony przez parlament zwykłą większością głosów.

Poprawka Senatu, by wyrażenie zgody na powiadomienie o zamiarze opuszczenia Unii Europejskiej  następowało w drodze uchwały podjętej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i Senat większością 2/3  głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby odpowiednio posłów lub senatorów, nie zyskała akceptacji sejmowej większości i została odrzucona.

Konstytucjonaliści przyjęte przez Sejm przepisy art. 22a uznali za nieprawidłowe. "Konsekwencje ustrojowe wystąpienia z Unii są (…) porównywalne z akcesją do niej. Zwykła większość głosów w Sejmie RP, potrzebna do uchwalenia ustawy wyrażającej zgodę na wypowiedzenie traktatów unijnych, nie może zastąpić kwalifikowanej większości dwóch trzecich głosów w Sejmie i Senacie lub referendum" – napisał w 2018 roku prof. Krzysztof Wójtowicz z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zgodę na przystąpienie do UE – czyli na ratyfikację przez prezydenta traktatu akcesyjnego – Polacy wyrazili w ogólnokrajowym referendum, które odbyło się 7 i 8 czerwca 2003 roku.

Zdaniem prof. Wójtowicza, skoro Polska przystąpiła do UE to znaczy, że systemy wartości Polski i UE są wspólne. "Czy większość zwykła, wystarczająca do uchwalenia ustawy, może wiążąco stwierdzić, że wspólnota wartości już nie istnieje, choć ani przepisy traktatów unijnych, ani konstytucja RP nie uległy zmianie?" – zastanawiał się prof. Wójtowicz.

Sposób na łatwe wyjście

W 2018 roku uchwalone osiem lat wcześniej przepisy przypomniała eurodeputowana PO Róża Thun.

21 września 2018 roku napisała do "Gazety Wyborczej" artykuł, w którym alarmowała: "Nie śpijcie! PiS wyprowadzi nas z UE w ciągu jednej nocy". Ostrzegała, że "nikt się nas nawet nie zapyta. Procedura wychodzenia z Unii Europejskiej jest wyraźnie zapisana w ustawie z 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych, rozdział 7, art. 22a. Minister przygotowuje ustawę, Rada Ministrów ją przyjmuje, Sejm przegłosowuje ją zwykłą większością, po czym właściwy minister daje ją do ratyfikacji prezydentowi. Prezydent, jak się łatwo domyślić, podpisuje wystąpienie z wyimaginowanej wspólnoty i sprawa jest załatwiona w jeden dzień albo w jedną noc, zależnie od tego, jak prezes będzie wolał".

Europosłanka PO nie wspomniała w tym tekście, że za tymi rozwiązaniami opowiedziało się w 2010 roku 185 posłów PO, popartych przez 40 posłów klubów i kół lewicowych, 30 z PSL i pięciu niezależnych. Przeciwko tej ustawie zagłosowało 134 posłów PiS i sześć z Polski Plus oraz dwóch niezależnych.

9 października 2018 roku prof. Ewa Łętowska, była Rzecznik Praw Obywatelskich i była prezes Trybunału Konstytucyjnego, w rozmowie z portalem Prawo.pl również zwróciła uwagę na przepisy z 2010 roku: "To jest bardzo niebezpieczne, ponieważ uzależnia możliwość podjęcia decyzji w tak ważnej sprawie od woli zwykłej większości parlamentarnej, co przecież może być sprawą aktualną w jakimś momencie i przejściową" - zauważyła. "Politycznie jest to też niebezpieczne, ponieważ taka większość parlamentarna powstaje czasem bez związku z proporcjami wynikającymi z głosowania w wyborach" - oceniła prof. Łętowska.

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

"Coraz więcej Polaków stać na nowe auto"? 70 proc. nowych kupują firmy

Zdaniem wiceministra Pawła Szefernakera "lepsza sytuacja finansowa Polaków będzie napędzać sprzedaż nowych aut". Wprawdzie liczba nowych rejestrowanych samochodów rośnie - ale wciąż rejestruje się więcej używanych aut. A na zakup nowego samochodu w tym roku trzeba przeznaczyć mniej więcej tyle samo średnich miesięcznych pensji co w 2015 roku.

Firmy w czasie pandemii. Cisza przed burzą?

Przychody przedsiębiorstw w drugim kwartale spadły o 14 proc., lecz upadłości było niewiele więcej niż przed rokiem, a od czerwca nowych firm przybywa. Zdaniem ekonomistów liczby nie pokazują wszystkiego - mamy do czynienia z ciszą przed burzą. Do bankructw dojdzie, zagrożeni są szczególnie przedsiębiorcy z branży usługowej.