Gaz, węgiel i energetyka - głównie o tych trzech tematach poruszanych podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy informowały rosyjskie agencje informacyjne. W ich przekazie pojawiła się jednak m.in. przeinaczona i częściowo zmyślona wypowiedź, a także publicystyczny tekst, o którym ekspert w rozmowie z Konkret24 mówi wprost: "piramida propagandy".

Goście Forum wezmą udział w sześciu sesjach plenarnych i dziesiątkach spotkań ekspertów oraz okrągłych stołach na różne tematy. [...] W ramach forum omówiona zostanie rosyjsko-polska współpraca transgraniczna, odbędzie się również dyskusja na temat przyszłości Rosji - tak rozpoczęcie XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy zapowiedziano w pierwszej depeszy rosyjskiej agencji informacyjnej TASS dotyczącej tego wydarzenia.

Rosyjski korespondent podkreślił w niej także, że w programie Forum przewidziano projekcję rosyjskiego filmu opowiadającego o życiu na Wyspach Kurylskich. Dla Rosjan mówienie o tym miejscu z własnej narodowej perspektywy jest o tyle istotne, że ciągle toczą oni spór z Japonią o południową część archipelagu.

Najciekawsze artykuły z punktu widzenia rosyjskiej narracji o Polsce pojawiły się natomiast w następnych dniach już podczas trwania Forum. Zdecydowana większość dotyczyła tematów energetyki, węgla i gazu, choć Rosjanie zwrócili także uwagę, że polski kandydat na szefa Światowej Agencji Antydopingowej minister Witold Bańka wezwał ich kraj do pokazania dowodów na chęć walki z dopingiem.

Jaki obraz "polskiego Davos" przedstawiono rosyjskiemu społeczeństwu?

"Nie wiem, skąd ma Pan taki przekaz"

Jedną z trzech najczęściej powielanych w rosyjskich przekazach wypowiedzi były domniemane słowa prezesa Węglokoksu Tomasza Heryszka, który zgodnie z wersją podaną przez TASS miał powiedzieć, że "węgiel z Rosji trafia do Polski koleją i drogą morską. Ten węgiel zawsze był, jest i w nadchodzących latach będzie. W 2018 roku z Rosji do Polski przybyło go 17 milionów ton. W tym roku będzie trochę mniej, ponieważ popyt jest niższy, a także ze względu na fakt, że w poprzednich latach mieliśmy nadwyżkę węgla energetycznego".

Takie słowa pojawiają się w depeszy TASS nadanej 4 września, a także w tekstach innych rosyjskich portali, które powołały się na ten przekaz. O wypowiedzi pisał m.in. założony przez rosyjski rząd portal RT (wcześniej Russia Today).

"Polska w rok zaimportowała 17 mln ton węgla z Rosji"
"Polska w rok zaimportowała 17 mln ton węgla z Rosji" Foto: rt.com

Słowa o tym, że rosyjski "węgiel zawsze był, jest i w nadchodzących latach będzie" można znaleźć jednak wyłącznie w rosyjskich źródłach. Nie cytowały go żadne polskie media relacjonujące wydarzenia z Krynicy. Skontaktowaliśmy się więc z prezesem Heryszkiem, aby zapytać go, czy rzeczywiście korespondent TASS mógł gdzieś usłyszeć takie wypowiedzi.

W odpowiedzi prezes Węglokoksu zapewnił, że jego słowa zostały nieco zmienione, co mogło wypaczyć ich pierwotny sens:

Szczerze powiedziawszy nie wiem, skąd ma Pan taki przekaz. Prawdopodobnie rozmawiając z kilkoma dziennikarzami, po panelu, w luźnej rozmowie o imporcie, mogli wśród innych zadać kilka pytań, bo te dane są trochę niespójne z tym, na co odpowiadałem. Z tego, co pamiętam, na pewno użyłem sformułowania, że węgiel z Rosji jest obecny w Europie od wielu lat, jest obecny i w tym roku i pewnie będzie w kolejnych latach.

Tomasz Heryszek

"Swoje zdanie oparłem na tym, że węgla z niską siarką mamy za mało i musimy go sprowadzać dla ciepłownictwa. Powiedziałem na pewno, bo pamiętam to pytanie, że importem węgla z Rosji zajmują się trzy duże rosyjskie podmioty, posiadające w Polsce swoje spółki, tj. SUEK, KTK oraz KRU Overseas", dodaje Heryszek.

Prezes zaprzeczył jednak, że w swoich wypowiedziach i rozmowach na Forum w Krynicy użył liczby 17 mln ton zaimportowanego węgla z Rosji. Taka liczba pojawiła się w tytule tekstu RT, w którym wyjaśniono, że dane pochodzą właśnie od prezesa Węglokoksu. - Nic takiego nie powiedziałem - zapewnia w rozmowie z Konkret24 Tomasz Heryszek. - Ze znanych mi danych rosyjskiego węgla w 2018 roku zaimportowano do Unii Europejskiej około 60 mln ton, z czego dokładnie 12,9 mln ton węgla energetycznego oraz 0,6 mln ton węgla koksowego trafiło do Polski.

Nie wiem, skąd liczba 17 mln ton pojawiła się w cytowanych przez Pana artykułach, zwłaszcza, że te dane są publicznie dostępne.

Tomasz Heryszek

W marcu 2019 roku Ministerstwo Energii w odpowiedzi na interpelację poselską poinformowało, że import węgla kamiennego do Polski w 2018 r. wyniósł w sumie 19,68 mln ton. W zeszłym roku węgiel importowano głównie z Rosji (13,47 mln ton).

Prezes Węglokoksu poinformował nas też, że firma rozważy wysłanie prośby o sprostowanie do rosyjskich mediów, które podały taką informację. - Monitorujemy głównie polskie media, ale w tej sytuacji rozważę przekazanie sprawy do naszych służb prasowych, które będą mogły interweniować w tamtejszych mediach - mówi Heryszek.

O to, jaki może być interes rosyjskich agencji w takim przeinaczaniu wypowiedzi prezesa Węglokoksu, zapytaliśmy Mateusza Bajka, starszego analityka w zajmującej się energetyką Europy Środkowo-Wschodniej firmie Esperis Consulting, badającego także rosyjską dezinformacją. - Ten błąd liczbowy mógł mieć jakiś cel, tak samo jako przeinaczenie, że to nie Europa sprowadza węgiel, tylko Polska go sprowadza i będzie sprowadzać.

To ma pokazać, ile my tutaj importujemy, a tym samym jak bardzo jesteśmy zależni od Rosji i jak poważna jest nasza perspektywa pozostawania, można powiedzieć, na pasku Rosji.

Mateusz Bajek

Kwestia przeinaczania i zmieniania wypowiedzi przez rosyjskie media była już poruszana na Konkret24. W lipcu opisaliśmy historię wywiadu brytyjskiego polityka Tima Wilsona dla należącej do Gazpromu telewizji NTV. Rosyjskie tłumaczenie jego słów okazało się być tak nieprecyzyjne, że w rzeczywistości zupełnie wypaczało sens jego wypowiedzi na temat Brexitu.

Podobne zarzuty wobec tego samego programu - "Podsumowanie tygodnia" w NTV - wysunął wcześniej także inny Brytyjczyk, prof. John Curtice z Strathclyde University, a opisując tę sprawę portal BBC Monitoring przypomniał wypowiedź francuskiego posła dla Rossija24, którą finalnie tak mocno zmontowano z różnych elementów, że zupełnie zmieniono jej pierwotny sens.

"Ruch polityczny wpisujący się w trend"

Import węgla z Rosji nie zajął jednak tyle miejsca w rosyjskich mediach co deklaracja nieprzedłużania umowy PGNiG z Gazpromem na dostawy rosyjskiego gazu. Obecna kończy się w 2022 roku i właśnie na Forum w Krynicy szef PGNiG Piotr Woźniak zapowiedział, że ta data będzie końcem współpracy z rosyjską firmą. - W 2022 r. Kontrakt Jamalski [tak nazywa się umowa - red.] szczęśliwie wygasa. Nie zamierzamy go przedłużać z partnerem, jakim jest Gazprom. Przez ostatnie lata okazał się on niewystarczająco wiarygodny - tłumaczył tę decyzję Woźniak.

W pierwszych depeszach TASS, jakie powstały na ten temat, jedynie cytowano prezesa i wyjaśniano, na jakich zasadach Gazprom dostarczał Polsce gaz. W ostatni dzień trwania Forum na rosyjskojęzycznej wersji portalu RT.com pojawił się jednak artykuł, w którym dziennikarze i eksperci ostro komentowali tę decyzję, nazywając ją "polityczną" i zapewniając, że jest to wyłącznie "próba targowania się". To sformułowanie pojawiło się już w tytule tekstu.

„Próba targowania się”: Polska nie zamierza przedłużać umowy z Gazpromem po 2022 r.
„Próba targowania się”: Polska nie zamierza przedłużać umowy z Gazpromem po 2022 r. Foto: rt.com

"Zdaniem ekspertów Warszawa już wcześniej wypowiadała się w ten sposób [o zakończeniu współpracy - red.], ale zawsze kończyło się tylko na oświadczeniach, aby w ten sposób uzyskać lepszą cenę gazu. Analitycy nie wykluczyli, że za całkowitym porzuceniem rosyjskiego surowca może stać decyzja polityczna", można przeczytać w lidzie tekstu.

Pisząc o "decyzji politycznej" komentatorzy RT zwrócili uwagę, że zmiana w podejściu do rosyjskiego gazu nastąpiła wraz z ostatnią zmianą władzy w Polsce. - Poprzednie polskie władze zawsze dokonywały wyboru, biorąc pod uwagę oszczędności, w wyniku czego pomimo haseł niezależności energetycznej przedłużały kontrakty z Gazpromem. Po dojściu do władzy partii Prawo i Sprawiedliwość nowy rząd ogłosił, że pomimo kosztów będzie starał się uwolnić Polskę od zależności energetycznej od Moskwy - mówił portalowi Wadim Wołobujew z Instytutu Słowianoznawstwa Rosyjskiej Akademii Nauk.

Autorzy artykułu zwracali także uwagę, że Polska zapowiada rezygnację z gazu Gazpromu w momencie, gdy importuje coraz więcej tego surowca ze Stanów Zjednoczonych. Zdaniem cytowanych przez RT ekspertów takie działanie jest niezrozumiałe z ekonomicznego punktu widzenia.

Aleksandr Pasecznik, kierownik działu analitycznego rosyjskiego Funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego, mówił portalowi, że dla Polski pod względem logistycznym amerykański gaz będzie droższy niż rosyjski. Podkreślił również, że długoterminowe umowy na dostawy gazu rurociągami są znacznie bardziej opłacalne pod względem stabilności cen niż te realizowane drogą morską. - Polacy nie uwzględniają momentu "wysokiego sezonu", który zmienia ceny gazu i pokazuje, dlaczego długoterminowe kontrakty są bardziej stabilne i interesujące z handlowego punktu widzenia - wyjaśnił.

Ten sam ekspert zapewnił także, że utrata rynku polskiego nie będzie wielką stratą dla państwowego giganta. - Ewentualne odrzucenie rosyjskiego gazu przez Warszawę nie wpłynie znacząco na przychody Gazpromu, ponieważ polski rynek jest nieporównywalny z innymi rosyjskimi odbiorcami energii - dodał ekspert.

"Piramida propagandy"

- Artykuł o gazie to piramida propagandy, bzdur i kłamstw skierowana do wewnętrznego odbiorcy, żeby Rosję pokazać w jak najlepszym świetle. Z tym, że jest to robione na bardzo niskim poziomie faktów i nie ma żadnego polotu propagandowego - komentuje tekst RT Mateusz Bajek, ekspert od rosyjskiej propagandy i energetyki. - Żaden ekspert znający temat, czytający ten tekst, nie mógłby w niego uwierzyć. Chociażby to, że Gazprom będzie mógł się "wpiąć" w rurociąg Baltic Pipe, jest zupełnie niemożliwe - dodaje.

Oni próbują nas przekonać, że my na siłę kupujemy droższy gaz, ale to tak naprawdę wyciąganie na światło dzienne wszystkich linii propagandowych. Z punktu widzenia energetyki wszystko, co oni tam piszą, to jest zupełne dno informacyjne.

Mateusz Bajek

Ekspert dodaje także, że takie artykuły mogą stanowić pierwszy element łańcucha dezinformacji rozprowadzanej przez rosyjskie trolle. - To bardziej służy jako taka treść, która potem mogłaby być rozsyłana przez trolle. Tym bardziej, że Rosjanie zmienili taktykę w stosunku do trolli - mówi Bajek. - W latach 2014-2016 podawali oni głównie linki do fejkowych stron, ale w ostatnich latach odeszli od tego i wybierają raczej te "poważniejsze" portale, takie jak Russia Today. Robią to, licząc że może jakaś polska strona to podchwyci i przetłumaczy - wyjaśnia.

Poprosiliśmy go także o przeanalizowanie dwóch tez zawartych w artykule RT dotyczącym gazu. - Jeśli chodzi o tezę, że amerykański gaz jest droższy niż rosyjski, to nie mamy dostępu do kontraktów, ale można założyć, że charakterystyka dostarczania LNG będzie powodować, że okresami ten gaz będzie droższy niż rosyjski, a okresami tańszy, to jest bardzo elastyczne. Zbudowaliśmy już jednak terminal do odbioru gazu, który generuje koszty, więc rozpoczęcie transportu zacznie niwelować straty utrzymania terminala - odpowiada Bajek.

Podobnie nie tak oczywista, jak przedstawiono ją w rosyjskich mediach, jest kwestia braku strat, jakie spowoduje ewentualne wstrzymanie dostaw gazu z Polski do Rosji.

Na pewno nie jesteśmy aż tak małym rynkiem jak mówią Rosjanie, siódmym w kolejności dla Gazpromu, a dodatkowo jesteśmy państwem przesyłowym dla niektórych krajów europejskich.

Mateusz Bajek

- Dla Rosjan nie będzie dużych problemów wyłącznie w sytuacji, kiedy zbudują Nord Stream 2, a my będziemy importować gaz przez Baltic Pipe. Wtedy mamy tylko kwestię zmiany odbiorcy norweskiego i rosyjskiego gazu. Ale to jest teoria. W praktyce będziemy importować gaz z Norwegii i LNG, więc mimo wszystko Rosjanie będą mieć problem, chyba, że popyt na gaz w UE będzie szybko rosnąć. Ale jeśli będziemy importować LNG, albo jeśli Rosjanie nie zbudują Nord Stream 2, to rezygnacja Polski z rosyjskiego gazu będzie dla nich dużym problemem - tłumaczy Bajek.

- Popyt na rosyjski gaz nie wzrośnie, drogi przesyłu będą dla Rosjan nie tak wygodne jak Nord Stream 2, będzie to Jamał albo Ukraina. Jest jeszcze [w artykule - red.] ta teza o Chińczykach… [teza, iż Rosjanie ten sam gaz, który wysyłają do Polski, wyślą do Chin - red.] To jest dopiero szczyt propagandy. Oni wysyłają do Chin gaz z innych złóż niż do nas, więc na pewno "naszego" gazu nie wyślą do Chin. Piramida propagandy - analizuje ekspert.

 


 

Za zgłoszenie tematu dziękujemy czytelniczce. Zachęcamy do śledzenia nas w mediach społecznościowych i oznaczanie tematów do sprawdzenia hashtagiem #konkret24. Kontakt mailowy: konkret24@tvn24.pl. Propozycje można także przesyłać poprzez przycisk "zgłoś do sprawdzenia" na naszej stronie.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; zdjęcie tytułowe: Grzegorz Momot/PAP

Pozostałe

Nie, to nie jest nagranie huraganu Dorian. To tylko animacja przerobionego zdjęcia

Rzekome nagranie huraganu Dorian, który na początku września uderzył w wybrzeże Bahamów, nie przedstawia nawet prawdziwego zjawiska pogodowego. Filmik to zbitka dwóch zdjęć, a za efekt ruchu odpowiada aplikacja. Przerobione zdjęcie po raz pierwszy pojawiło się w sieci w kwietniu, a jego zaanimowana wersja w maju 2019 - na kilka miesięcy przed nadejściem Doriana.

NYT: "Globalna maszyna" nakręca narrację o "upadłej Szwecji". Także w Polsce

"Globalna maszyna za wzrostem skrajnie prawicowego nacjonalizmu" - tak "The New York Times" zatytułował swój artykuł, w którym pokazano, jak dezinformacyjny przekaz o przyjmującej imigrantów Szwecji jako "kraju upadłym" rozprzestrzenia się po świecie. Schemat jest prosty: narrację kreują szwedzkojęzyczne internetowe portale związane z nacjonalistyczną partią Szwedzcy Demokraci, a ich negatywny przekaz przejmują podobne strony w innych krajach, także w Polsce. Dziennik przeanalizował 12 milionów linków. Poszliśmy polskim tropem śledztwa NYT.

Irlandzcy naukowcy: fake newsy tworzą nieprawdziwe wspomnienia

Przed zeszłorocznym referendum aborcyjnym w Irlandii ponad połowa ankietowanych osób była w stanie opowiedzieć o swoich wspomnieniach dotyczących zachowań ich przeciwników ideowych, które nigdy nie miały miejsca. Jedna trzecia potrafiła to robić bardzo szczegółowo. Wyniki badań irlandzkich naukowców pokazują, że walka ze skutkami dezinformacji może być trudniejsza niż przypuszczano.

Czy wilgotne lasy mogą płonąć? Tak, pożar amazońskich "płuc Ziemi" jest na to dowodem

Nigdy w życiu! Ten pożar Amazonii jest sztuczny, dosłownie i w przenośni - komentują niektórzy internauci pod wpisem podróżnika Wojciecha Cejrowskiego, który stwierdził, że ma wątpliwości co do natury pożarów w Ameryce Południowej, jako że "Amazonia jest niepalna", bo wilgotna. Ze względu na specyfikę terenu - wilgoć i typ drzewostanu - lasy amazońskie palą się w inny sposób niż np. syberyjskie. Bez wątpienia jednak się palą. Według oficjalnych danych, pożary na obszarze amazońskiego lasu są w tym roku większe o 83 proc. w porównaniu z takim samym okresem w 2018 r.

Protestujący w Hongkongu pokazywani jako karaluchy. Walka toczy się na ulicach i w sieci

Fake newsy, niepotwierdzone plotki, grafiki ilustrujące spiskowe teorie, zmanipulowane zdjęcia i nagrania, hejt - w Internecie toczy się równie zacięta walka o przyszłość Hongkongu, co na ulicach Hongkongu. Nie zawsze jest ona oparta o prawdziwe argumenty. O skali dezinformacji poinformowały m.in. Facebook i Twitter, które w poniedziałek usunęły kilkaset tysięcy kont i odkryły ich powiązania z rządem Chin.

Przed Notre Dame nie stanie nowoczesny pawilon. Diecezja planuje niewielkie sanktuarium maryjne

Na początku sierpnia zdementowano spekulacje na temat budowy "tymczasowej świątyni" przed Notre Dame – nie będzie realizacji projektu znanego z internetowych artykułów, przygotowanego przez międzynarodową firmę architektoniczną. Dzisiaj wiele wskazuje na to, że na placu przed katedrą powstanie niewielka drewniana świątynia. Tymczasem doradca ds. wizerunku i prezes Instytutu Nowych Mediów, Eryk Mistewicz opublikował popularnego tweeta, którego treść sugeruje, że projekt architektów zostanie jednak zrealizowany.

Nie, sprzedaż plastikowych toreb w Wielkiej Brytanii nie spadła o 90 proc.

Sprzedaż plastikowych toreb w Wielkiej Brytanii spadła o 90 proc. - ogłosiło wiele portali internetowych na świecie. Oparły się jednak głównie na optymistycznym tytule komunikatu brytyjskiego ministerstwa środowiska. Jeśli bowiem wczytać się dokładniej w dane, problem plastikowych reklamówek na Wyspach jest nadal spory - wysoki spadek zanotowano wyłącznie w przypadku torebek jednorazowego użytku, za które wprowadzono opłaty.