Rosyjska firma miała namawiać sudański reżim do rozpowszechniania fake newsów, dyskredytowania opozycji, a nawet do organizowania pokazowych egzekucji. Wszystko po to, by zapobiec eskalacji protestów przeciwko obalonemu już prezydentowi Omarowi al-Baszirowi. Do dokumentów, które mają być dowodem na tę aktywność, dotarli dziennikarze CNN.

Prezydent Omar al-Baszir został odsunięty od władzy przez wojsko 11 kwietnia po blisko czterech miesiącach antyrządowych protestów. Przyczyną niepokojów w Sudanie były rosnące ceny żywności i paliwa. Demonstrujący na ulicach szybko zaczęli żądać dymisji przywódcy rządzącego krajem od zamachu stanu w 1989 r.

22 lutego al-Baszir ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie całego kraju i zdymisjonował prawie wszystkie władze na szczeblu centralnym oraz regionalnym.

Wcześniej media obiegły dramatyczne doniesienia o działalności jednostek służb specjalnych, które prześladowały protestujących i umieszczały w ośrodkach zatrzymań. Opozycjoniści mieli być tam poddawani torturom, polegającym między innymi na wielogodzinnym przetrzymywaniu w chłodni.

Według ustaleń dziennikarzy CNN, jednym z podmiotów działających na rzecz zdławienia protestów w Sudanie była rosyjska firma  powiązana z rosyjskim biznesmenem Jewgienijem Prigożynem, nazywanym "kucharzem Putina". Firma M-Invest, jako główny przedmiot swojej działalności wskazująca projekty wydobywcze, miała dostarczyć reżimowi strategię walki z opozycją za pomocą dezinformacji, a nawet organizacji pokazowych egzekucji.

Dokumenty od centrum Chodorkowskiego

Źródła w sudańskiej administracji i siłach zbrojnych potwierdziły CNN, że reżim al-Baszira zapoznał się z tymi wskazówkami. Jeden z urzędników miał również potwierdzić, że rosyjscy doradcy obserwowali protest i opracowywali plan jego zdławienia przy założeniu, jak się wyraził, "minimalnych, ale akceptowalnych strat życia".

Dziennikarze dotarli także do korespondencji firmy M-Invest, działającej w Sankt Petersburgu, która ma również oddział w stolicy Sudanu – Chartumie. Z ujawnionych listów wynika, że M-Invest proponowała strategię zdyskredytowania protestów między innymi przez publikowanie fałszywych informacji.

Dokumenty, do których dotarli dziennikarze, pochodzą z Dossier Center prowadzonego przez Michaiła Chodorkowskiego, rosyjskiego biznesmena i przeciwnika władz na Kremlu, od lat przebywającego na emigracji w Londynie. Prowadzona przez niego organizacja gromadzi dane i dokumenty z różnych źródeł, często udostępniane anonimowo, i przekazuje je dziennikarzom. W ocenie CNN przedstawione redakcji dokumenty są wiarygodne.

Kampania dezinformacyjna i publiczne egzekucje

Z dokumentu pochodzącego ze stycznia wynika, że M-Invest proponowała rozpowszechnianie doniesień o rzekomym atakowaniu meczetów i szpitali przez protestujących. Przeciwnicy reżimu mieli być portretowani jako "wrogowie islamu i tradycyjnych wartości", na co dowodem miały być flagi LGBT, które planowano wśród nich umieszczać. Muzułmanie stanowią w Sudanie 97 proc. społeczeństwa.

Proponowano też kampanię w mediach społecznościowych, której celem było oskarżenie Izraela o organizowanie protestów. Winą za destabilizację sytuacji w kraju polecano obarczyć kraje Zachodu. Zgodnie ze wskazówkami, w mediach miały się pojawić relacje z przesłuchań zatrzymanych, którzy mieli przyznać się do przyjazdu do Sudanu w celu wywołania wojny domowej.

Najbardziej szokującym ustaleniem była propozycja publicznych egzekucji szabrowników i organizacja innych spektakularnych wydarzeń, które miałyby negatywnie wpłynąć na morale osób przychylnych protestom.

Strona rządowa miała być przedstawiana w pozytywnym świetle. Rządowi zalecano symulowanie dialogu z opozycją i demonstrowanie swojej otwartości. Zaproponowano kreowanie pozytywnego wizerunku reżimu poprzez nagłaśnianie akcji rozdawania żywności wśród cywilów.

Zespół do spraw mediów społecznościowych

Jak można przeczytać na stronie CNN, inny dokument zawierał sugestię aresztowania liderów protestu na dzień przed spodziewaną datą jego wybuchu, a także rozpowszechnienie informacji o opłacaniu demonstrantów. Dokument miał również zawierać sugestię informowania o zatrzymaniu samochodu kierowanego przez obcokrajowców, w którym znaleźć miano broń, obce waluty i materiały propagandowe.

Firma M-Invest miała też proponować budowę zespołu odpowiedzialnego za media społecznościowe, ukierunkowanego na krytykę protestujących. Członkowie tej grupy mieliby inicjować rozmowy z innymi użytkownikami i wprowadzać do rozmów przeciwną narrację. Optymalną liczbą działających równolegle kont miało być zaledwie 40-50.

CNN wskazuje, że w żadnym z dokumentów nie natrafiono na ślad prowadzący do oficjalnych rosyjskich agencji wywiadowczych. W styczniu rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zadeklarowała, że rosyjskie firmy działające w Sudanie nie mają powiązań z Kremlem.

Plany wcielone w życie

Żródła CNN w Chartumie potwierdziły, że rząd Omara al-Baszira starał się wcielić w życie niektóre z propozycji M-Invest. Przykładem miały być zatrzymania studentów z regionu Darfuru i oskarżenie ich o próbę wywołania wojny domowej. Rosyjscy doradcy z prywatnej firmy mieli też zostać oddelegowani do pracy w sudańskich ministerstwach i służbach specjalnych.

Jak cytuje CNN, jeden z listów datowanych na 17 marca został napisany przez samego Jewgienija Prigożyna. Biznesmen miał utyskiwać w liście do prezydenta al-Baszira na brak aktywności władz i prognozować, że może ona zakończyć się poważnymi konsekwencjami politycznymi.

W kolejnym mailu datowanym na 6 kwietnia Prigożyn miał komplementować zdolności przywódcze al-Baszira, ale wzywał do podjęcia natychmiastowych reform ekonomicznych. 11 kwietnia prezydent został obalony.

"Kucharz Putina"

W lutym niezależna "Nowaja Gazieta" informowała o związkach Jewgienija Prigożyna z inwigilowaniem rosyjskiej opozycji, wydarzeniami we wschodniej Ukrainie i śledzeniem delegacji Baracka Obamy na szczycie G20. Gazeta zwracała także uwagę na działalność Prigożyna w różnych krajach afrykańskich.

Z wysuniętego w ubiegłym roku przez specjalnego prokuratora Muellera oskarżenia wobec 13 Rosjan, w tym Prigożyna, w związku z próbą ingerencji w przebieg wyborów prezydenckich w USA w 2016 r., wynika, że był on kluczowym fundatorem petersburskiej "farmy trolli" znanej jako Agencja Studiów Internetowych, która dążyła do zamieszczania prokremlowskich informacji w mediach społecznościowych. W akcie oskarżenia zarzucono, że poprzez kilka spółek zależnych, funkcjonujących jako holding Concord, Prigożyn "wydał znaczne fundusze" na wsparcie "wojny informacyjnej" przeciwko Stanom Zjednoczonym, o czym informował dziennik "Washington Post". osjanin zaprzeczał zarzutom o zaangażowaniu w "fabrykę trolli".

Prigożyn nazywany jest przez rosyjskie media "kucharzem Putina", ponieważ zbił fortunę na restauracjach, zamówieniach publicznych i cateringu dla dygnitarzy Kremla i jego zagranicznych gości.

Tradycja dawnych intensywnych relacji

Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich wskazuje, że Rosja realizuje projekty gospodarcze w ponad 20 państwach afrykańskich. - Rosja od kilku lat zwiększa swoją aktywność w Afryce, opierając się na tradycji dawnych intensywnych relacji za czasów ZSRR – mówi Menkiszak.

W opinii eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich, tradycyjną specjalizacją Rosji w Afryce jest handel bronią i amunicją, wydobywanie surowców oraz wsparcie w sferze rozwoju energetyki konwencjonalnej i jądrowej. Od kilku lat nową sferą rosyjskiej aktywności są usługi ochroniarskie i dotyczące sfery cyberbezpieczeństwa. - To właśnie w tych ostatnich sferach istotna staje się rola prywatnych spółek rosyjskich, powiązanych z Kremlem – mówi Menkiszak.

Współpracę reżimu al-Baszira z Rosją Menkiszak określa jako ścisłą i intensywną zwłaszcza od 2016 roku. - Związane to było z narastająca presją Zachodu na Sudan – mówi ekspert OSW i podkreśla, że Rosja dostarcza do Sudanu broń, wysyła doradców wojskowych i inżynierów.

"Duże zaniepokojenie w Moskwie"

Rosja i Sudan podpisały ramowe porozumienie o współpracy w energetyce jądrowej. Parafowano także, ale nie podpisano porozumienia o wykorzystaniu przez rosyjską marynarkę wojenną portu nad Morzem Czerwonym. - Obalenie al-Baszira wywołało z tego powodu duże zaniepokojenie w Moskwie, która ma jednak nadzieje, że nowe władze, kontrolowane przez wojskowych, będą kontynuować dotychczasową antyzachodnią politykę zagraniczną – mówi Marek Menkiszak.

Zdaniem Menkiszaka informacje CNN, dotyczące celowej dezinformacji w Sudanie, należy uznać za prawdopodobne, choć trudne do zweryfikowania.

Ekspert OSW zwraca uwagę na intensywną współpracę rosyjsko-sudańską i koordynację działań realizowanych przez rosyjskie instytucje państwowe, w tym MSZ, Ministerstwo Obrony i podległe mu struktury z formalnie prywatnymi rosyjskimi firmami, które realizują zadania wyznaczone przez Kreml lub rosyjski wywiad wojskowy i cywilny.

Rozliczanie Baszira

W ubiegłym tygodniu agencja Reutera informowała o rozpoczęciu śledztwa przeciwko obalonemu prezydentowi Omarowi Baszirowi. Prokurator generalny Sudanu podejrzewa go o pranie brudnych pieniędzy i posiadanie znacznych sum w zagranicznych walutach z niewyjaśnionych źródeł.

Według informatora agencji Reuters, funkcjonariusze wywiadu wojskowego przeszukali dom Omara Baszira i znaleźli w nim walizki zawierające łącznie ponad 350 tysięcy dolarów oraz sześć milionów euro, a także pięć milionów funtów sudańskich (ponad 100 tysięcy dolarów).

- Prokurator zarządził zatrzymanie (byłego) prezydenta i szybkie przesłuchanie go w ramach przygotowań do wytoczenia mu procesu - powiedziało agencji Reutera źródło w sudańskich władzach sądowniczych. Według tej osoby przesłuchanie odbędzie się w więzieniu Kobar w Chartumie, do którego Baszir został niedawno przeniesiony.

Stojąca na czele protestów Sudańska Federacja Związków Zawodowych Pracowników i Wolnych Zawodów domaga się rozliczenia Baszira i przedstawicieli jego rządu, walki z korupcją i kumoterstwem oraz zażegnania kryzysu gospodarczego, który zaostrzył się w ostatnich latach.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24, CNN, TVN24, PAP, Reuters; zdjęcie tytułowe: Reuters

Pozostałe

Operacja "Wtórna Infekcja". Analitycy demaskują nowe strategie dezinformacyjne

Spreparowane dokumenty, podszywanie się pod znanych polityków, tworzenie sieci powiązanych kont i stron internetowych w różnych językach - zdaniem analityków dezinformacja przybiera nowe formy. Analizując fałszywe konta, które na początku maja usunął Facebook, zespół DFRLab odkrył zakrojoną na szeroką skalę operację dezinformacyjną, najprawdopodobniej związaną z Rosją. I choć okazała się nieskuteczna, zdaniem ekspertów "jej autorzy bez wątpienia już analizują swoje błędy i następnym razem będą lepiej przygotowani".

To na pewno moje słowa? O ryzyku wypowiedzi dla rosyjskiej telewizji

Brytyjscy eksperci, którzy udzielili wypowiedzi rosyjskiej telewizji NTV, należącej do Gazprom Media, nie dowierzali słysząc tłumaczenia własnych słów w wyemitowanych materiałach. Zdania przetłumaczone z angielskiego na rosyjski miały inny wydźwięk niż ten zamierzony przez je wypowiadających. Walczący z rosyjską dezinformacją portal EUvsDisinfo zaleca ostrożność w udzielaniu wywiadów rosyjskim mediom.

Teoria "wybitych okien" Putina i rosyjska gra na podziały w Polsce

Ani antyamerykańskie, ani prorosyjskie kampanie nie mają w Polsce szans odnieść sukcesu, ale Rosjanie mogą próbować pogłębiać obecne podziały społeczne - twierdzi Brian Whitmore, szef programu rosyjskiego w waszyngtońskim Center for European Policy Analysis (CEPA). Zaznaczył także, że w walce z dezinformacją kluczowe jest tworzenie swojej własnej "kontrnarracji". Zwrócił także uwagę, że oskarżenia o rusofobię "to bardzo podstępna narracja".

Nigdy nie istniała. W internecie weszła do sieci wysoko postawionych Amerykanów

Miała być absolwentką prestiżowej uczelni i pracownicą jednego z największych think tanków w Stanach Zjednoczonych. Na portalu LinkedIn wysyłała zaproszenia do wpływowych Amerykanów i Brytyjczyków, a ci dodawali ją do grona znajomych, częściowo zachęceni atrakcyjnym zdjęciem. Nie wiedzieli, że twarz kobiety wygenerowała sztuczna inteligencja, a za profilem może kryć się nawet wywiad obcego państwa.

Ustawa o deportacji 80 tysięcy Polaków z USA do Gwatemali? To fake news

W sieci krąży grafika z napisem sugerującym, że 80 tysięcy Polaków ma zostać deportowanych do Gwatemali. Decyzję o deportacji naszych rodaków miał rzekomo podjąć amerykański prezydent i to po wizycie prezydenta Andrzeja Dudy. To nieprawdziwa informacja. Wyjaśniamy prawdopodobne źródła jej powstania.

Aktywistka LGBT czy skrajna prawica? Co się naprawdę wydarzyło w Luton

W mediach społecznościowych krąży informacja o happeningu w angielskim Luton. W tęczową flagę, kojarzoną ze środowiskami LGBT, wpisano imię Allaha. Wydarzenie wzbudziło wiele kontrowersji, w tym spór o tożsamość jego organizatorki. Nie jest ona, jak sugeruje część wpisów, homoseksualną aktywistką. Rzeczywiście nie zezwolono jej na wjazd do Wielkiej Brytanii.