Trwającym od wyborów prezydenckich protestom na Białorusi towarzyszą nieprzerwane próby dezinformacyjnego powiązania Polski z nimi, w tym z sugerowaną przez białoruskie i rosyjskie media oraz polityków próbą organizacji przewrotu i zagarnięcia części kraju. W ostatnich dniach doszło do tego oskarżenie o sfalsyfikowanie otrucia rosyjskiego opozycjonisty.

Ciągle nie ustają powyborcze protesty na Białorusi. Tylko w piątek 4 września białoruskie ministerstwo spraw wewnętrznych podało, że w 13 miastach zatrzymano 41 demonstrantów. Niezmienne są postulaty protestujących: domagają się ustąpienia prezydenta Alaksandara Łukaszenki i przeprowadzenia nowych wyborów.

Podobnie jak kontynuowane są protesty opozycji, tak i nieustannie w rosyjskich i białoruskich mediach powtarzane są tezy o ingerencji Polski w sytuację wewnętrzną na Białorusi. Takie sugestie pojawiają się również w wypowiedziach ważnych polityków obu krajów.

Jak opisywaliśmy już w połowie sierpnia w Konkret24, na rosyjskojęzycznych portalach po wyborach można było przeczytać m.in. że Polska przygotowuje zamach stanu w celu wprowadzenia możliwej do kontrolowania władzy na Białorusi lub nawet że wojska przygotowywane są do interwencji zbrojnej.

W ostatnich dniach Polska pojawiła się w przekazach rosyjskojęzycznych mediów także w innym kontekście. Rozpowszechniały one słowa prezydenta Łukaszenki o "przechwyconej rozmowie Warszawy z Berlinem", która miała świadczyć o tym, że "otrucie Aleksieja Nawalnego to fałszerstwo". Lider antykremlowskiej opozycji został otruty na terytorium Rosji. Obecnie znajduje się w berlińskim szpitalu, a jego stan jest poważny.

Po analizie ostatnich przekazów dotyczących Polski można zauważyć, że rosyjskie oraz białoruskie media i portale podjęły nawet próbę połączenia obu narracji.

Wyśmiane nagranie białoruskiego wywiadu

Temat kontaktów Polaków z Niemcami w sprawie otrucia Nawalnego rozpoczął w czwartek 3 września sam prezydent Alaksandr Łukaszenka. Na spotkaniu z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem zapewnił, że białoruski wywiad wojskowy przechwycił "rozmowę Warszawy z Berlinem", z której jasno miało wynikać, że samo otrucie opozycjonisty, jak i późniejsze zapewnienia Angeli Merkel, że do takiego zdarzenia doszło, są falsyfikacją.

Łukaszenka zapowiedział także, że wyśle nagranie rosyjskiemu FSB (Federalnej Służbie Bezpieczeństwa. "Wyraźnie mówi o tym, że to fałszerstwo. Żadnego otrucia Nawalnego nie było" - stanowczo stwierdził białoruski prezydent.

Nagranie zostało wysłane jednak nie tylko rosyjskim służbom, ale i pojawiło się na sprzyjającym prezydentowi kanale "Puł Pierwogo" w serwisie Telegram. Białoruscy dziennikarze podejrzewają, że kanał może być prowadzony przez osobę z administracji prezydenta Łukaszenki, jako że pojawiają się na nim oficjalne, niepublikowane wcześniej ekskluzywne materiały ocieplające jego wizerunek.

Za pośrednictwem tego kanału nagranie trafiło także do białoruskiej telewizji państwowej.

Słychać na nim rozmowę w języku angielskim, która została zagłuszona rosyjskim tłumaczeniem. Rozmawiać mieli Mike z Warszawy i Nick z Berlina. Dowodem na falsyfikację otrucia Nawalnego miały być wypowiedzi z pierwszej części rozmowy:

Nick: Materiały w sprawie Nawalnego są gotowe. Będą dostarczone do administracji kanclerz. Oczekujemy wkrótce jej oświadczenia.

Mike: Czy potwierdza się otrucie?

Nick: Posłuchaj, Mike, w tym przypadku to nie takie ważne. Jest wojna, a w czasie wojny wszystkie metody są dobre.

Mike: Zgoda, trzeba przeszkodzić Putinowi we wtrącaniu się do spraw Białorusi, a najefektywniejszy sposób to pogrążenie go w problemach Rosji.

W tym miejscu następuje zmiana tematu otrucia na sytuację wewnętrzną Białorusi i polskie działania w tej kwestii. Na pytanie niemieckiego rozmówcy "Jak wasze sprawy na Białorusi?", Mike odpowiada: "Jeśli mam być szczery, nie bardzo. Prezydent Łukaszenka okazał się twardym orzechem [do zgryzienia]. Są profesjonalni i zorganizowani. Rozumie się, że ich wspiera Rosja". Na koniec dodaje, że resztę szczegółów przedstawi "na spotkaniu", żeby nie robić tego telefonicznie.

Nagranie spotkało się głównie z prześmiewczymi reakcjami ze strony dziennikarzy i internautów, tak w Polsce, jak i na Białorusi. Aleś Pilecki, białoruski niezależny dziennikarz, znany m.in. z publikacji surrealistycznych wymyślonych rozmów Łukaszenki z innymi ludźmi, zapowiedział, że po obejrzeniu nagrania zamyka swój satyryczny projekt "Dawaj, paka". "Służba prasowa Łukaszenki zagroziła, że przechwyci jeszcze więcej rozmów, jeśli nie przestaniecie się śmiać z opublikowanego nagrania" – szydzono na Twitterze na satyrycznym koncie @ia_panorama.

Reportaż z Polski i Wojciech Cejrowski

Polska działalność na Białorusi stała się także tematem reportażu wyemitowanego w głównym wydaniu rosyjskich "Wiesti" na kanale Rassija 1. Dziesięciominutowy materiał został nakręcony przez rosyjską dziennikarkę w Polsce i miał pokazać nie tylko, że Polska wspiera "przewrót" na Białorusi, ale i ma w nim własny interes.

Już sam tytuł reportażu: "Dla Polski ‘dziękuję’ Cichanouskiej to będzie za mało" sugeruje dalszą treść. Oparto go na wypowiedzi Wojciecha Cejrowskiego z jego audycji na antenie Radia Wnet. Podróżnik stwierdził, że polski rząd może poprzeć główną postać białoruskiej opozycji, ale tylko w zamian za uzyskanie własnych korzyści.

Fragment materiału z omówieniem wypowiedzi Wojciecha Cejrowskiego
Fragment materiału z omówieniem wypowiedzi Wojciecha Cejrowskiego Foto: vesti.ru

"Idziemy do osłabionej Cichanouskiej i mówimy, że może cię polski rząd poprzeć, ale 'dziękuję' to jest za mało" – powiedział Cejrowski, a jego słowa stały się motywem rosyjskiego materiału. Cytuje się w nim także dalszą część wypowiedzi, w której podróżnik-publicysta wskazał, że polską korzyścią miałby być "zwrot ziem rdzennie polskich, polskich zabytków, majątków, budynków, dzieł sztuki i kościołów". "Chcecie być państwem demokratycznym, to proszę oddać, co się należy Polsce" – cytuje Cejrowskiego rosyjski lektor, potwierdzając tym samym główną tezę materiału.

W reportażu zwraca się także uwagę na działalność Telewizji Bielsat. Andrzej Romańczuk, sekretarz Rosyjskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego w Białymstoku (na Facebooku opisuje się ono jako "najstarsza organizacja pozarządowa (NGO’s) historycznej rosyjskiej mniejszości narodowej w III RP, nieprzerwanie działająca od 25 lat"), w rozmowie z dziennikarką nazywa Bielsat "bardzo interesującą sprawą". Wskazuje także, że za kanałem - poza Telewizją Polską i MSZ - stoi także "zagraniczne finansowanie", m.in. z Unii Europejskiej.

W materiale twierdzono także, że w TV Bielsat pomaga Białorusinom w zdobyciu Karty Polaka
W materiale twierdzono także, że w TV Bielsat pomaga Białorusinom w zdobyciu Karty Polaka Foto: vesti.ru

Grodzieńszczyzna

Kwestia rzekomych roszczeń terytorialnych Polski w stosunku do Białorusi nie jest poruszana wyłącznie w rosyjskich mediach i portalach, ale już kilkakrotnie mówił o niej sam prezydent Łukaszenka. Szczególnie często pojawia się w niej temat Grodna i Grodzieńszczyzny.

Najpierw 21 sierpnia Łukaszenka zapewniał, że Polacy "postawili sobie za cel odcięcie tego terytorium – grodzieńskiego. Wywiesili tam już niedawno polskie flagi" oraz zapowiedział, że wyśle na tamten teren swoje wojska.

Następnie sześć dni później pytał białoruskich ministrów podczas spotkania: "Widzicie te oświadczenia o tym, że jeśli Białoruś się rozpadnie, to obwód grodzieński przypadnie Polsce? Mówią o tym już otwarcie".

Po tamtej wypowiedzi do polskiego MSZ wezwany został białoruski ambasador, ale to nie powstrzymało Łukaszenki przed kolejnym poruszeniem tematu Grodzieńszczyzny w rozmowie z premierem Rosji.

Mówił mu o "nieprzyjacielskich krokach ze strony bloku NATO u naszych granic", a następnie poinformował o zrealizowaniu swojej zapowiedzi z połowy sierpnia. "Rozmieściliśmy praktycznie połowę naszej białoruskiej armii. Faktycznie kontrolujemy zachodnie granice z Litwą i Polską. I, jak często mówię, faktycznie okrążyliśmy Grodno, żeby przeciwstawiać się tym zagrożeniom" – przekazał Miszustinowi Łukaszenka.

Takie wypowiedzi białoruskiego prezydenta kolportowane przez białoruską agencję prasową zostały rozpowszechnione przez rosyjskie media i portale takie jak RT (RussiaToday), Ren TV (należący do państwa i Gazpromu) czy znany z dezinformacyjnych przekazów rosyjski Rubaltic.ru.

"Łukaszenka zapowiedział, że Polska szykuje się do odebrania Białorusi obwodu grodzieńskiego”
"Łukaszenka zapowiedział, że Polska szykuje się do odebrania Białorusi obwodu grodzieńskiego” Foto: rubaltic.ru

"5 korzyści z destabilizacji Białorusi"

Ostatni z portali, należący do Research Center on Societal/Political Issues "Russian Baltics" z siedzibą w Kaliningradzie, w krótkim tekście o wypowiedzi Łukaszenki zawarł także link do swojego własnego, dłuższego artykułu. Wymieniono w nim "5 korzyści Polski i krajów bałtyckich z destabilizacji Białorusi".

"5 korzyści Polski i krajów bałtyckich z destabilizacji Białorusi"
"5 korzyści Polski i krajów bałtyckich z destabilizacji Białorusi" Foto: rubaltic.ru

Już na wstępie zaznacza się, że "działania Polski i państw bałtyckich w czasie kryzysu białoruskiego coraz bardziej odbiegają od ostrożnego zachowania ich zachodnich sojuszników". Ma się to objawiać m.in. w tym, że Polska koordynuje akcje protestacyjne przez Internet, a Litwa tworzy formy organizacyjne dla opozycji.

Pośród pięciu korzyści z destabilizacji Białorusi znany z tworzenia dezinformacyjnych artykułów autor wymienia: zdobycie rynku energii, zapewnienie sobie taniej siły roboczej, przeniknięcie własnych agentów w struktury władzy, zdobycie funduszy na "demokratyzację" Białorusi oraz ostatecznie ustanowienie kontroli nad białoruskim terytorium.

W tekście znaleźć można co najmniej kilka forsowanych od dnia wyborów narracji dotyczących Polski. "Nowy kraj, który pojawiłby się na terenie Białorusi, będzie kolejną granicą rusofobii, a dla jego powstania należy stworzyć system powiernictwa dla jego najbliższych sąsiadów - członków NATO i Unii Europejskiej" – pisze autor. "Polska, Litwa i Łotwa w tym wariancie powinny zostać kuratorami tej nowej Białorusi, w której funkcje nadzorcze zostaną przekazane Waszyngtonowi i Brukseli" – dodaje.

Stany Zjednoczone i Unia Europejska pojawiają się jako mózgi całej operacji także w części sugerującej, że przedłużający się protest jest na rękę Polsce, która otrzymuje na ten cel zagraniczne finansowanie. "Im bardziej dotkliwy i przedłużający się będzie kryzys białoruski, tym większe współfinansowanie tych projektów przekazywać będą Waszyngton, Bruksela, George Soros i inni 'darczyńcy demokracji'" – pisze rosyjski portal.

Reakcja resortu obrony

W obliczu takich sugestii ze strony rosyjskiej i białoruskiej, polskie Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało 4 września swoje oficjalne stanowisko, w którym podkreśliło, że "Polska nie zgłasza żadnych żądań terytorialnych wobec innych państw, w tym wobec Białorusi".

"Polska opowiada się za demokratyzacją i suwerennością Białorusi. Rozwiązanie kryzysu, z jakim zmaga się to państwo, możliwe jest wyłącznie w samej Białorusi, w drodze autentycznego, konstruktywnego dialogu” – przekazało MON Polskiej Agencji Prasowej. „Polska wraz z Państwami Bałtyckimi zaproponowała mediację między władzami a protestującymi oraz pomoc społeczeństwu obywatelskiemu" – zapewniono.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; zdjęcie główne: Reuters TV

Pozostałe

To nie prezydent Ghany mówi w nagraniu, że pandemia koronawirusa została zaplanowana

Prezydent Ghany ujawnił raport Fundacji Rockefellera, z którego wynika, że pandemia została zaplanowana, by móc wdrożyć patent firmy Microsoft - informują teksty rozsyłane m.in. w grupach na Facebooku. Ich podstawą jest sfałszowane wideo z wizerunkiem prezydenta Ghany. Władze tego kraju zaprzeczyły, że to prezydent mówi w filmie. Akcję wiążą z okresem wyborczym.

Wzrost liczby zakażeń w Europie we wrześniu. Które kraje przywracają restrykcje

Ponad 13 tys. nowych zakażeń jednego dnia we Francji, ponad 11 tys. w Hiszpanii – to najwyższe dotychczas dzienne liczby zachorowań na koronawirusa w tych krajach. We wrześniu najwyższe liczby notowano też m.in. w Danii, Holandii, Czechach, Grecji, na Węgrzech, Litwie, no i w Polsce. Wiele państw wprowadza kolejną fazę obostrzeń.

Białoruskie wozy bojowe jechały w kierunku polskiej granicy? Nie, w przeciwnym

"Co się dzieje? Jadą do Polski?" – pyta autor nagrania nocnego przejazdu kolumny białoruskich wozów bojowych, które trafiło do internetu. "Ponoć 10 km od granicy. Obsadzą ją prawdopodobnie" – sugerowali internauci. Jak ustaliliśmy, pojazdy bojowe, m.in. czołgi, jechały przez Grodno w kierunku przeciwnym do granicy z Polską.

Zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Europie: gdzie obowiązuje, gdzie nie

Jeżeli ustawa wprowadzająca zakaz hodowli zwierząt na futra zostanie w Polsce uchwalona, dołączymy do 13 krajów Europy, w których taki zakaz już przegłosowano. W większości państw europejskich hodowla zwierząt futerkowych jest wciąż dozwolona. Na 27 państw Unii Europejskiej - w 20.

Między wiarą a nauką: jak duchowni dezinformują o koronawirusie

Meksykański pastor zaleca przemysłowy wybielacz jako lek na COVID-19. Pastor w Brazylii sprzedawał fasolę rzekomo leczącą koronawirusa. Małżeństwo pastorów z Argentyny głosi, że szczepionka jest nośnikiem tajnego implantu. Religijne wspólnoty w Ameryce Łacińskiej - i nie tylko, bo także na przykład w Indiach - stały się celem dezinformacji szerzonej przez duchownych.