Program rozwoju elektromobilności ma być, według premiera Morawieckiego, kołem zamachowym polskiej gospodarki. Jednak zdaniem ekspertów rządowy plan, by po polskich ulicach do 2025 r. jeździło milion samochodów elektrycznych, jest niewykonalny. Nowy raport przygotowany na zlecenie rządu za najbardziej realną liczbę uznaje 300 tysięcy.

Zapis o pojawieniu się w Polsce miliona aut elektrycznych do 2025 roku znalazł się w rządowym Planie Rozwoju Elektromobilności w Polsce, przyjętym wiosną 2017 roku. W programie "Fakty po Faktach" w TVN24 zapytano o tę ideę minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigę Emilewicz.

- Czy w 2025 r. będzie jeździło w Polsce milion samochodów elektrycznych? - zapytał prowadzący program Grzegorz Kajdanowicz.

Nie wiem czy będzie, nie jestem wróżką, nie będę odpowiadać - stwierdziła minister i zaczęła wymieniać polskie sukcesy na rynku elektromobilności - fabryki baterii do samochodów elektrycznych czy produkcję autobusów.

Minister mówiła dalej o wzroście sprzedaży samochodów elektrycznych w ujęciu rok do roku. - Znowu o kolejne 100 procent w pierwszym kwartale tego roku wzrosła liczba samochodów elektrycznych nowych zakupionych przez Polaków, głównie są to samochody flotowe - powiedziała Jadwiga Emilewicz. - W tej chwili jest 2 tysiące, prawie 3 tysiące pojazdów - dodała.

Pod koniec programu Emilewicz wyraziła opinię, że samochody elektryczne są coraz bardziej popularne, a ich cena spada. Mam nadzieję, że ten milion uda nam się osiągnąć, a przynajmniej przybliżyć się znacząco - podsumowała.

"Koło zamachowe polskiej gospodarki"

Założenia "Planu Rozwoju Elektromobilności w Polsce" po raz pierwszy w czerwcu 2016 r. przedstawili szef resortu energii Krzysztof Tchórzewski oraz ówczesny wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Przyjęty w marcu kolejnego roku zakładał m.in. wprowadzenie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, podpisanej przez prezydenta w lutym 2018 r.

- Ten program ma być kołem zamachowym polskiej gospodarki, polskiej reindustrializacji. Ma odpowiedzieć także na kilka wyzwań, które są przed nami – mówił Morawiecki. - Dzisiaj na świecie jeździ tylko milion aut elektrycznych. My rzeczywiście mamy taką aspirację, żeby w ciągu dziesięciu lat dynamicznie rozwinąć w kierunku takiej liczby naszą mobilność aut elektrycznych - dodał.

W kwietniu 2018 r. o sprawę "miliona aut" dziennikarze zapytali wiceministra energii Michała Kurtykę. - Czy osiągniemy w 2025 roku dokładnie milion samochodów elektrycznych nie wiem, natomiast istotne jest to, że postawienie sobie pewnego celu strukturyzuje cały system - odpowiedział wiceminister.

Kurtyka przywołał przykład upowszechnienia w Polsce samochodów na gaz LPG. - Widzimy, że stała, konsekwentna polityka regulacyjna, polegająca na wspieraniu LPG, doprowadziła do tego, że obecnie mamy 2,5 mln takich pojazdów - mówił minister.

Poniedziałkową wypowiedź minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz w TVN24 - "mam nadzieję, że ten milion uda nam się osiągnąć, a przynajmniej przybliżyć się znacząco" - można zatem rozumieć jako kontynuację narracji o "celu", a nie założeniu samym w sobie.

Elektryczne statystyki

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców 31 maja w Polsce zarejestrowanych było 4000 samochodów elektrycznych. To liczba niewielka w porównaniu do zamierzonego celu. Widoczny jest jednak trend wzrostowy rejestracji takich pojazdów.

Liczba samochodów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce
Liczba samochodów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce Foto: Konkret24 / CEPIK/Ministerstwo Cyfryzacji

Pod koniec 2017 r. było zarejestrowanych 1611 aut elektrycznych, pod koniec 2018 r. -  2761. To wzrost o 1150 sztuk, a więc o 71 proc. Procentowo jeszcze większy przyrost rejestracji pojazdów - o 111 proc. rok do roku - zanotowano pod koniec 2017 r.

Licznik elektromobilności
Licznik elektromobilności Foto: Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych

3163 z nich były autami w pełni elektrycznymi, pozostałą część stanowiły hybrydy plug-in. Według PSPA i PZPM zasób elektrycznych pojazdów dostawczych na koniec marca wyniósł 278, e-busów było 198, a elektrycznych skuterów i motocykli 3445.

Z szacunków Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych wynika, że po polskich drogach na koniec marca jeździło 278 elektrycznych pojazdów dostawczych, 198 e-busów, a elektrycznych skuterów i motocykli 3445.

PSPA udostępniło również dane dotyczące liczby stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Pod koniec 2018 r. działało w Polsce 646 takich jednostek, dysponujących w sumie 1148 punktami ładowania.

Polska a Europa

Według informacji Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) w 2018 r. w Polsce zarejestrowano 1324 nowe samochody elektryczne. To zaledwie 0,44 proc. wszystkich zarejestrowanych w tym czasie samochodów elektrycznych w Unii Europejskiej.

Nowe zarejestrowane samochody elektryczne w wybranych krajach Europy w 2018 r.
Nowe zarejestrowane samochody elektryczne w wybranych krajach Europy w 2018 r. Foto: Konkret24 / ACEA

ACEA wskazuje, że w 2018 r. w Unii sprzedano ponad 300 tys. osobowych pojazdów elektrycznych. Najwięcej - w Niemczech - ponad 67,5 tys., w Wielkiej Brytanii - prawie 60 tys. i we Francji - ponad 45 tys. W Norwegii - będącej europejskim liderem elektromobilności, zarejestrowano niemal 73 tys. aut na prąd.

Niemal we wszystkich krajach ujętych w opracowaniu ACEA stwierdzono znaczący wzrost rejestracji nowych samochodów w porównaniu z 2017 r. Największe wzrosty zarejestrowano w Danii +250 proc., w Rumunii +222 proc. oraz w Holandii +169 proc. W całej Unii Europejskiej w 2018 r. stwierdzono blisko 40 proc. więcej rejestracji pojazdów niż w poprzedzającym roku.

Milion możliwy, ale bardziej prawdopodobne 300 tys.

W czwartek Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przedstawiło raport o stanie rozwoju oraz aktualnych trendach rozwojowych w obszarze elektromobilności w Polsce. Na zlecenie ministerstwa opracowanie przygotowali eksperci think-tanku Atmoterm i Forum Elektromobilności.

Raport przedstawia cztery scenariusze dynamiki elektryfikacji sektora transportu w Polsce – od najmniej do najbardziej zaawansowanego - S0, S1, S2,S3. Największe prawdopodobieństwo wystąpienia przypisano scenariuszowi „podstawowemu” S1, który zakłada osiągnięcie w 2025 r. pułapu 300 tys. samochodów elektrycznych. Autorzy badania, powołując się na ustalenia Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych przekonują, że system dopłat zaproponowany w projekcie rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków udzielania wsparcia ze środków Funduszu Niskoemisyjnego Transportu pozwoli na realizację właśnie tego scenariusza.

Realizacja scenariusza S2 „PRE” (Skrót od Plan Rozwoju Elektromobilności), zakładającego obecność miliona aut na polskich drogach, stanie się bardziej prawdopodobna po pojawieniu się dodatkowych zachęt, na przykład w formie ulg podatkowych.

"Zapowiedzi od początku nierealne"

Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, prezesa Instytutu Badań Rynku Samochodowego SAMAR, rządowe plany dotyczące liczby miliona aut elektrycznych poruszających się po polskich drogach w 2025 roku były nierealne od chwili ich powstania. - Uboga infrastruktura, uboga oferta producentów, ograniczona dostępność aut oraz brak działań wspomagających ze strony rządu stały u podstaw nierealności tego programu - mówi Drzewiecki.

W opinii prezesa SAMAR, by cel postawiony w rządowym programie stał się realny musi poprawić się oferta aut elektrycznych i ich dostępność. Zdaniem Drzewieckiego potrzeba również działań legislacyjnych i programów wspomagających zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym. - Tu dużą rolę w pierwszej fazie mogą odegrać wszelkiego rodzaju dopłaty, zwolnienia podatkowe, a więc działania na polu fiskalnym. Prezes SAMAR wymienia również pomysł nieograniczonej możliwości wjazdu do centrów miast, bezpłatne parkingi czy możliwość korzystania z buspasów.

- Ostatnim elementem układanki jest rozwój infrastruktury, który wymaga nie tylko inwestycji ze strony potencjalnych dostawców energii, ale także państwa, które te inwestycje powinno ułatwić - mówi Drzewiecki. - Ten proces został już zapoczątkowany - dodaje.

"Hasło - droga"

Prof. Marcin Ślęzak, dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego, ideę miliona aut elektrycznych na polskich drogach określa jako wskazówkę dla branży. - W mojej ocenie należy rozumieć to jako hasło – drogę, którą podążać będzie branża motoryzacyjna i elektroenergetyczna w najbliższych latach - mówi prof. Ślęzak.

W opinii dyrektora ITS, stymulacja rynku pojazdów elektrycznych powinna mieć kilka źródeł, istotną rolę odgrywają pieniądze. - Z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego bodźcem do zakupu pojazdu elektrycznego jest aspekt ekonomiczny - mówi prof. Ślęzak i dodaje, że dodatkowym czynnikiem zachęcającym byłyby dotacje do zakupu pojazdu i prywatnej infrastruktury ładowania akumulatorów. Jako źródło pierwszych planowanych dopłat Ślęzak wskazuje Fundusz Niskoemisyjnego Transportu.

Prof. Marcin Ślęzak, podobnie jak Wojciech Drzewiecki, również wskazuje, że z punktu widzenia użytkownika impulsem do zmiany pojazdu na elektryczny są również ułatwienia w poruszaniu się i parkowaniu, np. bezpłatny wjazd, jazda buspasami i postój w centrach miast.

Benzyna do lamusa

Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego z Instytutu SAMAR, zainteresowanie samochodami elektrycznymi będzie stopniowo rosło. - Tempo wzrostu będzie zależało od działań po stronie legislatora, a także oferty producentów, która szybko będzie się poszerzała - podkreśla Drzewiecki. Jego zdaniem, w kolejnych latach należy spodziewać się spadku cen tego rodzaju pojazdów i wzrostu zainteresowania konsumentów.

W opinii prezesa SAMARU, samochody elektryczne w pierwszej kolejności nie trafią jednak do indywidualnych odbiorców. - Możemy się spodziewać, że zakupy "elektryków" to w najbliższych latach głównie domena klientów instytucjonalnych - mówi Drzewiecki.

- Elektromobilność - obok pojazdów samojezdnych - to trwały i perspektywiczny trend w motoryzacji - mówi prof. Marcin Ślęzak z Instytutu Transportu Samochodowego. - Szacuje się, że europejski rynek motoryzacyjny po 2020 roku będzie drugim co do wielkości rynkiem pojazdów z tym właśnie napędem - dodaje.

Zdaniem prof. Ślęzaka, trend rozwoju elektromobilności jest nieunikniony także z powodu coraz ostrzejszych norm emisji zanieczyszczeń pochodzących ze spalin pojazdów z napędem konwencjonalnym. - By producenci mogli sprostać surowszym wymaganiom, muszą zwiększać udział sprzedaży pojazdów bezemisyjnych - tłumaczy prof. Ślęzak.

Elektromobilność w Polsce - stan na dziś

Raport, zaprezentowany przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, określa proces elektryfikacji transportu drogowego jako znajdujący się "na wstępnym etapie rozwoju". W dokumencie podkreślono, że dla wszystkich pojazdów elektrycznych obserwowany jest pozytywny trend wzrostowy.

"Ogólny udział polskich podmiotów w pracach projektowych, badawczych, rozwojowych i produkcyjnych, związanych z obszarem elektromobilności nie jest na dzień dzisiejszy znaczący" - można przeczytać w raporcie. Zdaniem jego autorów, tylko większe polskie przedsiębiorstwa realizują projekty związane z elektromobilnością. Na wyróżnienie zasługują spółki dostarczające autobusy elektryczne, takie jak Solaris Bus&Coach, czy Ursus Bus.

Szanse wdrożenia do produkcji polskiego samochodu elektrycznego raport określa jako "raczej niewielkie". Wśród powodów wymienia m.in. bariery ekonomiczne dla przeciętnego obywatela, i konkurencyjne ceny pojazdów na paliwa konwencjonalne.

Autorzy raportu pozytywnie natomiast oceniają szanse rozwoju infrastruktury ładowania oraz produkcji magazynów energii w Polsce. Wskazują jednocześnie na konieczność inwestowania w budowę i modernizację sieci elektroenergetycznych, która umożliwi pobranie potrzebnej energii elektrycznej rosnącej liczbie użytkowników w krótkim czasie.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24, TVN24BiŚ, PAP; zdjęcie tytułowe: Shutterstock

Pozostałe

Nie, Facebook nie zakazał używania emotikonów brzoskwiń i bakłażanów

Internauci rozpowszechniają fałszywą informację o rzekomym zakazie używania ikonek brzoskwini i bakłażanów na Facebooku i Instagramie. W rzeczywistości platformy zabraniają publikowania materiałów, które noszą znamiona nagabywania seksualnego. Nie można publikować treści, które są napastliwe seksualnie i które jednocześnie zawierają emotikony uważane za nacechowane seksualnie. Żadne konkretne ikony nie są jednak wskazane.

Popularne w sieci wideo nie jest z Hongkongu. To projekt artystyczny

W mediach społecznościowych bardzo dużą popularność zyskuje krótkie wideo z wynalazkiem, który ma pomóc zmylić system rozpoznawania twarzy. Przekazujący sobie to nagranie internauci piszą, że pochodzi ono z Hongkongu. Jednak przenośny projektor twarzy to część projektu artystycznego holenderskich studentów sprzed dwóch lat. Podkreślają, że produkt tak naprawdę nie działa i apelują o niewykorzystywanie go w celach politycznych.

Dezinformacja - prognozy przed wyborami w USA w 2020 roku

Deep fake może być jednym z najpotężniejszych narzędzi w rękach twórców dezinformacji przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Według raportu opublikowanego przez Uniwersytet Nowojorski, technologia może zostać wykorzystana w kampanii wyborczej, by przypisać kandydatom nieprawdziwe słowa lub zachowania. Raport wskazuje, że źródłami dezinformacji oprócz Rosji mogą być Chiny oraz Iran. Najwięcej sfałszowanych treści będzie jednak pochodziło nie z zagranicy, a z samych Stanów Zjednoczonych.

Tweety, których nie napisali Dominika Wielowieyska i Marcin Gortat

Na Twitterze pojawił się wpis podpisany nazwiskiem Dominiki Wielowieyskiej. Bardziej uważni użytkownicy serwisu bez trudu wychwycili, że jego autorką wcale nie jest dziennikarka "Gazety Wyborczej". Tweet zamieszczono na koncie, które tymczasowo zmieniło nazwę użytkownika. Podobnie wykorzystano nazwisko Marcina Gortata. Wielu komentujących, krytykujących treść wpisu, było jednak przekonanych, że uczestniczy w dyskusji właśnie ze sportowcem.

Odtworzyli głos szefa firmy. Wyłudzili 243 tys. dolarów

Korzystając ze sztucznie wygenerowanego głosu prezesa dużej firmy, przestępcy zadzwonili do dyrektora jednej z jej spółek zależnych i poprosili o wykonanie przelewu. Udało im się wyłudzić w ten sposób 243 tys. dolarów. To prawdopodobnie pierwszy opisany przykład oszustwa z wykorzystaniem dźwięku stworzonego w technologii deepfake.

Chińska aplikacja do podmieniania twarzy podbija rynek. I budzi obawy

Chińska aplikacja ZAO pozwala użytkownikom na "podmienienie" twarzy aktora w klipie z serialu lub filmu na swoją twarz. Efekt jest realistyczny i dostępny w ciągu chwili. Program budzi kontrowersje - nie tylko ze względu na swoje możliwości, ale i na politykę prywatności. Jednocześnie bije jednak rekordy popularności w Azji - w ciągu kilku dni od premiery stała się najczęściej ściąganą aplikacją.